Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

„Duch Święty zadziałał”

„Duch Święty zadziałał”

17.11.2014
Czyta się kilka minut
Gdy przyszła polska i niemiecka Jesień ʼ89, i gdy powstał rząd Mazowieckiego, stało się oczywiste, że pierwszym krokiem jest potrzeba nawiązania kontaktu z Niemcami.
I

I okazało się, że to ja miałem zbudować most. Przypuszczam, że Mazowiecki wymyślił mnie nie tylko przez pamięć o działalności, jaką dotąd prowadziłem, ale również ze względu na ten dokument, który był w tym okresie ważnym elementem stosunków polsko-niemieckich [chodzi o oświadczenie katolików polskich i niemieckich na 50. rocznicę niemieckiej agresji, wydane 1 września 1989 r.; Pszon je współorganizował – red.].
Poza tym z Tadeuszem dobrze rozumieliśmy się w tej mierze. A on jako pierwszy niekomunistyczny premier miał tyle spraw na głowie, że jeśli ktoś mógł mu pomóc przez obsłużenie ważnego wycinka, to mu to było na rękę. Mianował mnie więc swym pełnomocnikiem. Zadzwonił do mnie do domu o dziesiątej wieczorem. Odebrał mój wnuczek. Usłyszałem: „Dziadku, jakiś premier do ciebie dzwoni”. Okazało się, że to Tadeusz. Powiedział krótko, że mam następnego dnia przyjechać do Warszawy, bo sprawa nie nadaje się na telefon.
I pojechałem. Dali mi nawet jakąś legitymację i paszport dyplomatyczny. Spotkaliśmy się z Teltschikiem [pełnomocnikiem Kohla – red.] ze cztery razy i ustaliliśmy warunki wizyty Kohla w Polsce, która miała być przełomem w stosunkach polsko-niemieckich. Po ostatniej rundzie rozmów, w Bonn, udzieliłem wywiadu dziennikowi „Die Welt”. Tam pojawiła się wiadomość – nie ode mnie, ale od redakcji – że pełnomocnicy ustalili termin wizyty. Teltschik miał o ten przeciek pretensje, ale na szczęście okazało się, że nie należy tajności traktować zbyt poważnie. Gorsze było to, że zaczęto też ogłaszać program wizyty. Opracowywali go urzędnicy MSZ niby według wskazówek moich i Mazowieckiego, przy uwzględnieniu życzeń Niemców. I w tym programie znalazło się spotkanie z mniejszością niemiecką na Górze św. Anny. Wróciłem do Polski, a tu okazuje się, że jest awantura: bo Niemcy śląscy są jak najbardziej za, ale śląscy Polacy uważają to za prowokację. Dla Niemców Góra św. Anny to głównie sanktuarium religijne. A dla Polaków miejsce bitwy z Niemcami, symbol Powstań Śląskich. O czym Niemcy nawet nie wiedzieli, choć powinni, bośmy dostali tam w pewną część ciała...
Obawiano się, że może dojść do incydentów. A Kohl uparł się przy tej Górze św. Anny. Rozmawialiśmy z Tadeuszem: jakie znaleźć wyjście? I on wpadł na pomysł Krzyżowej. Że owszem, spotkanie ze śląskimi Niemcami, ale na innej płaszczyźnie. Teraz chodziło o to, by w Bonn to zaakceptowali. Tadeusz obiecał się zastanowić, jakie podjąć starania, ale zakazał cokolwiek mówić.
Poszedłem do siebie do hotelu, to był piątek czy sobota. Postanowiłem zadzwonić do Teltschika, do domu. Udało mi się go złapać, choć nie było jeszcze numerów kierunkowych i telefony działały, że szkoda gadać. Powiedziałem mu, że cała nasza robota pójdzie w diabły, że osiągnęliśmy cel, a tu wszystko zostanie zmarnowane przez upór w sprawie Góry św. Anny. Poprosiłem, by na razie nic nikomu nie mówił, ale my proponujemy Kreisau. On w życiu nie słyszał o Krzyżowej... Znajomość nowszej historii wśród Niemców jest przerażająca.
Przyjął moją argumentację, ale powiedział, że decyzja nie leży w jego mocy. Ustaliliśmy, że rozmówią się sami premierzy. Następnego dnia jestem u Mazowieckiego. On dzwoni do Kohla, czy Kohl do niego, jestem świadkiem tej rozmowy. Tadeusz mówi nagle: „Dobrze, skoro jest taka propozycja, to muszę się zastanowić, ale w zasadzie się zgadzam”. Skończyli, a on woła do mnie: „Słuchaj, ten Kohl zwariował. Sugeruje mi, żebyśmy zrobili to nasze spotkanie polsko-niemieckie w Krzyżowej i proponuje, żeby to w swoje ręce wziął biskup Nossol. No, Duch Święty chyba zadziałał”.
Tak... okazałem nielojalność wobec szefa... Ale byłem pewien, że Teltschik uprzedzi mnie, gdyby ta sprawa nie była możliwa do realizacji. I że nie sypnie. Do dziś nie powiedziałem Tadeuszowi, że za jego plecami dzwoniłem do Teltschika i umawiałem się... Mazowiecki może do dziś myśli, że Kohl sam zaproponował Krzyżową. Był tym zdumiony, bo Kohl, owszem, znał Nossola, ale żeby od razu Krzyżowa...
Wtedy sukcesem było, że wizyta Kohla w ogóle doszła do skutku. Bo mogła być storpedowana przez różne siły, ciągle aktywne. Totalna niechęć panowała przede wszystkim w MSZ. Żaden wiceminister czy dyrektor departamentu tego jawnie nie powiedział, ale wszyscy oglądali się na KC PZPR. Prezydent Jaruzelski też nie pałał specjalną miłością do Niemców, choć on akurat był lojalny. A już prasa nomenklaturowa... „Trybuna Ludu” przedstawiła mnie jako faceta, który chce sprzedać polskie interesy.
Niemniej jakoś te trudności przezwyciężono i w ostatnim momencie premierzy podpisali szereg dokumentów. Stało się to po tym, jak runął mur berliński. Kohl na tę wiadomość przerwał wizytę i odleciał do Berlina. Zostawił kilkudziesięcioosobową delegację. Wśród jej członków i wśród niemieckich dziennikarzy panowała pewność, że kanclerz już nie wróci. Bo przecież on nie mógł zostawić Niemcy w takim momencie. Przypominam sobie, że Aleksander Kwaśniewski mi powiedział: „No, zdążył pan w ostatnim momencie”...
Kto wie, czy najcenniejsze nie było pozyskanie wtedy Kohla jako sojusznika Polski na Zachodzie. Kohl po powrocie z Polski obdzwaniał wszystkich tych Mitterrandów i panią Thatcher, i gardłował za Polską. Wiem to od Teltschika, któremu mogę wierzyć, bo mówił mi to już jako osoba prywatna.

MIECZYSŁAW PSZON, wieloletni redaktor „Tygodnika” i ekspert ds. niemieckich, zmarł w 1995 r. Tekst to fragment jego wspomnień, opublikowanych w tomie „Polacy i Niemcy pół wieku później. Księga pamiątkowa dla Mieczysława Pszona” (wyd. 1996).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]