Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rozmowa w konfesjonale

Rozmowa w konfesjonale

13.11.2017
Czyta się kilka minut
Niedawno uczestniczyłam w konferencji dla nauczycieli „ZachwycajMY WojTYłą” zorganizowanej przy jednym z sanktuariów. Ale nie o konferencji chcę napisać.
T

Tylko o tym, co wydarzyło się po. Warsztaty się skończyły, wyszłam z sali, akurat biły dzwony na koronkę. Pomyślałam, że pójdę, chociaż początkowo nie miałam wcale takich planów. I zaczynam myśleć, że Opatrzność zadziałała, bo kolejne ogniwa dnia zazębiły się jakoś bez mojego udziału. Kiedy znalazłam się przed obrazem, to naprawdę już miałam dwa kroki do konfesjonału.

Nie lubię się spowiadać, bo – wiem, zabrzmi dość próżniaczo – ale nie za bardzo mam z czego. Naprawdę! Kocham rodzinę, spędzam dużo czasu z dziećmi, rozmawiam z nimi, czytam im bajki, wymagam od nich, ale też staram się mieć cierpliwość. Generalnie traktuję ludzi z szacunkiem. Dobrze wykonuję swoją pracę, solidnie i rzetelnie, a przynajmniej się staram. Jestem tak uczciwa, że czasem to w ogóle ocieram się o naiwność. No więc z czego mam się spowiadać? Chyba z tego, że – otrzymawszy tyle łask – nie robię nic szczególnie ważnego dla tych, którzy w życiu mają pod górkę. No i z tego, że mam niezmiennie problemy z głęboką modlitwą.

Ale wtedy jeszcze dodałam korzystanie z prezerwatyw, przy czym zaznaczyłam, że nie mam z tym większych dylematów sumienia. W moim przypadku kolejna ciąża oznaczałaby poważne zagrożenie zdrowia, a nawet utratę życia, o czym poinformował mnie lekarz przy ostatnim porodzie.

No i się zaczęło. Między innymi propozycja jakichś wtorkowych audycji w Radiu Maryja oraz rekolekcji na płytach tamtejszych redaktorów o tym, że dziecko to dar Boga. Na co ja spokojnie, ale zdecydowanie zaczęłam mówić, że doskonale to rozumiem i właśnie dlatego korzystam z prezerwatyw, żeby ich nie osierocić.

I tak sobie gadaliśmy jakieś 45 minut, w bardzo kulturalnej atmosferze, ale na dwóch biegunach. Ksiądz swoje, tylko że innymi słowami wciąż od nowa, a ja swoje. Co mnie najbardziej zdziwiło? To, że mnie naprawdę słuchał. Może się mylę, ale wyglądało na to, jakby pierwszy raz w życiu uświadomił sobie, że ludzie nie chcą zajść w kolejne ciąże z troski o życie swoje czy też nienarodzonego dziecka, a nie z wygody i egoizmu, jak to uparcie powtarzają księża. Bo ja mu mówiłam konkretnie o tym, ilu naszych znajomych ma dzieci z poważnymi zaburzeniami – urodzone w niepierwszej już młodości. Ile dylematów rozważali decydując się na drugie dziecko. Wszystko mu powiedziałam, na przykład o tym, że Kościół coś nakazuje, ale konsekwencje ponoszą ludzie, i to konsekwencje na całe życie. I gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że ci księża naprawdę nic nie wiedzą o życiu. Dla nich wszystko jest czarno-białe, zero-jedynkowe, żadnych szarości.

To był młody ksiądz, na pewno ode mnie młodszy (a mam 35 lat). I on mi mówił o NPR. Oczywiście używając jakichś mglistych metafor (za które skądinąd moi gimnazjalni uczniowie na języku polskim byliby zbesztani za infantylizm i wodolejstwo). Opowiedziałam o tym, że jako nauczyciel WDŻ mam pewną wiedzę na ten temat z rzetelnych wykładów z ginekologami, a że przy okazji jestem dość ambitną osobą, raczej odpowiedzialną i jeszcze swoje doczytałam, to wydawało mi się, że mogę polegać na tej metodzie. I co?

I w pół roku po cesarce zaszłam w ciążę, od razu bliźniaczą. I jasne, że wszystko ułożyło się dobrze (choć leżałam plackiem 10 tygodni, a córką zajmowała się wtedy liczna rodzina, na którą – dzięki Bogu! – mogłam i mogę polegać). Ale nie wszyscy tak mają.

