Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Drzwi do państwa

Drzwi do państwa

03.09.2012
Czyta się kilka minut
Tomasz Kot, reprezentant polskiego notariatu w Europejskiej Międzynarodowej Unii Notariatu: Notariusz jest także po to, aby zadawać kłopotliwe pytania obydwu stronom, które do niego przychodzą. Dla ich dobra, niezależnie od tego, która z nich zdecydowała, że wybierze właśnie jego kancelarię.
We wspólnej kancelarii: notariusze Joanna Greguła, Tomasz Kot i Joanna Gągała Zając. Kraków, 31 sierpnia 2012 r. fot. Grażyna Makara
M

MARCIN ŻYŁA: Przed chwilą wyszedł Pan z gabinetu odebrać telefon. O co chodziło? TOMASZ KOT: Jakiś czas temu pewien klient przygotowywał u mnie pełnomocnictwo. Powiedziałem mu o zauważonej różnicy w danych nieruchomości ujawnionych w różnych dokumentach. Czyli, mówiąc prościej, poinformowałem o tym, że podczas kolejnej czynności notarialnej, którą miał zamiar dokonać w innym miejscu Polski, będzie musiał przedłożyć właściwe dokumenty geodezyjne. On jednak postanowił nie skorzystać z pełnomocnictwa. Przed notariuszem w innym mieście udał, że nie jest zorientowany w sprawie. Jego pech polegał na tym, że notariusz dysponował moim dokumentem, w którym wszystko zostało opisane. Zdezorientowana koleżanka z drugiego końca Polski zadzwoniła więc do mnie z pytaniem, o co tu chodzi. Ten pan, osoba pełnoletnia, liczył pewnie na nieuwagę notariusza. Widzi pan, po to właśnie jest notariusz. Aby to wszystko trzymać w ryzach. Niełatwo to chyba robić, samemu „siedząc okrakiem”? Notariusze z jednej strony prowadzą prywatne kancelarie, z drugiej – są funkcjonariuszami publicznymi, działają w imieniu państwa. Początki notariatu to starożytność, ale nowoczesny notariat europejski powstał podczas reform napoleońskich. Potem wzorzec francuski rozprzestrzenił się na kontynencie. Właśnie trwa seria rocznic 200-lecia notariatu we wszystkich krajach po kolei, przez które przechodziła armia napoleońska, przynosząc do tych krajów także wzorzec nowoczesnego notariatu. W modelu francuskim zachowano feudalną instytucję notariusza, czyli jednego z urzędów dawnego królestwa – lecz nadano jej zupełnie nowe znaczenie. Podstawowym zadaniem notariusza było zawsze sporządzanie dokumentów publicznych. Jednocześnie był poborcą podatków, informował odpowiednie urzędy o dokonanych w jego biurze czynnościach. To wtedy pojawił się ów dualizm: notariusze zostali indywidualnymi przedsiębiorcami, którzy musieli utrzymać swoją kancelarię. Przede wszystkim byli funkcjonariuszami publicznymi, nominowanymi przez państwo, zobowiązanymi do wykonywania określonych zadań. Czy państwo kontrolowało ich liczbę? Tak, to wtedy ukształtowały się podstawowe zasady organizacji notariatu, m.in. kontrolowanie przez państwo liczby notariuszy, określanie ich właściwości terytorialnej, a także ustalanie wysokości ich wynagrodzenia. We Francji doprowadziło to wręcz do tego, że poza uprawnieniem do wykonywania zawodu trzeba jeszcze posiadać prawo do prowadzenia kancelarii. W okresie Restauracji wprowadzono zasadę, że wdowa po notariuszu wskazywała osobę, która przejmie jego biuro. Panie przeżywały bowiem notariuszy, a z prowadzeniem kancelarii wiązał się obowiązek archiwizowania dokumentów np. z informacjami na temat nieruchomości. Właśnie te archiwa i klientela stanowiły kapitał notariusza. To, co odróżnia nowożytny notariat europejski od historycznego – a także od innych rodzajów notariatu na świecie – to fakt, że notariusze sporządzają dokumenty urzędowe. Czyli takie, za którymi idą pewne domniemania o charakterze dowodowym. Dysponując dokumentem notarialnym, nie musi pan szukać innych dowodów na fakt dokonania czynności prawnej. Może