Jak zadra utkwił mi w pamięci list “Najmniejszy okruch" Adama T. Halamskiego (“TP" nr 19/05) w sprawie sposobu przyjmowania komunii. Takie podejście jest mi całkowicie obce i chyba obce byłoby Chrystusowi, który nie stosował zasad higieny w kontaktach z grzesznikami i miał dość jasne poglądy na temat “obmywania rąk" (por. np. Mt 15). Przecież można na tę Wielką Tajemnicę popatrzeć inaczej. Dla mnie to ulga i radość przyjmować Pana na ręce. Moment, gdy On może dotknąć wszystkiego, czego dotykają moje dłonie, choć krótki, jest jednak znaczący. Komunia z Panem, niezależnie od formy przyjęcia, uzdalnia do dziękczynienia, ale sam fakt, że nie jest to tylko bierne przyjęcie (do ust - jakby poza świadomością), lecz spotkanie czynne (ręce to wszak symbol aktywności człowieka, pracy i twórczości), wnosi element szczególnej odpowiedzialności. Jak nie czuć wdzięczności za to, że ,,Bóg w nasze ręce złożył Ciało swe", zaufał człowiekowi, nauczał modlitwy w Jego Duchu: “Powiedz mnie Sobą", “Powiedz Siebie mną".
Nie zawsze decyduję się wyciągnąć ręce. Zdarzyło mi się, że kapłan popatrzył na mnie z milczącym wyrzutem i zignorował mój gest kładąc mi hostię do ust. Czułam się upokorzona, bo potraktowano mnie jak “agentkę Heroda". Także, gdy jestem zmęczona i trudno mi się skupić, przyjmuję komunię do ust. Ręce każą myśleć o zaręczynach, tu nie można być nieprzytomnym...
DANUTA WABERSKA (Poznań)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














