Kierownica

Jechałem w zadymce po jezdni pokrytej cienką warstwą lodu i mokrego śniegu. Na letnich oponach, więc auto co chwilę traciło przyczepność, a dzieci z tyłu krzyczały: "Tata, świetnie! Zrób to jeszcze raz!". No więc robiłem jeszcze raz i jeszcze, chociaż wcale nie miałem takiego zamiaru. W końcu utknąłem w korku i po półgodzinie oczekiwania zdecydowałem się zawrócić. Ale zawracałem nerwowo, bo bałem się, że z naprzeciwka może nagle pojawić się samochód. Gwałtowne ruchy kierownicą spowodowały, że kiedy próbowałem auto naprostować, najpierw odbiło mnie w stronę bandy, a potem w stronę stojącego za mną autobusu. Po drodze staranowałem słupek oddzielający jeden pas ruchu od drugiego. Kątem oka zobaczyłem, że kierowca autobusu patrzy na mnie z politowaniem. Wyhamowałem, machnąłem mu ręką, że wszystko w porządku, że wiem, jaki jestem głupi, i powlokłem się w przeciwnym kierunku.
Czyta się kilka minut

Epizod bez znaczenia, choć czterdzieści minut później sytuacja powtórzyła się na oblodzonej górce. Kiedy zaczęło mnie ściągać w stronę rowu, spanikowałem. Na szczęście obyło się bez wypadku. Znów zawróciłem, żeby poszukać łagodniejszego objazdu. Cała droga wydłużyła się w ten sposób o przeszło godzinę. Wróciłem do domu wyczerpany, ale dzieci były zadowolone, jak zawsze, kiedy spadnie pierwszy śnieg. Tego dnia miałem jeszcze jechać do Katowic. Żona odwiozła mnie na busa; nie chciałem więcej siadać za kierownicą.

Bywają takie chwile, takie zdarzenia, które sprawiają, że nasze życie traci przyczepność. Wydawało się nam, że jako tako opanowaliśmy sztukę poruszania się po tym świecie, że coś niecoś z niego rozumiemy, że przygotowani jesteśmy na rozmaite niespodzianki... A tu - poślizg. Samo trzymanie kierownicy niczego nie oznacza. Cokolwiek byśmy robili, obraca się przeciwko nam. Nie pomaga też umiejętność czytania znaków. Przychodzi zadymka, a w zadymce znaki są niewyraźne. Czasem ma się wrażenie, że znaczą nie to, co znaczyły przed załamaniem pogody.

Słowem, bezradność. Uczucie dziwne, smutne, pukające do bram depresji.

I co w takich chwilach? Są dwie drogi ratunku. Jedną są wspomnienia. Drugą jest nadzieja. Można przywołać w pamięci dotychczasowe wybory, podjęte decyzje, więzi, które się zawiązało, przeżycia, którym coś się zawdzięcza. Można też - i tu nie ma już precyzyjnego słowa - otworzyć się na nadzieję. Uwierzyć, że ta utrata przyczepności i wynikająca z niej bezradność nie są czymś ostatecznym, nie są - by tak rzec - ostatnim słowem danej historii. Że ta próba jest tylko próbą, jak rozdział powieści jest tylko rozdziałem, a nie samą powieścią.

Zarówno w imię wspomnień, jak i w imię nadziei można się albo poddać, albo zbuntować. Niedobrze jest jednak żyć nadzieją bez wspomnień. I niedobrze jest żyć wspomnieniami bez nadziei.

I tyle o tym, o czym myślałem sobie, jadąc na stojąco zatłoczonym busem. I później.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2008