się pan nim posługiwać względem obywateli i urzędów, które muszą traktować ów dokument jako autentyczny, oddający czynność, do której naprawdę doszło. Mówi się też, że dokumenty notarialne są wykonalne. Na ich podstawie można np. prowadzić egzekucję komorniczą. Na czym polega różnica między notariatem w Polsce i za granicą? Różnic jest wiele, oddają one charakter społeczeństw i historię lokalnego prawa. W Polsce na przykład do notariusza przynosi się stos dokumentów i on zastanawia się, jakie w danej sprawie zastosować rozwiązanie. Tymczasem we Francji notariusz z urzędu jest zobowiązany i uprawniony do tego, aby samodzielnie uzyskać od państwa dokumenty – co wydłuża czynności, ale zmniejsza ryzyko, że akt notarialny zostanie sporządzony na podstawie fałszywych dokumentów. Największe różnice występują między prawem kontynentalnym a anglosaskim. W naszym systemie ludzie raczej sobie wierzą. Działają w zaufaniu, że państwo w pewnym sensie gwarantuje czynności, których dokonują u notariusza. Ale np. w dawnym prawie angielskim istniała zasada „chroń się, kupujący”. I dziś mówi się tam: jeśli chcesz coś kupić, przyjmujesz wszelkie ryzyko z tym związane. U nas jest inaczej. To sprzedający ponosi odpowiedzialność za brak cech przedmiotu sprzedaży, o których zapewniał kupującego. W systemie anglosaskim nieznany jest dowód z dokumentu, nie ma pojęcia dokumentu urzędowego. Dlatego przy dokonywaniu istotnych czynności prawnych wymaga się – jak u nas przed wiekami – świadków. Tamtejsi notariusze zajmują się główie obrotem międzynarodowym. Dokumenty przez nich sporządane nie są jednak dokumentami urzędowymi w naszym rozumieniu. W zasadzie łączy nas tylko termin „notariusz”. W 1999 r. przeprowadzono reformę notariatu w Holandii. Czy była to próba odejścia od modelu kontynentalnego? Zdecydowano się tam na znaczną liberalizację struktury notariatu: m.in. umożliwiono zakładanie spółek przez przedstawicieli różnych zawodów prawniczych, zniesiono ograniczenia dotyczące lokalizacji kancelarii. Uwolniono też taksę, co sprawiło, że notariusze przy ustalaniu opłat przeszli na system godzinowy. I wszystkie czynności, które wymagały czasu, natychmiast zdrożały. Podwyżka dotknęła zwłaszcza czynności dotyczące życia codziennego – np. małżeńskie – które tradycyjnie były tanie. Po liberalizacji wysokość opłat za nie wzrosła nawet kilkakrotnie. Spadły tylko opłaty za duże transakcje – bo chodziło o pieniądze, co do których można było negocjować. Holenderskie organizacje konsumentów apelują wciąż, aby cofnąć tamte zmiany. Zliberalizowano tam jednak zasady dostępu do zawodu. Ale nie zniesiono aplikacji, nie zmieniono wymagań stawianych przed przyszłymi notariuszami. Nie wprowadzono pozaaplikacyjnych możliwości uzyskania tytułu notariusza. Pomimo zmian, od tego czasu liczba notariuszy zmniejszyła się. Nawet w Holandii przyszłość w tym zawodzie nie wygląda już tak różowo. Radykalnie spadły dochody notariuszy. Podobna sytuacja jest w innych krajach, np. we Francji, gdzie funkcjonuje już program zachęcania młodych prawników do zawodu notariusza – zawodu uważanego za trudny i wymagający dużych nakładów finansowych na rozpoczęcie działalności. Czy w Polsce dostęp do zawodu notariusza jest trudny? Mówienie o tym, że droga do notariatu jest zamknięta, jest nieporozumieniem. Nie ma u nas limitu liczby notariuszy. Każdy, kto posiada odpowiednie uprawnienia i zgłosi ministrowi sprawiedliwości chęć powołania na notariusza, może mieć pewność, że nim zostanie. Trudno więc mówić o zamykaniu drogi. W Polsce co najmniej 30 procent notariuszy dochodzi do zawodu z pominięciem aplikacji. Najczęściej są to prawnicy zmieniający zawód oraz osoby z tytułami