Reklama

Rozumiany, a mimo to uwielbiany

Rozumiany, a mimo to uwielbiany

21.02.2006
Czyta się kilka minut
Książki biograficzne, korespondencja, pamiętniki są bardzo zdradliwe. Kuszą, zawierają ciekawe informacje, ale równie często, celowo lub mimowolnie, zaspokajają przede wszystkim voyeurystyczne potrzeby czytelnika. Co gorsza, poszerzają zrozumienie dzieła artysty czy uczonego równie często, jak uniemożliwiają jego twórczą, rozszerzającą interpretację. Losy twórcy zaczynają też czasem przesłaniać jego dokonania.
W

W 1944 roku Albert Einstein zastanawiał się: "Jak to się dzieje, że nikt mnie nie rozumie, a wszyscy mnie uwielbiają?". Trudno nie uznać tego za kokieterię. Ani nie jest prawdą, że nikt go nie rozumiał, ani, że wszyscy go kochali. Prace Einsteina znane są już studentom fizyki i większość z nich nawet je rozumie. Publiczne wypowiedzi Einsteina, odważnie głoszącego swoje pacyfistyczne i socjalistyczne poglądy, nie wszystkim się podobały. Nie temu miały jednak służyć, przeciwnie. Na przykład w ostatnim numerze "Krytyki Politycznej" (9-10/2005) redakcja zamieszcza przedruk artykułu Einsteina "Dlaczego socjalizm?", przewrotnie opatrując go zapowiedzią: "z Witoldem Gadomskim polemizuje znany fizyk"...

Jako jedna z ikon XX wieku, Einstein jest tematem wielu książek. Niektóre z nich to staranne biografie naukowe, takie jak "Pan Bóg jest wyrafinowany..." Abrahama Paisa (polskie wydanie Prószyński i S-ka, 2001) czy omawiane w "Książkach w Tygodniku" ("TP" nr 33/2005) "Pięć prac, które zmieniły oblicze nauki" - zbiór oryginalnych prac Einsteina z 1905 roku, z komentarzem Johna Stachela (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 2005). To książki dla przygotowanego czytelnika. Były też tabloidowe, "demaskatorskie" pozycje, jak np. "Prywatne życie Alberta Einsteina" autorstwa Rogera Highfielda z "Daily Telegraph" i Paula Cartera z "Daily Express" (Prószyński i S-ka, 1995). Książki takie łatwo znajdowały czytelników, pozwalały im bowiem karmić antyintelektualne resentymenty stwierdzeniami w rodzaju: "był człowiekiem, którego intelektualne wizjonerstwo połączone z emocjonalną krótkowzrocznością sprawiły, że pozostawił za sobą niejedno zrujnowane życie". Były też książki "okołoeinsteinowskie", np. "Kto odziedziczył gabinet Einsteina?" Eda Regisa (Prószyński i S-ka, 2001), rzecz prezentująca Instytut Studiów Zaawansowanych w Princeton, w którym Einstein spędził ostatnie 22 lata życia, po wyemigrowaniu z Niemiec w 1933 roku.

Przebywałem w tym instytucie przez dwa i pół roku, w latach 1986-88, i miałem okazję rozmawiać z ludźmi dobrze pamiętającymi Einsteina, jak np. z jednym

z twórców nowoczesnej astrofizyki Martinem Schwarzschildem czy ówczesną sekretarką Mary Vishnovsky, która jako mała dziewczynka siadywała na kolanach Mistrza, a on grał jej na skrzypcach. Wszyscy wspominali go jako człowieka przychylnego ludziom, otwartego, ale mimo to niełatwego w kontakcie. Pamiętali jego stanowczość, powagę, dystans i, pomimo przejawianych przez niego pasji, jakiś rodzaj emocjonalnego chłodu.

Abraham Pais (1919-2000), fizyk i matematyk, urodzony w Amsterdamie, pracujący przez pewien czas z Nielsem Bohrem w Kopenhadze, trafił do Instytutu jeszcze za życia Einsteina. Przeprowadził z nim wiele rozmów, szczególnie na temat fizyki, ale nie tylko. Książka Paisa "Pan Bóg jest wyrafinowany..." uchodzi za wzorową biografię naukową. Roger Penrose, inny wybitny fizyk, powiedział o niej: "oto biografia, jakiej życzyłby sobie sam Einstein". Tyle że wątki dotyczące życia osobistego zostały w niej zredukowane do koniecznego minimum.