Oczywiście, że nie żałuję niczego. Że nie cofnęłabym czasu. Że dzieci z niewielką różnicą wieku to skarb. Że bawią się wspólnie w zasadzie bez mojego udziału. Że uczą się współdziałania naturalnie, bez żadnych warsztatów. Tak, to prawda. Ale jest w tym i mój udział, a im więcej czasu mija i z większym dystansem na to patrzę, tym wyraźniej widzę ogrom, ogrom, OGROM pracy, którą zrobiłam i ja, i mój mąż, i moi rodzice, i teściowie. I właśnie przez miłość do całej trójki (i do męża, którego też nie chcę zostawiać z tym samego) nie zdecyduję się osierocić dzieci.

Wracam jeszcze do tego spowiednika. On naprawdę był zdziwiony, że nie chodzi o dobra materialne, o wygodę, o szeroko rozumiany egoizm, ale właśnie o drugiego człowieka. Także w aspekcie przyjemności płynącej z seksu. Bo ja bym pewnie jakoś mogła funkcjonować bez stosunków, czerpiąc przyjemność z pieszczot, zmysłowego dotyku i całej reszty.

I tak ta rozmowa płynęła. W efekcie myślałam, że nie dostanę rozgrzeszenia. Ten ksiądz zamilkł na dłuższą chwilę. Wydaje mi się, że się modlił. Trwało to dobre kilka minut. Już nie wiedziałam, co mam robić, czy czekać na to rozgrzeszenie, czy nie. I wreszcie dał mi je, ale nie wiem, czy sam nie będzie czuł potrzeby spowiedzi, bo rozdarty był strasznie.

A ja miałam najbardziej niezwykłą spowiedź w życiu.

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dziwię się, że pod tekstem nikt nie zostawił komentarza, nawet takiego jednozdaniowego.Być może nie ma czego komentować, bo wszystkim nam się czasami tak przydarza. Coś jednak mi mówi, że tak nie jest. Tak na dobrą sprawę, większość z nas, szarych człowieczków, nie ma się z czego spowiadać. Dbamy o rodzinę, żyjemy w zgodzie z sąsiadami, nie kradniemy, dzień święty święcimy itp. Niektórzy z nas specjalnie trochę muszą nagrzeszyć by się wyspowiadać, albo po prostu sobie wymyślamy co nieco. Czasami obserwuję z podziwem, jak to sprawnie przy konfesjonale się odbywa siask prask i po wszystkim, tam się nie roztrząsa życiowych dylematów. Na pewno jest wielu takich co mają z czego się spowiadać, ale ci tego nie robią, albo zwyczajnie ściemniają - coby ludzie nie gadali. Gdy ktoś poważnie broi to przykazań się nie boi, może na łożu śmierci go ruszy, ale potrafimy doskonale sobie sami wykreować zacne życie i w nie uwierzyć. A tak na dobrą sprawę, niby jaki dylemat może rozwiązać nam kapłan, przecież on zna życie tylko z relacji, nie zawsze wiarygodnych przekazów. Nie ma pojęcia o prawdziwym życiu, zarabianiu pieniędzy, trosce o najbliższych, zmaganiu się z chorobą, czy starością, cierpieniem najbliższych. On żyje w szklanej bańce, którą sam sobie nadmuchał. Ludzie w relacji z nim nie są do końca szczerzy, ani otwarci, nie pragną aby im zaglądał do garnków i pod pierzynę. Czasem czepi się jeden z drugim tej przysłowiowej prezerwatywy, przecież nie on będzie ponosił konsekwencje. On zawsze jest wygrany, a to chrzciny, komunia, pogrzeb… rzadko się słyszy aby świadczył usługi za darmo. Fajno mu się z Panią gadało, ot trafiła się niepokorna owieczka, która myślała, że nie grzeszy, a o włos rozgrzeszenia by nie dostała i do piekła. Następnym razem pewnie będzie Pani ostrożniejsza i w dyskusję o dylematach się nie da wmanewrować.

Bardzo dużo komentarzy było za to na facebooku, głównie w tonie "po co obcemu facetowi w ogóle się tłumaczyć" czyli nie na temat :) Trudno powiedzieć, co myślał sobie ten ksiądz, ja wierzę, że trochę zachwiało to jego pewność siebie i czarny-biały obraz świata. Pamiętajmy, że spowiedź to rozmowa z Bogiem, a ksiądz ma być jej pośrednikiem. Ostatecznie to człowiek decyduje i waży, czy pewien czyn (specjalnie nie używam słowa grzech) wziąć na swoje barki i ponieść jego konsekwencje i Bogu będzie się kiedyś z tego tłumaczył.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]