Światło wcielane w życie

Obraz Oazy jako kółka wzajemnej adoracji, na którym można jedynie "poklaskać, pośpiewać, jest nieprawdziwy.

31.07.2007

Czyta się kilka minut

Dbałość o porządek ceremonii, a także troska o świadomość liturgiczną jej uczestników towarzyszyły grupom powstałym na gruncie odnowy soborowej od początku. Nie jest więc prawdą, że ruch oazowy buduje swą siłę kosztem piękna liturgii. Gdyby tak było, mielibyśmy do czynienia z sytuacją kuriozalną: oto formacja, mająca u źródła myśl Soboru (której najwyraźniejszym elementem jest właśnie odnowa liturgii!), poszukiwałaby tożsamości w zaprzeczeniu swojej podstawy.

Szkoła liturgii

Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Światło-Życie, wielokrotnie zwracał uwagę na centralne miejsce liturgii w życiu chrześcijan. W "Godzinach Taboru" pisał: "Nie można inaczej formować jakiejkolwiek elity chrześcijańskiej jak tylko wokół liturgii". Podczas letnich rekolekcji oazowych prowadzone są spotkania nazywane "szkołą liturgii", dostosowane intensywnością i treścią do wieku i liturgicznego wtajemniczenia uczestników. Ponadto, w ciągu roku w wielu parafiach organizowane są konferencje, podczas których młodych ludzi uczy się zarówno "teorii", jak i "praktyki" liturgicznej. Na potrzebę takiej formacji zwracał uwagę ks. Franciszek w homiliach głoszonych do uczestników rekolekcji drugiego stopnia (średnia wieku dla tego etapu wynosi 18 lat): "Formę liturgii, wszystko co do niej należy, trzeba przyjmować jako światło, jako coś obiektywnego, jako coś, co przekazuje treści, które są prawdą i które ­objawiają nam prawdę Bożą. Stąd postulat posłuszeństwa wobec światła w tym wypadku konkretyzuje się w posłuszeństwie wobec znaków, symboli, obrzędów, przepisów liturgicznych. To wynika z zasady światło-życie: życie musi być podporządkowane światłu, światło musi być wcielane w nasze życie".

Wyrazem troski o liturgię są np. inicjatywy podejmowane przez diakonię muzyczną diecezji katowickiej. W tym roku zorganizowała warsztaty poświęcone śpiewom Triduum Paschalnego, których efekty w postaci płyty zamieszczono w "Gościu Niedzielnym". W Chorzowskim Ośrodku Liturgicznym raz w miesiącu odbywają się wigilie gregoriańskie w rycie benedyktyńskim. Organizowane są warsztaty wokalne i wokalno-instrumentalne, chorałowe czy poświęcone emisji głosu. Także w doborze pieśni wykonywanych podczas rekolekcji przeważają utwory zaczerpnięte z bogatej tradycji śpiewu liturgicznego ("U drzwi Twoich stoję, Panie...", "Duszo Chrystusowa", "Adoro Te devote") oraz elementy chorału gregoriańskiego. Jak odnieść do tego zarzuty Jarosława Dudycza?

Psychoterapia u Jezusa

Obraz Oazy jako parafialnego kółka wzajemnej adoracji dla dzieci i młodzieży, na którym można jedynie "poklaskać, pośpiewać", jest nieprawdziwy. Owszem, istnieją wspólnoty ograniczające się do tego typu działań, ale są to wyjątki, mające z ruchem i jego ideą niewiele wspólnego.

Obraz typowej "oazowej" Mszy, jaki Dudycz przedstawia, również jest stereotypem. Osobiście nie spotkałem się z sytuacją, żeby uczestnicy Mszy głośno komentowali Słowo Boże. Taka sytuacja zdarza się jedynie podczas modlitwy brewiarzowej w gronie znajomych. Z kolei samodzielne sięgnięcie po Komunię nie jest chyba aż takim przewinieniem, wszak kapłani praktykują "samoobsługę" (by użyć języka autora "Nowego rytualizmu") od dawna. Chociaż nie jestem zwolennikiem tego typu rozwiązań, nie widzę teologicznych przeszkód, by je praktykować w Mszach sprawowanych dla dojrzałych w wierze wspólnot.

