Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Historia pewnej korespondencji

Historia pewnej korespondencji

20.11.2017
Czyta się kilka minut
Od początku piszą do siebie per „ty”, co w tamtej epoce, przy różnicy wieku, świadczy o przekroczeniu progu poufałości. Listy dokumentują dojrzewanie i emancypację Mrożka. Axer jest równy, no ale Axer urodził się już gotowy i we fraku.
Erwin Axer i Sławomir Mrożek po premierze „Miłości na Krymie” w Teatrze Współczesnym, Warszawa 1994 r. MICHAŁ ENGLERT / ZE ZBIORÓW TEATRU WSPÓŁCZESNEGO
J

Jak na 31 lat korespondencji, opublikowany w 2011 r. tom listów Erwina Axera i Sławomira Mrożka nie onieśmiela objętością; na tle pozostałych z Mrożkowej serii epistolograficznej wydaje się wręcz skromny. Odróżnia się od nich nie tylko rozmiarem – jest to bowiem przykład korespondencji ściśle związanej z zawodowymi aktywnościami jej autorów, a przedsiębiorstwo teatralne dominuje w rozmowach. Nic dziwnego: Axer był jedynym spośród ujawnionych korespondentów Mrożka, który poznał teatr w biblijnym znaczeniu słowa.

Axer pisał do Mrożka szczegółowo, na ile to konieczne, zwięźle, jak to możliwe, nierzadko w pośpiechu. Relacjonował projektowane lub przyjęte rozwiązania sceniczne i decyzje obsadowe, opisywał aktorów i role, relacjonował głosy krytyki i reakcje publiczności. Był jednym z pierwszych komentatorów powstających dramatów Mrożka. Prawem starszeństwa doradzał i perswadował.

Mrożek częściej odsłaniał się jako człowiek (i pisarz) w rozterkach, choć generalnie w jego korespondencji z Axerem znacznie mniej rozlewności i wylewności, intymnych wyznań czy egzystencjalnych roztrząsań, niewiele bieżących wydarzeń, czasem tylko jakaś wzmianka w tle. Rzecz jasna i jeden, i drugi co raz popisuje się błyskotliwym aforyzmem, komentarzem czy obserwacją. Na tym cokolwiek „technicznym” tle świecą one może nawet jaśniej niż w korespondencji Mrożka z Lemem, Błońskim czy Skalmowskim, ale są tylko przyprawą, a nie głównym składnikiem.

Per „ty”

Pierwszy list pochodzi z kwietnia 1965 r. Mrożek ma wówczas 35, Axer 48 lat. Kiedy zaczynają korespondować, Mrożek jest już znany w ojczyźnie, ale ją opuszcza, z potrzeby wolności i z chęci podbicia świata. Axer, jako reżyser i dyrektor warszawskiego Teatru Współczesnego, jest ceniony nie tylko w Polsce, ale i rozpoznawalny w teatralnej Europie, zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych. Nie myśli o emigracji (w 1996 r. pisał: „jak mawiał do Ketlinga Zagłoba, że jakoś tu żyć przystojniej niż w tych zamorskich krajach. Zresztą sam dowiodłem, że tak myślę, w czasach gorszych jeszcze niż te, które przeżywamy”), a względnie swobodny oddech zawdzięcza możliwości podróżowania i pracy za granicą. W roku 1996, z którego pochodzi ostatni opublikowany list, 66-letni Mrożek osiągnął w Polsce i Europie status żyjącego klasyka. Axer, od dawna już dyrektor emeritus, ma lat 79 i wciąż reżyseruje.

Od początku piszą do siebie per „ty”, co dziś nic nie znaczy, ale w tamtej epoce, przy różnicy wieku, świadczyło o przekroczeniu pewnego progu poufałości. Listy dokumentują proces dojrzewania i emancypacji Mrożka. Axer jest równy, no ale Axer urodził się już gotowy i we fraku.

Co ich zbliżyło? Swego czasu byłam skłonna przypisać obu podobny świato­pogląd i gusta, dziś nie jestem już tego pewna. Wspólnotę niechęci do komunizmu i postawę ironicznego dystansu wobec świata łatwo uznać za wyznacznik światopoglądowej zgodności, ale to jednak za mało – opresja PRL zahibernowała prawdziwe światopoglądy, a ironia była i jest dość powszechną formą bycia w kręgach intelektualnych.

