Ciepły wrześniowy dzień 1997 roku. Wrocław wciąż suszy się i czyści po powodzi. Słuchaczy festiwalu Wratislavia Cantans – dorocznego święta muzyki w mieście potrzebującym go w tej chwili bardziej, niż się może wydawać – czeka jednak coś nadzwyczajnego. Ten wieczór okaże się jedną z historycznych kulminacji festiwalu, wydarzeniem absolutnie niezapomnianym.
Najpierw w gotyckiej bazylice św. Marii Magdaleny Wrocławianie po raz pierwszy usłyszą wielką oratoryjną symfonię Krzysztofa Pendereckiego Siedem bram Jerozolimy. Następnie, późnym wieczorem, w barokowym kościele jezuitów – przylegającej do Uniwersytetu śląskiej wersji Il Gesù – muzykę wcześniejszą od tej świątyni, stojącą u samego progu baroku, a towarzyszącą swym wielogłosowym i wielobarwnym splendorem mszy koronacyjnej weneckiego doży Marina Grimaniego w 1595 roku.
Przywiózł ją wówczas na Śląsk dyrygent, który zasłynął tą oraz dalszymi rekonstrukcjami muzyki weneckich uroczystości, Paul McCreesh, prowadząc w niej swoje zespoły Gabrieli Consort & Players. Miało się to okazać przedtaktem do długiego romansu z Polską, a przede wszystkim z Wratislavią – później przez kilka lat był jej dyrektorem artystycznym. Teraz, po wielu występach na rozmaitych wrocławskich estradach i w różnych kościołach, wraca z tym samym emblematycznym dla siebie repertuarem: muzyką wenecką, od której rozpoczęła się barokowa rewolucja będąca jednym z najważniejszych przełomów w dziejach muzyki. Tym razem jednak pojawi się w owej uświęconej tradycją Wratislavii Cantans przestrzeni – katedrze Marii Magdaleny. Ten koncert może być symbolem całej edycji, nie bez powodu odbywającej się pod hasłem Smuga cienia. Tytuł ten nie oznacza jednak tylko przełamywania kolejnych barier wiekowych. Implikuje też wchodzenie na scenę nowych pokoleń, które mają przed sobą do odkrycia wszystko to, co ludzie dojrzali już wiedzą – na przykład poznanie rewelacyjnej dźwiękowej rekonstrukcji uroczystości koronacyjnych doży Marina Grimaniego według wizji Paula McCreesha (5 IX).
Kolejny z byłych dyrektorów festiwalu, Giovanni Antonini, jest na nim obecny co roku – i te powroty również tworzą wartość przekazywaną następnym generacjom. Tej jesieni Antonini ze swym zespołem Il Giardino Armonico także wróci do korzeni swego mistrzostwa, czyli instrumentalnej muzyki wczesnego włoskiego baroku (nieledwie drugiego pokolenia po weneckich Gabrielich), w programie Sì dolce è’l tormento (4 IX). Wystąpi też jednak w innym charakterze: pod batutą obecnego dyrektora Wratislavii, Andrzeja Kosendiaka, weźmie udział w wykonaniu kantat Bacha z partią fletu prostego, którego jest olśniewającym wirtuozem. Program ten ukazać się ma na płycie wytwórni Alpha Classics. To już nie tylko spojrzenie w przeszłość, lecz i opierające się na dojrzałości sięgnięcie w przyszłość.

Kolekcję największych gwiazd muzyki dawnej uzupełni Ottavio Dantone, który poprowadzi jedną z najpiękniejszych oper w dziejach – choć wciąż jedną z najwcześniejszych, XVII-wieczną Dido and Aeneas Henry’ego Purcella (9 IX).
Ten zestaw nie wyczerpuje naturalnie oferty muzyki dawnej na tegorocznej Wratislavii Cantans. Koniecznie trzeba zauważyć debiutujący w głównym nurcie festiwalu zespół Ars Cantus Tomasza Dobrzańskiego (co jest nadrobieniem dojmującego braku, gdyż wrocławska grupa z sukcesami działa już od dziesięcioleci) z XIV-wieczną muzyką i poezją Guillaume’a de Machaut (7 IX). Francuskie XVIII-wieczne kantaty, których autorem jest Louis-Nicolas Clérambault, wraz z uczestnikami 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej poprowadzi Marta Niedźwiecka (6 IX).
