Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mundial 2018: przypowieść o mistrzostwie

Mundial 2018: przypowieść o mistrzostwie

10.07.2018
Czyta się kilka minut
Jeśli prawdą jest, że mecz idealny powinien się skończyć wynikiem 0:0, pojedynek Francuzów z Belgami był bliski ideału. Dowiedzieliśmy się jednak z niego całkiem sporo, jeżeli idzie o przepis na mistrzostwo świata.
Kylian Mbappe pędzi na bramkę Belgów, 10 lipca 2018 r. / Fot. Petr David Josek / AP Photo / East News
Kylian Mbappe pędzi na bramkę Belgów, 10 lipca 2018 r. / Fot. Petr David Josek / AP Photo / East News
Z

Zaprawdę powiadam wam, z wygrywaniem mistrzostw świata jest jak z pewnym człowiekiem, który mając udać się w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, a następnie odjechał. Didierowi Deschampsowi i Roberto Martinezowi dał pewnie najwięcej, jeśli spojrzeć na kluby, w których na co dzień występują ich podopieczni; Julenowi Lopeteguiemu (i jego następcy Fernando Hierro) oraz Joachimowi Loewowi również zostawił niemało, ci jednak poszli i, rozkopawszy ziemię, ukryli dobra należące do swego pana, a raczej kazali swoim piłkarzom grać sterylnie nudny atak pozycyjny – w sumie dobrze, że na końcu czekały ich płacz i zgrzytanie zębów.

Oczywiście odpowiedź na pytanie, czy Didier Deschamps faktycznie pomnożył swoje talenty, długo nie była oczywista. Teoretyczne rozważania na temat najmocniejszych drużyn mundialu zawsze musiały uwzględniać reprezentację Francji, która jednakże w fazie grupowej wygrywała nie rzucając na kolana, a choć mecz z Argentyną okazał się klasykiem, to bardziej jednak ze względu na argentyńskie słabości; fakt, że dali sobie strzelić aż trzy gole również nie wystawiał Trójkolorowym najlepszej oceny. Z Urugwajem niemałą rolę w zwycięstwie odegrał błąd Muslery. Z drugiej strony przecież: już w tamtym meczu fenomenalną interwencją popisał się Hugo Lloris, wcześniej wielką kartę historii mundiali zapisał Kylian Mbappe, najpiękniejszego gola turnieju zdobył Pavard, a najlepszym defensywnym pomocnikiem mistrzostw świata od pierwszej kolejki był N’golo Kante. Wyliczankę można ciągnąć, przypominając mecze, w których środek pola dominował Pogba i w których Griezmann nie tylko strzelał gole, ale także wypracowywał sytuacje bramkowe kolegom. O szybkości, z jaką Mbappe potrafi pędzić na bramkę rywali, najlepiej świadczy zdjęcie, którym ilustrujemy ten tekst. A po dzisiejszym dniu należy dopowiedzieć komplementy pod adresem całego bloku defensywnego, który rozbijał w pył belgijskie ataki, odcinając od piłki Lukaku i wybijając w pole większość dośrodkowań. W zasadzie od miana kompletności drużynę tę dzieli jedynie skuteczność jej napastnika Oliviera Giroud. A ściślej mówiąc: jej brak. Z drugiej strony: w 1998 roku, kiedy sięgali po mistrzostwo świata, Stephane Guivarc’h również skutecznością nie imponował.


Czytaj także: Michał Okoński: Kto nie dotknął piłki ni razu


Gianni Brera, wielki włoski ideolog piłki, powiedział kiedyś, że mecz idealny powinien skończyć się wynikiem 0:0 – w tym sensie półfinałowe starcie Belgów z Francuzami było bliskie ideału. Nadzwyczajnie się oglądało pojedynki Pogby z Dembelem w środku pola (górą zdecydowanie Francuz) i boje Vertonghena z Mbappe na prawym skrzydle (przez większą część meczu górą jednak Belg, choć tę najpiękniejszą akcję meczu, zakończoną odegraniem piętą do Giroud, przeprowadził Francuz). Imponował sposób, w jaki przed francuskim polem karnym ustawiał się wspomniany już Kante. Jak niestrudzenie dryblował, za każdym razem jednak zbyt daleko od bramki Llorisa, Hazard. Jak de Bruyne próbował którymś ze swoich podań znaleźć lukę między Francuzami. Jak w polu karnym Belgów Umtiti uwolnił się spod opieki Fellainiego. Nade wszystko: jak bajecznie interweniowali Lloris po strzale Alderweirelda i Courtois po uderzeniu Pavarda. I jak tę taktyczną ucztę przyrządzili trenerzy obu drużyn.