Powinowactwo estetyczne? Może, choć staromodna z dzisiejszego punktu widzenia lojalność (nie: wierność) Axera wobec reżyserowanego tekstu jeszcze go nie dowodzi, wystarczy zresztą przejrzeć listę wystawianych przez Axera autorów, z których wielu znajduje się na antypodach Mrożkowej formy i myślenia.

Więc, powtórzę pytanie, co ich zbliżyło? Z pewnością nie ma jednej odpowiedzi. Spróbujmy wyliczyć możliwości. Polskość, w której trwali i którą przerabiali z podwójnej perspektywy: jako w niej urodzeni i wychowani, i jako obywatele świata. Żywa inteligencja, która nie dopuszcza zdrady samego siebie ani dla doraźnych zysków, ani dla wyższych celów. Kultura ze wszystkimi możliwymi rozszerzeniami pojęcia (nie wyłączając przymiotnika „fizyczna”: obaj byli miłośnikami tenisa), dzięki której, przy odrobinie dobrej woli i otwartości, można przełamać barierę wieku, pochodzenia, doświadczeń i przekonań. Przynależność do elitarnej kasty ludzi o wielu talentach. Teatr, który obaj obrali jako medium komunikacji ze światem. Wreszcie ostatni, nie najmniej ważny i wyjątkowo silnie cementujący czynnik: wspólnota interesów.

Partnerska spółka

„Mnie osobiście najbardziej ucieszyło, że przedstawienie »Tanga« – nie wiem zresztą, czy Ci będzie odpowiadało – umocniło Cię w tym, na co i ja mam chęć wielką, to znaczy na stały, ścisły związek. Zawsze nas nazywali MChAT-em spod kościoła (Zbawiciela), a nie mieliśmy swojego Czechowa. A Ty nie miałeś swojego ­MChAT-u. Co prawda Czechow był bardzo niezadowolony z interpretacji mchatowskich. Mówiąc poważnie, dla nas to duża sprawa. Jeśli chodzi o Ciebie, wszystko, na co masz w tym zakresie ochotę, stoi otworem przed Tobą”. W ten sposób, po sukcesie „Tanga” we własnej reżyserii na scenie warszawskiego Teatru Współczesnego (1965), Erwin Axer złożył ofertę Sławomirowi Mrożkowi. Propozycja została przyjęta, w następnych latach dramatopisarz każdy nowy tekst najpierw przedstawiał Axerowi.

Mimo to Współczesny nie stał się Domem Mrożka, tylko bywał nim czasem. Tom korespondencji pozwala zrekonstruować dzieje tej na poły spełnionej spółki partnerskiej. Przyczyn zaledwie połowicznej realizacji zamiarów było kilka: stałą i wyłączną współpracę uniemożliwiały liczne zobowiązania Axera, niejednokrotnie zakłócała ją polityka, także plany repertuarowe obowiązujące polskie sceny (w PRL zatwierdzane centralnie), a czasem ewidentna niechęć reżysera do mierzenia się z tekstem. Status Axera przez wiele lat wyraża osobliwa kombinacja funkcji: autorytetu (nieustająco), interpretatora-inscenizatora (czasami) oraz plenipotenta o niemal nieograniczonych prerogatywach.

W listach znajdujemy liczne świadectwa nadzwyczajnej lojalności Mrożka, wyjąwszy incydent polegający na udzieleniu praw do „Garbusa” Staremu Teatrowi, czego Axer nie omieszkał mu wytknąć. Jednak prawda jest taka, że to Mrożek nie raz, nie dwa miałby prawo zgłaszać pretensje o niedotrzymanie warunków umowy. Ulało mu się ostatecznie w 1981 r., z powodu niezdecydowania Axera wobec „Pieszo” i „Ambasadora”, odtąd też sam zarządzał swoimi tekstami. Z drugiej strony dobrze znał gorzki smak sukcesu wybitnych przedstawień, z którymi fundamentalnie się nie zgadzał, i nieraz ciągnął przez zęby „Mrożki”, które do historii polskiego teatru trafiły za sprawą np. Jerzego Jarockiego.

