Reklama

Urzędnicy na wojnie

Urzędnicy na wojnie

20.03.2006
Czyta się kilka minut
Coraz rzadziej pojawiają się na rynku księgarskim książki polskich autorów nawiązujące do II wojny światowej. Zmieniły się czasy, radykalnie zmieniły się czytelnicze gusta. Nowe pokolenie krytyczniej patrzy na wydarzenia z przeszłości, odrzuca czytankową wizję historii, uproszczenia i patriotyczną fanfaronadę. Stąd paradoks, że w czytelniczym odbiorze najbardziej wiarygodnym kronikarzem naszej wojennej przeszłości jest dziś historyk brytyjski, a o bohaterstwie polskich lotników z Dywizjonu 303 dowiadujemy się chętniej od autorów amerykańskich niż od naszego Arkadego Fiedlera. Ten stan rzeczy, choć może dziwić, ma też wyraźne plusy: obcy mają zwykle do naszej historii dystans, widzą ją ostrzej, bo chłodniejszym okiem.
Bohaterowie akcji Drojanowskiego podczas odbierania po wojnie odznaczeń
B

Będzie trzeba chyba trochę poczekać, zanim przyjdzie zmiana. Na razie cieszmy się godnymi uwagi wyjątkami. Do takich należy na pewno wydany niedawno tom wojennych opowieści Cezarego Chlebowskiego. Autora słynnego przed laty "Wachlarza" miłośnikom najnowszej historii przedstawiać nie trzeba: jego prace należą do najbardziej wiarygodnych tekstów o czynie zbrojnym Armii Krajowej. Nowa, starannie zredagowana książka, obfitująca w dokumentalne zdjęcia i fotokopie mało znanych dokumentów, to lektura, której nie wolno przeoczyć.

Składa się z paru cykli, uporządkowanych głównie według miejsca akcji. Ze stolicy przenosimy się na Polesie, Podlasie, a także na obszary sowieckiego imperium, gdzie na okupowanych przez Niemców terenach działał "Wachlarz". Działaniom tej legendarnej formacji poświęcona jest środkowa część książki. Zaopatrzeni w najlepsze niemieckie papiery, często w mundurach, żołnierze "Wachlarza" - cichociemni przeszkoleni w Wielkiej Brytanii i najlepsi z najlepszych żołnierze krajowego Podziemia - dokonywali na terenie całej prawie okupowanej Białorusi czynów wręcz niewiarygodnych. Podkładali miny pod statki zacumowane w portach rzecznych, wysadzali pociągi z zaopatrzeniem i transportami wojska, wykonywali wyroki na zdrajcach i gorliwych przedstawicielach władzy, odbijali więźniów. Niektóre nazwiska przeszły do historii, jak choćby legendarny "Wania", Alfred Paczkowski, który skalpel lekarski zamienił na szybkostrzelny automat, czy kapitan cichociemny Wacław Zaorski "Ryba", komendant placówki "Wachlarza" w Borysewie, albo Kazimierz Smolski "Sosna", dowódca patrolu dywersyjnego "Wachlarza" w Mińsku.

Spośród wojennych historii przypomnianych przez Chlebowskiego najmniej chyba znana jest sprawa zabezpieczenia skarbu i walorów zdeponowanych w warszawskiej dyrekcji Izby Skarbowej na skrzyżowaniu Nowogrodzkiej i Lindleya. Ludzie, którzy w tej akcji uczestniczyli, nie walczyli z bronią w ręku - byli cywilami, urzędnikami Izby.

Główni aktorzy wydarzeń to Zofia Geblowa, Wacław Drojanowski i Józef Falandysz. Postanawiają odzyskać worki z ogromną sumą pieniędzy, którą w czasie wrześniowej ucieczki z Warszawy zakopał za Brześciem pracownik byłego Ministerstwa Skarbu Tadeusz Dietrich. Jego relacja uprzedzała o ogromie trudności czekających na śmiałków gotowych na ryzykowną eskapadę: trzysta kilometrów od stolicy, miejsce oddzielone granicą na Bugu, pilnie strzeżoną przez Niemców i Sowietów. Namiary były dokładne: pięćdziesiąty kilometr na szosie z Brześcia do Kowla, ścieżka pod prostym kątem w bok, dwieście kroków i na skrzyżowaniu z drugą ścieżką skręt w lewo. Samotne drzewo i obok zakopane pieniądze.

Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem, granicy nie udało się sforsować. Drojanowski, inicjator całej akcji, nie dał jednak za wygraną. Wkrótce Geblowa, Falandysz i pracownik Ochrony Skarbowej Bańkowski, zaopatrzeni w dobrze podrobione dokumenty, sfatygowane plecaki, składane łopatki saperskie i takiż pręt do sondowania gruntu, wsiedli do pociągu do Terespola. Tak zaczęła się przygoda obfitująca w wiele dramatycznych wydarzeń: przeprawa grudniową nocą przez Bug, więzienia u obu okupantów, ucieczki i wreszcie - sukces. W samą wigilię Bożego Narodzenia ekipa szczęśliwie wróciła do Warszawy. W wilgotnych workach zabrudzonych ziemią tkwiły setki tysięcy złotych. Trzeba było niemałych zabiegów, aby podniszczone banknoty mogły wejść do obiegu. Stworzyły fundusz, którym prawie do końca okupacji podziemne władze wspierały najbardziej potrzebujących.

Udało się także uratować skarb, głównie biżuterię wartości kilku milionów dolarów, który - przechowywany przez łańcuch ofiarnych ludzi - doczekał wolności. Tuż po wyzwoleniu Drojanowski z grupą najbliższych współpracowników pudło z cenną zawartością postawił na biurku ministra skarbu Konstantego Dąbrowskiego. Otrzymał zdawkowe podziękowania i mizerną rentę. Pracy w swoim zawodzie jednak nie dostał; urzędniczył do emerytury w Obserwatorium Astronomicznym. Więzienia w podzięce (które stało się udziałem wielu innych bohaterów Podziemia) na szczęście uniknął...

Cezary Chlebowski, "W armii Państwa Podziemnego", Warszawa 2005, Wydawnictwo Askon

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]