Listopadowa bossa nova

Niektórzy artyści dążą do tego, aby ich koncerty odzwierciedlały możliwie najwierniej materiał nagrany na płytę. Diana Krall z pewnością do nich nie należy. Na płytach brzmi subtelnie i łagodnie, na ostatniej "Quiet Nights" - wręcz słodko. Na koncercie jest zdecydowana i twarda, uwodzi, ale jakie to dalekie od łatwej kokieterii. Oczywiście rozmawia z publicznością, ale nie flirtuje, opowiadając o swoich synach, muzyce i listopadowej pogodzie. "Lubię taką pogodę - mówi. - Wiecie, pochodzę z Kanady, ta pogoda jest idealna dla muzyki". I faktycznie była.
Czyta się kilka minut

Większość utworów wykonanych na zabrzańskim koncercie była zaaranżowana całkowicie inaczej niż w wersjach płytowych, dzięki czemu salę wypełniły świeże, bardziej dynamiczne wersje piosenek znanych z albumu "Quiet Nights" i z wcześniejszych nagrań kanadyjskiej artystki.

Słuchacze oczekujący, że koncert będzie głównie popisem samej Krall, musieli przeżyć zaskoczenie: znakomicie wyważone były proporcje brzmienia całego zespołu. Mając okazję obserwowania konsoletowych machinacji akustyka czuwającego nad nagłośnieniem, zauważyłem, że przez większość czasu wręcz łagodził brzmienie fortepianu i wokalu, dając możliwość zaistnienia pozostałym muzykom. Dzięki temu między innymi, solowe wejścia gitarzysty Anthony’ego Wilsona i perkusisty Karriema Rigginsa elektryzowały od pierwszej do ostatniej nuty.

Diana nie pozostawała im dłużna, raz stawiając na harmoniczną gęstwinę ("I’ll string along with you"), raz na polifonizujące konstrukcje á la Brad Mehldau ("Walk on by", który rozpoczęła świetnym solo na fortepianie), wijące się w pulsie, ale cały czas pozostające pod kontrolą wykonawczyni. Imponująca była współpraca fortepianu z gitarą w piosence "So Nice", skrzącej się od instrumentalnych fajerwerków i świetnego wyczucia czasu w szaleńczym tempie.

Jednym z najlepszych momentów koncertu był utwór "Let’s face the music and dance" - także zagrany żywiej niż na płycie "When I look in your eyes", artykulacyjnie perfekcyjny, w aranżacji na kwartet emanujący drapieżną energią. Z kolei ostatni utwór, "Cheek to cheek", przywodził na myśl gonitwę poranka i podśpiewywane "Heaven, I’m in heaven" przy kawie: zaczął się lekko jak puszyste cappuccino, rozwinął w błyskawiczne i mocne espresso i zakończył jak duża filiżanka białej kawy - wszystko od niechcenia, leciutko, ale w pośpiechu.

No i bisy: "East of the Sun, West of the Moon" oraz cudownie swingujące "Boy from Ipanema" - żadnych tam brazylijskich słonecznych obrazków, tylko listopadowa Kanada - jedynie Diana Krall umie tak zaśpiewać ten utwór.

Diana zagra jeszcze 25 listopada we Wrocławiu. Piękna blondynka, która na scenie jest prawdziwym jazzmanem.

Diana Krall - śpiew, fortepian, Anthony Wilson - gitara, Robert Hurst - bas, Karriem Riggins - perkusja, 7 listopada 2009 r., Zabrze, Dom Muzyki i Tańca.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2009