Wiersze Seamusa Heaneya

13 kwietnia Seamus Heaney ukończył 70 lat. Czytelnikom poezji nie trzeba chyba przedstawiać twórcy, którego wiersze i eseje są u nas żywo obecne od lat, a sam autor wielokrotnie gościł w Polsce, gdzie ma nie tylko wielbicieli, ale i bliskich przyjaciół. Urodzony w hrabstwie Derry w Irlandii Północnej Heaney debiutował w roku 1966 tomem "Death of a Naturalist", a kolejne książki poetyckie, tomy esejów literackich oraz przekłady zapewniły mu pozycję najważniejszego współczesnego poety irlandzkiego, jednego z największych twórców literatury języka angielskiego oraz najwyrazistszych głosów poetyckich i autorytetów literackich świata. Jego twórczość honorowano licznymi prestiżowymi nagrodami, w roku 1995 został laureatem literackiej Nagrody Nobla. "District and Circle" - ostatni tom wierszy, z którego pochodzą publikowane powyżej wiersze, ukazał się w 2006 r.
Czyta się kilka minut

Wszystko się może zdarzyć

według Horacego, Pieśni 1, 34

Wszystko się może zdarzyć. Masz pewność, że Jowisz

Zawsze czeka, aż chmury zbiją się i skłębią,

Zanim ciśnie piorunem? To popatrz, jak teraz,

Pognał w galop i rydwan gromu, i rumaki

Po czystym, jasnym niebie. Zatrzęsła się ziemia,

I zatłoczone podziemie, wody Styksu,

Kręte rzeki, brzegi samego Atlantyku.

Wszystko się może zdarzyć; i najwyższe wieże

Mogą runąć, by ci, co siedzą wysoko upadli,

Zaś mali zyskali uznanie. Śmiga ostrodzioba

Fortuna, aż powietrzu brak tchu. Zrywa komuś

Czub, by okrwawiony narzucić innemu.

Spod nóg ustępuje ziemia. Ciężar nieboskłonu

Wznosi się znad Atlasu jak pokrywka garnka.

Chwieją się gzymsy, nic nie wraca na miejsce.

Pył telluryczny i zarodki ognia wrą.

Posadź olchę

Dla kory, matowo-srebrnej, omotanej wkoło

I gołębioszyjej.

Dla chlapiących chlupotów, rynienek

Liści, flirtu z deszczem.

Dla pierwszych perkatych szyszeczek, grudek zieleni,

Stopionego szmaragdu, chlorofilu.

Dla kruchych kitek, szyszeczek zimą,

Szorstkoskórych, zjeżonych skamielin.

Dla olchowego drewna, rudego płomienia

Gałęzi oderwanej od gałęzi.

Ale najbardziej dla dyndających loczków

Żółtych bazi,

Posadź ją, posadź

To czupiradło w deszczu.

Tate’s Avenue

Nie ten pierwszy, ten z auta, buro-płowy kocyk

Położony nad morzem, choć dyszący lądem,

Rozpostarta szata westalki, strefa komfortu,

Otoczona frędzlami z włóczki w barwie sepii.

Nie ten szmatławy pled, na którym okruchy,

Skorupki, pestki oliwek, skórki sera i salami,

Rozłożony nad strugami Guadalkiwir,

Gdzieśmy się upili przed corridą.

Już raczej Belfast, niedziela i zamknięte parki,

Podwórko, wkoło mur, wysokie kubły, cisza,

Przewracasz kartkę w książce,

na palcu ciepły kosmyk

I nie ustępuje ani koc, ani grunt pod nim.

Leżałem wyciągnięty, czując grudy ziemi,

Niewygodnie, więc zmysły wyostrzone jak nigdy,

Lecz nie zsunąłem się z kwadratu w kratę.

Gdyśmy wstali, już nawzajem znaliśmy swą miarę.

Przełożyła Magda Heydel

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2009