Zauważmy na marginesie, że również odpowiedź na pytanie, czy Roberto Martinez pomnożył swoje talenty, długo nie była oczywista. W drodze do półfinału Belgowie wygrywali wprawdzie mecz za meczem, ale w fazie grupowej niczego innego się przecież po nich nie spodziewaliśmy, a po wyjściu z niej awans do ćwierćfinału do końca wisiał na włosku – Japończycy prowadzili już dwiema bramkami, kiedy Vertonghen w sposób dla samego siebie dość niespodziewany zdobył gola kontaktowego. Dopiero ćwierćfinał z Brazylią zapewnił trenerowi – przypomnijmy: niemającemu dotąd w karierze szczególnie imponujących sukcesów, pracującego głównie z angielskimi średniakami – miejsce w radości swego pana. Przejście z mozolnie dotąd piłowanego ustawienia 3-4-2-1 na 4-3-3 – przejście tak nagłe, że odbyło się po jednej zaledwie sesji treningowej (czytając o tym nie mogłem nie myśleć o polskim kontekście, choć jestem świadom, że belgijskim gwiazdom, poza nielicznymi wyjątkami pracującym na co dzień w o niebo lepszych klubach i z o niebo lepszymi szkoleniowcami niż większość naszych reprezentantów, musiało to przyjść łatwiej) uwolniło ostatecznie potencjał drużyny, przede wszystkim dzięki temu, że Kevin de Bruyne, operujący w poprzednich meczach przed własną linią obrony, mógł – jak w Manchesterze City – biegać dużo bliżej bramki przeciwnika. Ustawienie Romelu Lukaku nie na środku ataku, ale na pozycji prawoskrzydłowego (kibice Premier League pamiętają, że zdarzało mu się szturmować pole karne z tego miejsca, podczas występów w Evertonie, ale kiedyż to było…) oznaczało kolejny majstersztyk – zanim Brazylijczycy się ocknęli, przegrywali już 2:0.


Czytaj także: Michał Okoński: Czerwono przed oczami


A dziś Martinez zaimponował jeszcze raz, pozbawiony możliwości ustawienia na prawej stronie odsuniętego za kartki Meuniera (co za absurd, skądinąd, dyskwalifikować za dwie żółte kartki w pięciu meczach...), postawił na dwie formacje: kiedy Belgowie atakowali, z tyłu zostawała trójka Alderweireld, Kompany, Vertonghen, kiedy się bronili, biegający na prawym skrzydle Chadli wracał do obrony. Wykonawcom zabrakło jakości: bodaj wszystkie dośrodkowania Chadliego były nieudane, ale sam pomysł trzeba docenić. Jakiej dyscypliny taktycznej, jakiej organizacji to wymagało, a zarazem z jakim ryzykiem się wiązało, widać było w końcówce, kiedy przegrywający Belgowie musieli się już odsłonić – a przecież nawet wtedy nie dopuścili do utraty drugiej bramki. O tym, że to nie oni zagrali w finale, zdecydował kolejny na tym turnieju stały fragment gry.

No i zdecydowały również pragmatyzm i pewność trenera Francuzów. Talenty Deschampsa pracowały wedle z góry założonego planu: nie próbując kontrolować gry, cofając się głęboko pod własne pole karne, ale tak zagęszczając tam szyki, że zmuszając rywali do ciągłego rozgrywania piłki po obwodzie, a kiedy już udało się ją odebrać – próbując błyskawicznie wyprowadzić kontratak bądź zagrać długie podanie do Giroud. Kante wspierali Pogba i cofnięty nieco Matuidi. W sumie: Francuzi byli po prostu solidni. Potrafili – nie pierwszy raz w tym turnieju, w którym od czasu thrillera argentyńskiego nie stracili gola – zneutralizować wszystkie atuty rywala. Potrafili czekać. Powściągliwie, skromnie, z rozwagą, zaprawdę powiadam wam, mieli nie tylko lampy, ale i zapas oliwy do nich. Przepis na mistrzostwo świata?

POLECAMY: MUNDIAL 2018 W SPECJALNYM SERWISIE "TP"

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych: „Kanon - Sztuka rozmowy", „Kanon - Rozmowy na temat” oraz „Do Betlejem!”. Publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

na zdjęciu jak Asterix :)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]