Nosorożce i myszy

Polscy biznesmeni często mawiają, że ci, którzy dobrowolnie rezygnują z inwestowania w Rosji, tracą unikalną szansę zarobku. I rzeczywiście, rosyjski rynek - praktycznie we wszystkich sferach - wciąż jest bardzo chłonny.
Czyta się kilka minut

Niemal każde rosyjskie miasto - może poza Moskwą - zdaje się przekonywać przyjezdnych, że nic prostszego, jak tylko robić w nim interesy.

W rzeczywistości wszystko jest o wiele, wiele trudniejsze... Pierwszy problem to oczywiście słynna już korupcja. Co prawda, dla polskich przedsiębiorców może być ona nawet na rękę: zwiększa ich szanse w konkurencji z firmami z USA czy Europy Zachodniej. Nie oszukujmy się, Polacy lepiej wiedzą, jak "smarować" - też swoje przeżyli w bloku socjalistycznym i znają realia lepiej niż przybysze z Zachodu.

Są jednak problemy, których pokonanie nie jest już dla Polaków takie łatwe. Chodzi o gwarancję bezpieczeństwa dla ich inwestycji. Polacy chcieliby mieć takie gwarancje dane na najwyższym szczeblu, a tego nikt w Rosji im nie zaproponuje. Umowy o wzajemnej ochronie inwestycji nie ma i w najbliższych latach nie będzie. Najwięcej problemów bierze się jednak z wielkości firm polskich i rosyjskich. W obu krajach panują różne warunki: w Rosji dominują wielkie przedsiębiorstwa, Polska zaś jest krajem małego i średniego biznesu. Rosyjskie władze mogą dać jakieś gwarancje jedynie dużym korporacjom i to tylko nieformalnie. Jak zresztą pokazało trudne doświadczenie paliwowego potentata BP, gwarancje te nie są absolutne. Tymczasem polskie inwestycje w Rosji to dzieło firm znacznie mniejszych. Problemów tego biznesu rosyjskie władze praktycznie nie dostrzegają. Takiemu biznesowi trudno jest też znaleźć rosyjskich partnerów, którzy byliby skłonni uczyć, jak "grać" według rosyjskich reguł. Nosorożce nie łączą się w pary z myszami, dlatego biznes przykładowo z Białegostoku (wyrabiający 90 proc. regionalnego produktu brutto) w żadnym stopniu nie interesuje Gazpromu czy nawet pomniejszej rosyjskiej firmy.

Jedyne, co można w tej sytuacji poradzić polskim biznesmenom, to dalsze wysiłki i wytrwałość w poszukiwaniu partnerów i niezagospodarowanych (albo zagospodarowanych zagranicznym biznesem) nisz na rosyjskim rynku. Nisze te należy jak najszybciej zajmować, rozumiejąc, że współczesny rosyjski biznes skłonny jest do monopolizowania i także monopoliści z zagranicy będą dla urzędników i rosyjskich partnerów wygodniejsi niż kilka konkurujących ze sobą firm rodzimych. Ponadto w Rosji trzeba naprawdę dobrze rozeznać rynek, bo są dziedziny, w których żadnego biznesu nie da się robić.

Przeł. Małgorzata Nocuń

Autor jest rosyjskim publicystą, współpracuje z agencją informacyjną rosbalt.ru.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2011