W najnowszej historii Syrii 8 grudnia 2024 r. zapisze się jako data upadku dyktatury. Rodzina Assadów rządziła krajem od zamachu stanu w 1970 r. Arabska Wiosna z 2011 r. przyniosła do Syrii rewolucję antyrządową, ta zaś przeistoczyła się w krwawą wojnę domową i konflikt ścierających się w regionie potęg. Niektóre źródła mówią o przeszło pół milionie zabitych – tak jakby gwałtownie przestał istnieć cały Gdańsk. Sąsiednia Turcja przyjęła ponad 3 miliony uciekających przed koszmarem wojny.

Bab al-Hawa znaczy „Brama Wiatrów”. Tak się nazywa przejście graniczne po syryjskiej stronie granicy, w którego kierunku wędrują tysiące ludzi pragnących wrócić do domu. Mijają wcześniej Reyhanli, tureckie miasteczko, które stało się „małą Syrią”. Na bazarach można tam kupić syryjski tymianek, kawę z kardamonem, papierosy Alhamraa. Kobiety chodzą w nikabach, a mężczyźni głośno wykrzykują nazwy produktów na sprzedaż.

W grudniu 2024 r. przez Reyhanli i „Bramę Wiatrów” wracało do Syrii ok. 3,5 tysiąca ludzi dziennie.
Pod przejście podjeżdżali taksówkami, ktoś przez łzy udzielał wywiadu, dziękował Turcji za opiekę i mówił „wahid-wahid” – jesteśmy jednością, tacy sami, ludzie to ludzie. Ktoś inny krzyczał, żeby dziennikarze pokazali, jak na ostatniej prostej Syryjczycy są grabieni przez nieuczciwych taksówkarzy.

Tragarze z ciężkimi wózkami zabierali nawarstwiony dobytek spięty gumami, ukryty w pękających walizkach. Zdobiony delikatną arabeską Koran ktoś wcisnął sobie pod pachę. Rodzice ciągnęli dzieci za ręce, oczy tym ludziom błyszczały, chyba od nadziei. Nawet ci, którzy wracali do zniszczonych domów, mówili, że staną na nogi, inszallah z pomocą Unii Europejskiej. Ojciec trzymający malca na rękach nie miał czasu na rozmowę: spieszył się do Aleppo, do matki i ojca. Niektórzy zabierali ze sobą flagę nowej Syrii, można ją było kupić od uśmiechniętego Turka.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