Koncert młodego zespołu BREZZA jest efektem ciekawej inicjatywy w ramach Wratislavii Cantans: konkursu na projekt muzyczny oparty na przesłaniu festiwalu. Jednym ze zwycięzców okazał się zestaw fragmentów z dzieł Händla, które stworzą jednak nową dramaturgiczną całość (13 IX). Innym – kwartet wokalny Les 4 Sens. W barwnej mozaice jego repertuaru wyróżniają się zbyt rzadko wykonywane utwory Samuela Barbera i Henryka Mikołaja Góreckiego, spointowane Ad maiorem Dei gloriam Benjamina Brittena (12 IX).
Liryka wokalna łagodnego, polskiego romantyzmu, zwieńczona ariami operowymi Moniuszki i Szymanowskiego, wypełni recital odnoszącego międzynarodowe sukcesy barytona Andrzeja Filończyka z pianistą Sashą Yankevychem (6 IX).
Bardzo oryginalnym projektem są Podróże Guliwera (5 IX) – duet uznanych skrzypków Bartłomieja Nizioła i Alexandra Sitkovetsky’ego wędrujących od fantastycznej suity Telemanna, która dała tytuł programowi (w rokokowym stylu galant), po sonaty Prokofiewa i Góreckiego. Obaj muzycy spotkają się również w koncercie z NFM Orkiestrą Leopoldinum – zmierzą się wówczas z wizjami poszukujących nowych spojrzeń kompozytorów stojących u progu i w pełnym świetle XX wieku (Horyzont – Schönberg, Panufnik, Schnittke, 8 IX). Analogicznie pojawi się także duo wiolonczelistów z eklektycznym programem sięgającym romantycznej i neoromantycznej wirtuozerii Niccolò Paganiniego i Giovanniego Sollimy, a także współczesnego mistyka Valentina Silvestrova (Rezonans, 12 i 13 IX).

Jak niegdyś symfoniki Pendereckiego lub Lutosławskiego, Wratislavia nie przestaje prezentować muzyki najnowszej. Nie zabraknie i prawykonań, a przecież moment wprowadzenia dzieła na estradę zawsze jest szczególnym wydarzeniem. Tym razem wokalny zespół proMODERN po raz pierwszy przedstawi Noumen 5 – nowy utwór Aleksandra Kościówa, znakomitego autora muzyki chóralnej (6 IX). Inny nowy utwór, autorstwa Anny Korsun, zagości na koncercie kolońskiego Ensemble Musikfabrik (Selfie w ciemności, 10 IX).
Wreszcie wielka klamra, od której równie dobrze można byłoby zacząć, gdyż jej otwarcie zainicjuje cały 61. festiwal. Obejmuje ona niezwykły repertuar romantyczny i XX-wieczny. Najpierw arcydzieło francuskiej opery: efektowne Samson i Dalila Camille’a Saint-Saënsa, jednego z najwybitniejszych i mimo powodzenia wciąż za mało obecnego twórcy. Pole do popisu dla tenora i... tym razem nie sopranu, lecz altu (starsi Wrocławianie mogą jeszcze pamiętać w tej roli wspaniałą Ewę Podleś!), z pyszną orkiestrą fascynującą fajerwerkami zmysłowych bachanaliów (Brian Jagde, Anita Rachvelishvili, dyr. Thomas Guggeis, 3 IX). Ta sama orkiestra, NFM Filharmonia Wrocławska, wystąpi w koncercie z okazji siedemdziesięciolecia (!) pracy artystycznej i dziewięćdziesiątych urodzin Jerzego Maksymiuka – zabrzmią wówczas dwa słusznie najsłynniejsze arcydzieła sprzed mniej więcej stu lat: La Mer Debussy’ego i Symfonia Psalmów Strawińskiego. Jubilat odda też podium dyrygentce Małgorzacie Podzielny w The Call of Wisdom Willa Todda (Gra fal, 11 IX).
Wielki finał dokona się pod batutą kolejnego wybitnego maestra, który na Wratislavię Cantans powraca po latach. Przed trzema dekadami przywiózł do Wrocławia londyńską Royal Philharmonic Orchestra z IV Symfonią Brucknera, teraz zaś Daniele Gatti przyjeżdża ze sławną Staatskapelle Dresden i nie mniej wielką, a tragiczną w wyrazie VI Symfonią Mahlera. Nie może być mocniejszego zakończenia. Czy przynosi ze sobą „smugę cienia”? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, niezależnie po której jej stronie stoi.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















