Uzyskaną nieoficjalnie informację o przesłaniu 15 lipca do Sądu Rejonowego w Lęborku aktu oskarżenia potwierdziła w rozmowie z „TP” zastępczyni tamtejszego prokuratora rejonowego Dorota Frączek. Na Oldze K. ciążą zarzuty z 207 i 217 artykułu Kodeksu Karnego, dotyczące bicia i znęcania się.
Chodzi o historię ukraińskiego domu dziecka z Zaporoża, który po lutym 2022 r. został ewakuowany do Polski. Ponad pięćdziesiątka dzieci z Zaporoskiego Regionalnego Centrum Rehabilitacji Społecznej i Psychologicznej trafiła do Runowa na Pomorzu. Działa tam ośrodek wypoczynkowy oraz Fundacja „Bocianie Gniazdo”. Instytucje prowadzone przez Martę Rutkiewicz, lokalną aktywistkę na rzecz m.in. praw dzieci, miały dać ukraińskim dzieciom dach nad głową i wsparcie opiekuńcze. To właśnie Rutkiewicz zawiadomiła na początku tego roku „Tygodnik”, że w placówce dzieje się źle.
„Już w pierwszych miesiącach było jasne, że ukraińskie opiekunki stosują inne metody. Krzyki, kary, na placu zabaw jedna z pań uderzyła dziecko. Byłam świadkiem wyzwisk. »Debil«, »głupek«, »dziwka« i »ssie tamtemu«, tak Olha, ale i inne opiekunki mówiły do dzieci! Zgłaszaliśmy to Powiatowemu Centrum Pomocy Rodzinie w Słupsku. Bez adekwatnej reakcji” – opowiadała nam szefowa „Bocianiego Gniazda”.
O dramacie opowiedziała nam również była wychowanka domu, Tatiana („Dyrektorka jak się zdenerwowała, wywracała na dziecko stół. Szturchała, biła po głowie”), a także ukraińska opiekunka zatrudniona w Runowie przez „Bocianie Gniazdo” na czas letnich wakacji 2023. „Pewnego dnia jedno z dzieci poskarżyło się dyrektorce, że 9-letni chłopiec opowiedział w szkole o jej przemocy, tzn. kopaniu dziecka. Olha natychmiast zrobiła zbiórkę: »Czy ja kiedykolwiek kogoś uderzyłam?«. Na to dwie osoby odważyły się powiedzieć, że ciągnęła za ucho. Olha na to: »Za ucho to dla was mało!«, a potem było najgorsze. Powiedziała do chłopca, który zgłosił przemoc: »A ty pamiętasz, jak ci matka kazała wylizywać pochwę?«. I spytała ponownie: »Czy ja kogoś uderzyłam?«. Zapadła cisza. Ja też nie wiedziałam: czy ratować je, czy siebie? Nagle ktoś zaczyna się śmiać, na co Olha: »W waszych domach było to samo!«” – relacjonowała Marharyta Yechkalo.
Pewien przełom w sprawie nastąpił w grudniu ub. roku. To wtedy jedna z dziewcząt zgłasza zatrudnionej przez „Bocianie Gniazdo” psycholożce, co dzieje się w placówce, a równocześnie zapowiada: „Jak mi pani nie pomoże, popełnię samobójstwo”. O myślach samobójczych piszą też wkrótce w listach inne wychowanki. Marta Rutkiewicz zgłasza sprawę listów do słupskiego PCPR, PCPR do prokuratury. Jednak pomimo toczącego się od wtedy śledztwa, dzieci pozostają pod opieką Olgi K., zaś ta odcina je od świata zewnętrznego – m.in. od opiekunek z „Bocianiego Gniazda”. O interwencyjne zabezpieczenie dzieci, tzn. odizolowanie ich od potencjalnej oprawczyni, apelują i Rutkiewicz, i organizacja Save the Children. Bez skutku.
Wkrótce wychowankowie placówki, wspólną decyzją strony ukraińskiej i polskiej, zostają relokowani z Runowa do Ustki. I mimo że w międzyczasie zmienia się opiekunka tymczasowa dzieci (Olgę K. zastępuje w tej wyznaczonej przez polskie prawo roli jej koleżanka z ukraińskiej kadry), potencjalna oprawczyni przez kolejne tygodnie mieszka w tym samym budynku, co jej domniemane ofiary. Za wiedzą polskich instytucji: PCPR, MOPS i Pomorski Urząd Wojewódzki odpowiadały w marcu „Tygodnikowi”, że dzieci są bezpieczne, a ukraińska kadra jest wspierana przez polskich fachowców. Wedle Marty Rutkiewicz dzieci wcale bezpieczne nie były, a polskie instytucje zawiodły.
– Mam zdjęcia pokazujące, że Olga K. jeszcze na początku czerwca świętowała razem z wychowankami oficjalne obchody Dnia Dziecka. W towarzystwie urzędniczki z PCPR, co jest skandalem. Dzień wcześniej na profilu facebookowym PCPR pojawił się post informujący o zorganizowanej przez wojewodę pomorskiego kampanii dotyczącej... ochrony małoletnich – mówi dziś Marta Rutkiewicz, i pokazuje fotografie, dostępne zresztą na profilu słupskiego PCPR-u.
Pytana o decyzję prokuratury, Rutkiewicz mówi: – Z jednej strony to jest bardzo dobra wiadomość. Komunikat dla wszystkich zaangażowanych w dobro tych dzieci, że warto się było starać, alarmować, walczyć. I przede wszystkim dla krzywdzonych dzieci, że jest na tym świecie sprawiedliwość, a wokół nich jacyś dorośli, którzy tej sprawiedliwości się domagają. Z drugiej strony jestem przerażona: te dzieci, które dużo już przeszły, czeka teraz długa sądowa batalia.
Eksperci od pieczy zastępczej są zgodni, że historia z Pomorza to nie tylko przykład jednostkowej patologii, ale też pokłosie systemowej wady: polska strona zgodziła się po lutym 2022 roku na to, by ewakuowane do Polski dzieci z ukraińskiej pieczy zastępczej pozostały pod kuratelą ukraińskiego, a nie polskiego systemu (do naszej rodziny zastępczej albo placówki mogą zostać przeniesione tylko w wyjątkowej sytuacji).
Gdy w marcu udało nam się skontaktować z Olgą K., ta stwierdziła, że nie czuje się winna, nie biła dzieci, zaś świadkowie twierdzący coś innego kłamią. Dodała, że choć nie jest już, w myśl polskiego prawa, opiekunką tymczasową dzieci, to w myśl przepisów ukraińskich pozostaje kierowniczką placówki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