Pais postanowił uzupełnić tę lukę. W ten sposób powstała kolejna niezwykła biografia: "Tu żył Albert Einstein". Jej niezwykłość polega na unikaniu moralizatorskich czy sensacyjnych tonów, także przy omawianiu najintymniejszych szczegółów życiorysu Einsteina, jak np. jego związku z Milevą Marić, śmierci ich nieślubnej córki, schizofrenii syna itd. Pais starannie analizuje doniesienia, wedle których Mileva odegrała rolę przy formułowaniu przez Einsteina teorii względności. Słynne zdanie z listu Einsteina do niej: "Wspólnymi siłami zakończymy zwycięsko nasze badania nad względnością ruchu" interpretuje jednak jako nic więcej niż tylko deklaracje uczucia przez zakochanego po uszy młodzieńca. Wykorzystuje przy tym wiele materiałów źródłowych wcześniej niedostępnych. Dwa eseje w "Tu żył Albert Einstein" pochodzą z książki wcześniejszej - o Einsteinie i Newtonie oraz o Nagrodzie Nobla. Ich powtórzenie umożliwia pełne zrozumienie biografii przez czytelników, którzy nie znają pierwszego dzieła Paisa.

Zastanawiając się nad fenomenem niezwykłej popularności Einsteina na całym świecie, Pais dokonuje analizy doniesień na jego temat w środkach masowego przekazu. Ta analiza zajmuje niemal połowę książki i dostarcza interesującego obrazu czasów i społeczeństw, w jakich żył Einstein, sposobu funkcjonowania samych mediów, a przede wszystkim fenomenu popularności fizyka, twórcy niezrozumiałych przecież dla szerokiej publiczności teorii.

Kwerenda w archiwach czasopism przyniosła zaskakujące rezultaty. Okazało się na przykład, że pierwsze wzmianki o Einsteinie pojawiły się w prasie europejskiej już w 1902 roku - na trzy lata przed "cudownym rokiem 1905", w którym powstała szczególna teoria względności, a na 17 lat przed potwierdzeniem przez Arthura Eddingtona efektu ugięcia światła w polu grawitacyjnym, przewidzianego przez ogólną teorię względności - potwierdzeniem, które uczyniło z Einsteina ulubieńca i gwiazdę prasy amerykańskiej. Wywiady prasowe, obszernie cytowane przez Paisa, pozwalają lepiej zrozumieć stanowisko Einsteina w sprawach pacyfizmu, rządu światowego, swobód obywatelskich, konfliktu na Bliskim Wschodzie, wegetarianizmu, kary śmierci i wielu innych.

Pais zdaje się omawiać niemal wszystkie wątki związane ze "zjawiskiem Einsteina". Od szczegółów biografii, poprzez intelektualne związki ze współczesnymi myślicielami, analizę jego postaci jako źródła inspiracji dla artystów, po prezentacje jego wizerunku na znaczkach pocztowych czy wywiady z mieszkańcami Princeton. W odróżnieniu od książki "Pan Bóg jest wyrafinowany...", która przy wertowaniu wygląda jak monografia matematyczna (wzory na większości stron), "Tu żył Albert Einstein" jest lekturą niemal lekką i przyjemną (w całej książce pojawia się tylko jeden wzór: E=mc2).

Lektura lekka i przyjemna nie oznacza jednak w tym przypadku lektury błahej. Uważny czytelnik dojdzie na końcu książki do takiego samego wniosku, co wielki fizyk Wolfgang Pauli, który jako student po wysłuchaniu wykładu Einsteina, starszego od niego o dwadzieścia lat, stwierdził: "To co powiedział Einstein, nie było wcale takie głupie".

Abraham Pais, "Tu żył Albert Einstein", przeł.: Marek Krośniak, Warszawa 2006, Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]