Zapewne także dlatego nigdy nie odstąpił Axera. Kooperatywa odżyła na początku lat 90., w tej dekadzie Mrożek zajmuje wreszcie pierwszą pozycję na liście autorów najczęściej wystawianych przez emerytowanego już Axera, który w tych czasach potrzebował Mrożka równie mocno jak niegdyś Mrożek jego.

Instytucja rodzinna

Byli przyjaciółmi czy tylko partnerami w biznesie? Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi, bo 30 lat to szmat czasu, a każda relacja – i zawodowa, i prywatna – ma swoją dynamikę. W 1968 r. Mrożek na łamach „Le Monde” opublikował list protestacyjny przeciwko „bratniej interwencji” w Czechosłowacji, w październiku 1969 r. nagle zmarła jego żona, Maria. Korespondencja ustała, pierwszy list Axer napisał dopiero po roku, z Düsseldorfu: „Oczywiście od dawna wiem o Twoim nieszczęściu. Serdecznie Ci współczułem i współczuję. Z wiadomych względów, jak się domyślasz, nie pisałem”.

Bliskiemu przyjacielowi byłoby trudno wytłumaczyć się z długiego milczenia wobec tak dramatycznych okoliczności. Podobnie, wbrew pozorom, przyjaźń źle znosi weredyczne uwagi, których obaj nie unikali. Nie jest też jasne, czy przetrwałaby liczne artystyczne nieporozumienia.

Do najostrzejszego konfliktu doszło z powodu „Wdów”, a przebieg tej wymiany ciosów nieźle charakteryzuje stosunki obu panów. Zaczęło się od krytyki drugiego aktu i namowy Axera, by Mrożek dopisał kilka scen. Odpowiedź Mrożka była stanowcza; między słowami brawurowej eksplikacji pobrzmiewało rozczarowanie, że Axer gruntownie rozminął się z autorskimi intencjami. Axer skwitował rzecz jednym słowem: „nieporozumienie”. Było 1:0 dla Mrożka. Recenzje z warszawskiej premiery, które dotarły do dramatopisarza, sprowokowały dogrywkę. Axer nie mógł już dłużej stosować uników i wbrew swoim zwyczajom solennie wyłożył stanowisko. Z pojednawczej reakcji Mrożka jasno wynikało, że Axer wbił na remis. Ale widać reżyserowi było mało, więc sfaulował pisarza butonierką (w postscriptum kolejnego listu pouczył pisarza, że butonierka to nie kieszonka, lecz dziurka na kwiatek). Przed laty zdarzyło się już podobne wytknięcie i Axer wiedział, że trafia w czuły punkt. List Mrożka zamykający sprawę nie pozostawia wątpliwości – dzięki nieczystemu zagraniu Axer wygrał to starcie.

Gdyby zatem obstawać przy rzeczowniku „przyjaźń”, może należałoby dodać do niego przymiotniki „męska i szorstka”? A może natura tego szczególnego i trwałego związku była zgoła inna? W 1994 r. Mrożek pisał do Axera: „teatr to instytucja w zasadzie rodzinna i muszą być jakieś pokrewieństwa między autorem i reżyserem, żeby było dobrze. Z obcymi się nie da”. Relacje rodzinne, jak żadne inne, narażają na dyskomfort ambiwalencji.

W „Dziennikach” Mrożka są tylko dwa zapiski o Axerze. Pierwszy z marca 1978 r.: „E.A. w Zurychu. Dwa dni z człowiekiem, który nie jest kobietą, a tylko dobrym i życzliwym człowiekiem, dobrze na mnie podziałały. Dawniej, nie tak jeszcze dawno, mieszkanie przez dwa dni z człowiekiem, który nie jest kobietą, uznałbym za stratę. Nie dzisiaj”. Drugi pochodzi z lutego 1989 r.: „Relatywistyczny i relatywizujący spokój Axera, przynajmniej w jego felietonach (w życiu też), godny podziwu jako forma, dlaczego więc irytujący? Czyżby żar pod stalowym aksamitem?”.

Czyżby Hassliebe? ©

Galeria zdjęć

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]