Traktowanie przez Jarosława Dudycza Oazy jako grupowej psychoterapii jest już skrajnym nieporozumieniem; chyba że przyjmiemy, iż psychoterapeutą jest Jezus Chrystus (o. Wiesław Dawidowski o zapomnianym tytule Lekarza, Christus Medicus, jednak chyba nie to Dudycz miał na myśli). Nie jest więc prawdą, że ruch ma podnosić samoocenę swoich członków i chronić ich przed alienacją społeczną. Takie rozumowanie bierze się z kompletnego niezrozumienia charyzmatu Oazy. Wspólnoty mające w centrum nie Pana Jezusa, ale jakieś inne osoby bądź czynniki, same siebie skazują na powolne umieranie.

Ruch Światło-Życie uczy, że Boga można spotkać w Kościele, ale samo chodzenie do kościoła i rytualne uczestnictwo w liturgii niczego nie dają. Jak mówi Tadeusz Bartoś w "Ścieżkach wolności", trzeba z naszego pojmowania Kościoła wymazać myślenie rytualne, magiczne, bo takowe niczego do życia nie wnosi. Były dominikanin nie wykracza zresztą tym stwierdzeniem poza zalecenia Soboru.

Tradycja musi żyć

Osobnym tematem jest fenomen spotkań lednickich; sól w oku wielu liturgistów. Nie chcę tu zgłębiać tego tematu, pozwolę sobie tylko zauważyć, że są to spotkania jednorazowe, więc ich "niepedagogiczny" wpływ jest raczej znikomy. Poza tym ich "szkodliwość" (gdybyśmy założyli takową) i tak byłaby nieporównywalna do wielkiej liczby nawróceń, o których mówią księża spowiadający tam tysiące młodych ludzi. Owszem, należałoby zwrócić większą uwagę na porządek i nabożność ceremonii (przed dwoma laty Mszę przerywano ze względu na przekaz telewizyjny), jednak nie można przekreślać całości dobrego dzieła z powodu liturgicznych niedociągnięć. I w tym przypadku trzeba poznać i zrozumieć ducha tych spotkań.

Dudyczowi, jako zwolennikowi tradycjonalizmu, działalność ruchów wyrosłych na gruncie posoborowej odnowy charyzmatycznej Kościoła jawi się jako "zagrożenie dla czystości liturgii", "pastoralne dreptanie w miejscu" czy "specyficzna forma psychoterapii". To błędne przekonanie jest jednym z elementów, przez pryzmat których autor "Nowego rytualizmu" patrzy na zainicjowany podczas Soboru proces włączania świeckich w życie Kościoła. W całym wywodzie zapomniano jednak o tym, że tradycja jest czymś narosłym z biegiem lat i nie można traktować jej jako jedynej i niezmiennej. Tradycja, aby żyć, musi ewoluować. W przeciwnym wypadku stanie się skostniałym, sztucznym tworem.

Trzeba w tym miejscu postawić pytanie: czy rytuał jest odpowiedni dla każdego? Czy młodego człowieka może w dzisiejszym świecie urzec coś, do czego przymuszany był w dzieciństwie, co kojarzy mu się tylko z odstaniem 45 minut co niedzielę? To tak, jakby małemu dziecku tłumaczyć, czym jest miłość Boga, w formie skomplikowanego wywodu teologicznego.

Nie ma odwrotu

Najważniejsze postulaty Dudycza są w dużej mierze oderwane od rzeczywistości. W dobie postmodernizmu, skrajnej indywidualizacji i posoborowego spojrzenia na Kościół nawoływanie tylko do ścisłego przestrzegania przepisów brzmi anachronicznie. Nie chcę, by moje słowa zostały odebrane jako postulat odrzucenia uporządkowania liturgii; chcę jedynie zwrócić uwagę, że droga jej współczesnego rozwoju jest procesem dwutorowym, od którego nie ma już odwrotu.

