Wśród festiwalowych premier i pokazów specjalnych najciekawsze okazują się te dokumenty, które nie tylko opowiadają o świecie, ale też próbują go zrozumieć – przez pojedynczy los, rodzinę, krajobraz albo archiwum. Dla czytelników „Tygodnika” wybraliśmy dziesięć tytułów, przy których naprawdę warto się zatrzymać: jedne poruszają, inne niepokoją, jeszcze inne otwierają pole do myślenia długo po seansie.
„Blum – nasz los w naszych rękach”
Jasmila Žbanić, wybitna reżyserka bośniacka, znana choćby z „Aidy” czy „Grbavicy”, nakręciła dokument o jednej z bardziej niezwykłych postaci w historii byłej Jugosławii.
Urodzony w Sarajewie Emerik Blum założył na początku lat 50. przedsiębiorstwo Energoinvest, które wkrótce stało się prężnym konglomeratem o innowacyjnym charakterze i międzynarodowym zasięgu. A wszystko to w ramach inaczej pojętej gospodarki socjalistycznej i tychże ideałów, zakładających np. udział pracowników w zarządzaniu i współdzielenie zysków.

Korzystając z bogatych archiwaliów film, prezentowany w ramach sekcji Fokus na Bałkany, pokazuje – bez tak zwanej jugonostalgii – jakim człowiekiem był Blum oraz co wynikło i co zostało z tego ambitnego projektu.
„Dom mrówek”
Jak byście zareagowali, gdyby wasze dziecko hodowało w mieszkaniu karaczany, mączniaki i mrówki, a do tego jeszcze skorpiony czy węże? Debiutująca w kinie dokumentalnym Katarzyna Kultys opowiada o zoologicznej pasji swego syna z perspektywy osoby żyjącej z nim – i z całą jego menażerią – pod jednym dachem.

W sytuacjach mocno konfliktowych, chwilami przypominających sceny z jakiegoś animalnego horroru, matka chwyta za kamerę, by zarejestrować swoją bardzo niezwyczajną codzienność. Tudzież niełatwą relację z domorosłym naukowcem, który w tzw. międzyczasie (bo film był kręcony latami) dorasta i się zmienia.
Lecz przemianie ulega także jego mama, jako że jest to przede wszystkim historia o rodzicielskiej miłości, o tolerancji i byciu razem. A przy okazji humorystyczna refleksja na temat naszych skomplikowanych związków ze światem natury.
„Dzieciaki z Luizjany”
Hasło „uchodźcy klimatyczni” pojawia się dziś głównie w odniesieniu do biednych rejonów globalnego Południa i nowych wyzwań, jakie czekają zamożniejszą Północ. Tymczasem jest wokół nas coraz więcej miejsc, które nie nadają się do życia. Np. w USA są to nizinne rejony Isle de Jean Charles, gdzie agresywny przemysł wydobywczy spowodował poważne zmiany klimatu w postaci szalejących huraganów i powodzi.
Patrzymy na to oczami dwojga nastolatków, którzy są zmuszeni, podobnie jak wszyscy ich sąsiedzi, opuścić swoje domy i miejsce związane z historią ich przodków. I nie bez znaczenia jest fakt, że bohaterowie tego filmu należą do rdzennych mieszkańców Ameryki. Przybyła z Europy dokumentalistka Sandra Winther z uwagą i czułością portretuje ich ostatnie dni w stopniowo znikającym raju, jakim są podmokłe rejony dzisiejszej Luizjany.
„Holofiction”
Michal Kosakowski, niemiecko-polski reżyser i artysta wizualny, dokonał rzeczy niezwykłej. Przeczesał chyba wszystkie filmy fabularne i seriale poświęcone Zagładzie, po czym z ponad trzech tysięcy fragmentów zmontował eksperymentalny wideoesej. Pokazuje w nim, jak fikcyjne opowieści ekranowe ukształtowały naszą pamięć wizualną o tym tragicznym rozdziale historii.

Jego dokument, zmontowany wyłącznie z innych filmów i bez słowa komentarza, odtwarza chronologię Shoah, ale przy okazji uświadamia, jak bardzo kino – bezrefleksyjnie bądź intencjonalnie – powielało pewne narracyjne wzorce, ikoniczne obrazy i stylistyczne chwyty. W efekcie zostawia nas z wieloma pytaniami na temat tzw. prawdy ekranu. Wokół filmu odbędzie debata zatytułowana „Co robią z nami obrazy?”.
„Magic Hour”
To nie jest po prostu historia o Piotrze Sobocińskim, bardzo utalentowanym operatorze filmowym, zmarłym przedwcześnie 25 lat temu u progu hollywoodzkiej kariery. Ani też opowieść o trzech pokoleniach mistrzów obrazu, w tym także o Witoldzie, Michale i Piotrze juniorze, oraz o współtworzących tę rodzinę świetnych aktorkach, czyli Hannie Mikuć i Marii Sobocińskiej.
Sięgając do ich prywatnego wideoarchiwum, Marcin Borchardt stworzył poruszającą kronikę rodzinną, w której na pierwszy plan wysuwa się mordercza praca. Tytułowa „magiczna godzina”, moment idealnego światła, staje się metaforą wielkiej pasji i jeszcze większej presji. Film jest też historią rodzimych aspiracji i poświęceń, które ze szczególną mocą i złudnym blaskiem napędza przemysł filmowy, nie bez przyczyny nazywany w USA fabryką snów.
„Pieta”
Jeśli ktoś ceni dokumenty kontemplacyjne, skupione na obserwacji szczegółu czy surowym pięknie pejzażu, lecz traktujące je jako wyraz czegoś znacznie większego, ten film jest właśnie dla nich. Reżyserski duet, Pepe Andreu i Rafa Molés Vilar, odwiedzają Islandię, gdzie sto lat temu w izolacji od świata i w cieniu największego lodowca Europy mieszkało siedmioro rodzeństwa.

