Prof. Andrzej Zoll w tekście “Złe prawo - słabe państwo" (“TP" nr 4/04) ubolewa m.in. nad jakością stanowionego w Polsce prawa oraz hiperinflacją aktów prawnych. Zgadzam się, że obywatel, który z powodów finansowych nie może skorzystać z pomocy prawnika, nie jest w stanie realizować “radosnej twórczości" posłów, np. ustawy o podatku od osób fizycznych i jej 41(!) nowelizacji. Gdy uchwalono ten akt prawny po raz pierwszy, poznałem jego treść i udało mi się zrozumieć, o co tam chodzi do tego stopnia, że udzielałem porad znajomym przy wypełnianiu pierwszych PIT-ów. Od tego czasu już się pogubiłem w zmianach i wypełniając roczne zeznanie podatkowe drżę, czy aby nie popełniam przestępstwa... A może o to właśnie chodzi? Obywatel ma czuć się niepewnie, zaś urzędnik skarbowy zawsze będzie mógł znaleźć na niego “haka" w myśl zasady, jaką daje się wyczuć po przekroczeniu progów urzędu skarbowego, że wszyscy podatnicy są przestępcami i powinni udowodnić swoją niewinność. Czy kraj, w którym dzieje się coś podobnego, można nazwać państwem prawa? Dlaczego w tej, tak wymagającej jasności dla każdego obywatela (także i słabo wykształconego) materii nie może być precyzyjnych i stabilnych reguł? Jedyna odpowiedź, jaka nasuwa się sama to taka, że w mętnej wodzie łatwiej łapać ryby, a powtarzające się afery z udziałem przedstawicieli narodu w rolach głównych, zdają się to potwierdzać.
WOJCIECH ZAJĄCZKOWSKI (Łódź)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.