Pierwszy z nurtów ewolucji wiąże się z poszukiwaniem "nowego", próbą adaptacji dla potrzeb kultu elementów spoza sfery sacrum. Działania te mają prowadzić do pozbawienia liturgii naddanego jej wymiaru magicznego i do jej lepszego zrozumienia. Drugi nurt wiedzie ku głębszemu uczestnictwu w sprawowaniu ofiary poprzez poszerzanie wiedzy liturgicznej. Oczywiście przynosi on zamierzone efekty jedynie w odniesieniu do osób dojrzałych, zdolnych pojąć ogrom i piękno tradycji Kościoła.

Obie te drogi realizuje Ruch Światło-Życie oraz inne grupy powstałe po reformie soborowej. Nie można tych nurtów ze sobą porównywać. Oba są potrzebne i stanowią o sile Kościoła. Analogiczna sytuacja dotyczy przecież dwu rytów: posoborowego i trydenckiego, których równość i duchową tożsamość ogłosił Benedykt XVI.

Niepokoi fakt, że młody teolog tak jednostronnie patrzy na kwestię tego, co od 40-lecia stanowi o rozwoju Kościoła w jego ludzkim wymiarze. Tym samym pośrednio stawia swój osąd w opozycji do zaleceń Soboru.

Jezus zdejmuje koronę

W moim odczuciu prawdziwym zagrożeniem jest zjawisko opisane przez Patryka Zająca w artykule ("TP" nr 28/07). Coraz więcej mamy kapłanów żyjących innymi sprawami niż liturgia, "duszpasterzy", którzy nie kochają Eucharystii, bo jej nie rozumieją. Znam z rodzinnego podwórka tendencję do ograniczania liturgii do minimum, wyciągania kadzidła tylko na święta lub przy wizytacji biskupiej. W parafiach nie tłumaczy się wiernym znaków i zwrotów liturgicznych. Lud bezmyślnie powtarza przypisane mu kwestie, czekając na rozesłanie. Dlaczego w obliczu takich zjawisk Jarosław Dudycz przypuszcza w sposób nierzetelny atak na te grupy, w których tłumaczy się znaczenie liturgii i z których wychodzą w świat ludzie ją kochający?

Sam służąc od siódmego roku życia przy ołtarzu, pełniąc w parafii funkcję ceremoniarza, muszę być na sprawy poprawności liturgicznej wyczulony. 10 lat temu, będąc na Mszy w małej miejscowości w Niemczech, przeżyłem szok na widok kobiety rozdającej Komunię. Podobne odczucia towarzyszyły mi w kościele w wiosce przy granicy austriacko-niemieckiej, gdzie Liturgia Słowa składała się z jednego czytania, a żeńska schola wzbogacała Mszę o gospelowe standardy. Jednak najbardziej niewiarygodna dla mnie sytuacja miała miejsce w sanktuarium w Melku, największym chyba w Europie opactwie benedyktynów. W czasie porannej Eucharystii ojcowie zaprosili mnie do ołtarza, gdzie po przyjęciu Ciała Chrystusa otrzymałem do ręki kielich z Krwią Pańską. Byłem pełen wątpliwości, czy jestem tego godzien. Dopiero potem uświadomiłem sobie, że przecież to Pan Jezus. Ten sam.

Kiedy patrzę z perspektywy, każde z tych zdarzeń wydaje mi się na swój sposób cudowne. Oto na własne oczy ujrzałem, jak Jezus zdejmuje nałożone Mu przez tradycję królewskie szaty, by wejść między ludzi, z Króla stać się znowu Bratem.

Krzysztof E. Kraus (ur. 1986) jest studentem Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego, animatorem w parafialnej wspólnocie Ruchu Światło-Życie w Katowicach na Os. Witosa i na letnich rekolekcjach ruchu. Zajmuje się również formacją ministrantów.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]