Wchodząc dziś do ich domu, można mieć wrażenie, że czas się w nim zatrzymał. Ale zegar tyka nieubłaganie – pomruki i chrzęsty pękającego lodu przypominają o zbliżającym się powoli końcu. Dlatego religijny tytuł nie jest tu wcale na wyrost. W skupiony i zarazem bardzo spektakularny sposób odbywa się w tym filmie wielkie opłakiwanie.
„Rozwód po irańsku”
Zanim kamery całego świata zwróciły się na Iran, brytyjska dokumentalistka Kim Longinotto już tam była. Laureatka tegorocznego Smoka Smoków za wkład w rozwój światowego kina dokumentalnego, z pomocą Ziby Mir-Hosseini, antropolożki i znawczyni prawa islamskiego, sfilmowała w 1998 r. funkcjonowanie sądu w Teheranie. A konkretnie przypadki kobiet, które próbują się rozwieść.
Oglądamy sytuacje zgoła kafkowskie, bo straszne i śmieszne równocześnie. Kiedy jednak patrzy się na determinację bohaterek, tym łatwiej jest sobie wyobrazić, że 20 lat później ich córki wyjdą na ulice, by zaprotestować nie tylko przeciw opresyjnej sytuacji rodzinnej, ale i przeciw całemu systemowi. Dlatego warto, oglądając ten film, zwrócić uwagę na postać małej dziewczynki, parodiującej w zabawie pracę bezdusznego urzędu.
„Syntetyczna szczerość”
Nie przypadkiem ten osobliwy dokument otworzy Krakowski Festiwal Filmowy. Brytyjski reżyser Marc Isaacs, bywalec i laureat KFF, ponownie sięga po formułę filmowej hybrydy, dopuszczającej inscenizację w imię dokumentalnej prawdy. Bowiem właśnie o tym – o poszukiwaniu autentyczności w czasach AI – traktuje ta brawurowa historia, w której brytyjski dokumentalista wyraża zgodę, by sztuczną inteligencję trenowano na jego filmach. Precyzyjnie mówiąc, na twarzach jego bohaterów, uchodzących za wzorcowo „ludzkie”.

Efektem jest kino prowokacyjne i zabawne, punktujące etyczne i estetyczne kwestie związane z rozwojem technologii, jak i jego ukryte związki z wielką polityką. Wisienką na tym filmowym przekładańcu jest występ Ilinki Manolache, aktorki znanej z filmu Radu Jude, mającego w tytule aforyzm Stanisława Jerzego Leca.
„Tam, gdzie rośnie muzyka”
Zrównoważony rozwój muzyczny – tak można by opisać niezwykły projekt, przedstawiony w dokumencie Katrine Philp z konkursu DocFilmMusic. Oto grupa młodych wirtuozów pod kierunkiem uznanego wiolonczelisty Jacoba Shawa zaszywa się na farmie niedaleko Kopenhagi, by szlifować swoje umiejętności. Choć nie tylko: trzeba jeszcze zadbać o ogródek, nakarmić kury, wydoić krowy, no i upichcić smaczny i zdrowy posiłek dla wszystkich.

W taki sposób ludzie szkoleni do mistrzostwa, ciągłej rywalizacji i autopromocji wykonują głęboki reset i uczą się bycia razem w codziennym, bardzo przyziemnym wymiarze. Czyżby utopia wspólnoty, którą za chwilę zniszczy skrajnie zindywidualizowane środowisko? Raczej praktyczny trening międzyludzkich umiejętności przed wejściem do jaskini lwa.
„Życiopisanie – Annie Ernaux oczami francuskich licealistów”
Pod względem metrykalnym autorka „Lat” i „Bliskich” mogłaby być ich babcią. Nie zmienia to faktu, iż we Francji wielu nastoletnich uczniów, w szczególności zaś dziewczyny, zaczytują się w prozie noblistki – i odnajdują tam jakąś prawdę o swoich bardzo osobistych doświadczeniach.

Znakomita dokumentalistka Claire Simon odwiedziła różne szkoły średnie, by przyjrzeć się lekcjom literatury, na których czyta się na głos i omawia teksty Ernaux. Z naszej polskiej perspektywy może się wydawać szokujące, jak odważnie tamtejsze pokolenie Z wypowiada się na tematy związane z seksualnością, aborcją czy awansem społecznym, będąc w szkolnych murach i pod nauczycielskim okiem.
Co ciekawe, sama autorka książek na ekranie się nie pojawia, ale poprzez ich żywą lekturę pozostaje ciągle obecna.
TYGODNIK POWSZECHNY jest patronem medialnym Festiwalu, a nasza recenzentka - Anita Piotrowska - od tego roku także jego dyrektorką artystyczną. Pełny program oraz informacje o karnetach na: krakowfilmfestival.pl
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














