Przed głosowaniem Rady Europejskiej wszyscy patrzyli na Polskę. Wydawało się, że nasze poparcie jest niezbędne, by weszło w życie Nature Restoration Law – przez zwolenników chętnie tłumaczone jako „Natura Ratuje Ludzi”.
NRL to kompleksowy plan odbudowy europejskiej przyrody. Zakłada, że do 2030 r. 20 proc. lasów, terenów podmokłych, a także rzek i ekosystemów morskich ma zostać objętych różnymi formami ochrony (do 2050 r. wszystkie takie obszary powinny zostać odtworzone). Oferuje cały pakiet działań (konkretne plany należą do państw): odtwarzanie torfowisk, renaturalizację rzek, zmiany w gospodarce leśnej, odbudowę populacji owadów czy ptaków.
Czy ich potrzebujemy? Odpowiedź zdaje się oczywista w kraju, którego rolnictwo przez susze traci 6,5 mld zł rocznie, na największych rzekach kwitną toksyczne glony, rządzący szli do wyborów z zielonymi hasłami, a przyjęcie NRL rekomendowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Mimo to 17 czerwca Polska zagłosowała przeciw. Oficjalnie „z powodu nadmiernych obciążeń administracyjnych i przede wszystkim braku długofalowego planu finansowego”, jak podała ministra Paulina Hennig-Kloska. Co jest wymówką, i to nieprawdziwą, bo NRL będzie wchodzić w życie równolegle z nowym budżetem UE w 2027 r. i wtedy będzie można zabezpieczyć środki na odbudowę przyrody.
Wygrała polityczna kalkulacja. Premier i resort rolnictwa, którzy pamiętają protesty rolników i społeczną złość na „Zielony Ład”, po prostu stchórzyli. Nie miało znaczenia, że to nie NRL było kością niezgody (najbardziej sporne przepisy są w zupełnie innych ustawach) i fakt, że popiera je 75 proc. Polek i Polaków. Nie pomogło tłumaczenie, że np. torfowiska będą odtwarzane na terenach państwowych, a nie na polach rolników. Ani nawet fakt, że w umowie koalicyjnej mamy i tak zapisane wyłączenie 20 proc. lasów z wycinki.
Po rządach PiS mieliśmy dostać nową jakość: reformę Lasów Państwowych, pomysł na transformację energetyczną (sprawa wiatraków z początków nowej władzy do dziś nie jest załatwiona) i skuteczną politykę klimatyczną. Tymczasem symbolem nowej władzy na razie jest właśnie głosowanie nad NRL. Położyliśmy się Rejtanem w zupełnie nietrafionym momencie i na dodatek nic nie osiągnęliśmy. Rozporządzenie przeszło dzięki odwadze austriackiej ministry środowiska, Leonore Gewessler, która zagłosowała wbrew własnemu rządowi. Może jej za to grozić do 10 lat więzienia. Choćby szczyptę takiej woli politycznej w ochronie przyrody chciałbym kiedyś zobaczyć w Warszawie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















