Jeśli zaś pytanie referendalne nie uciekałoby od istoty sporu, staje się mało czytelne dla ogółu głosujących. Wtedy politycy uruchamiają propagandę, w ogromnej większości niemającą nic wspólnego z racjonalnym argumentowaniem. Chodzi o to, żeby przekonać jak najwięcej ludzi do poparcia jakiegoś projektu lub do jego odrzucenia. Owo "jak najwięcej" jest tym, co unicestwia poważną debatę. Zwycięża demagogia. Lud głosuje tak lub inaczej, ale w rzeczywistości nie wie, za czym głosuje. To także pozór rządów ludu.
Wszystkie te zastrzeżenia można odnieść do propozycji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by reformę systemu ochrony zdrowia poddać pod osąd obywateli w referendum. Już dziś widać, jak dalece rzeczywisty przedmiot sporu (czy nowy status właścicielski szpitali ograniczy osobom niezamożnym dostęp do usług medycznych?) rozmywa się w politycznych polemikach. W referendum może być tylko gorzej.
Prezydent może zarządzić referendum tylko za zgodą Senatu. Po co forsuje ten pomysł, skoro wie, że zgody Senatu (zdominowanego przez rządzącą PO) nie będzie?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