naukowymi. Nie dotyczy ich aplikacja, asesura, ich poziomu nie kontroluje samorząd. Dlaczego jednak opieracie się Państwo temu, aby o funkcjonowaniu notariatu decydował wolny rynek? Postulat, że wolny rynek może regulować funkcjonowanie notariatu, nie pochodzi od ekonomistów, lecz od felietonistów – i to tych niezbyt bystrych. Niewidzialna ręka rynku to komunał! Nie ma rynku w pełni otwartego. Zresztą notariat, wbrew pozorom, był urynkowiony od samego początku. Od czasu likwidacji biur notarialnych na początku lat 90. nie wprowadzono ograniczeń co do liczby notariuszy. Wtedy w całym kraju było ich ok. 900. Dziś to ok. 2,5 tys. osób. Taksa zawsze podlegała negocjacji, a ostatnimi czasy została przez ministra sprawiedliwości radykalnie , w większości przypadków nawet o połowę, ograniczona. Z drugiej strony, notariusze dokonują czynności urzędowych o takiej samej mocy prawnej. To nie ciastko, które smakuje inaczej u każdego cukiernika! Notariusz musi zagwarantować zgodność z prawem dokonywanej czynności, czasem nawet wbrew stronom. Gdzie tu miejsce na grę rynkową? Deregulacja, o której ostatnio tak głośno, sprowadza się do jednej istotnej zmiany: wprowadzenia nowej kategorii osób uprawnionych do dokonywania czynności notarialnych – notariuszy z uprawnieniami do prowadzenia samodzielnej kancelarii przez okres próbny. Absurd takiego rozwiązania jest oczywisty. Doprowadzi ono do ufasadowienia instytucji notariatu. Zostanie szyld, ale notariatu za drzwiami kancelarii będzie coraz mniej. Można będzie żartobliwie pytać o zawartość notariatu w notariacie! Trudno się walczy z przekonaniem, że notariusze dużo zarabiają? To już rzeczywiście mit. W krakowskiej Izbie Notarialnej 46 proc. kancelarii płaci minimalną składkę na samorząd notarialny, co pozwala przypuszczać, że z powodu wysokich kosztów nie są one w stanie zatrudnić więcej niż dwie osoby. W 2011 r. kilka kancelarii musiało zakończyć działalność z uwagi na brak zleceń. Byli to dobrzy notariusze, z wieloletnim doświadczeniem i autorytetem w środowisku. Może za mało rynkowi? W Polsce również dotknął nas kryzys gospodarczy, ponieważ czynności, których dokonujemy, wiążą się z obrotem gospodarczym. Jeżeli ten zamiera, nie mamy co robić. A nie wolno świadczyć nam innych usług prawnych. Nie mogę wywiesić na drzwiach tabliczki, że od dziś udzielam porad prawnych. Gdyby była taka możliwość, co zmieniłby Pan w polskim notariacie? Francuzi lubią powtarzać, że notariusze są „drzwiami do państwa”. Jeśli obywatel chce czegoś od państwa, idzie do notariusza – i wszystko u niego załatwia. Notariusz reprezentuje wówczas państwo wobec obywatela. Chciałbym, aby w Polsce było podobnie. Aby nasz model zbliżył się do tego, który funkcjonuje w krajach o wysokiej kulturze prawnej, np. w Niemczech i Austrii. Zakres naszych obowiązków powinien być znacznie szerszy, notariusze w większym stopniu powinni spełniać funkcje kontrolne, w większym stopniu odpowiadać za uzgodnienie czynności notarialnej z rzeczywistym stanem prawnym. Zależałoby mi również na tym, aby osoby wchodzące do tego zawodu spełniały dziś wymogi, które kiedyś stawiano innym. Żeby egzamin notarialny stał na wysokim poziomie. Wróćmy do kwestii fałszerstw. Dlaczego od 20 lat nie możemy się doczekać uprawnień do występowania z urzędu do instytucji państwowych z wnioskami o wydanie dokumentów? Oszczędziłoby to klientom ryzyka związanego z nieuczciwością kontrahenta. Przypominam sobie jedną ze spraw w Sądzie Najwyższym: chodziło o stwierdzenie, czy notariusz ma obowiązek sprawdzenia, czy urzędowa pieczęć nie jest sfałszowana – czy ma obowiązek mierzyć, czy jej średnica ma, dajmy na to, 36 milimetrów, a nie o dwa milimetry mniej? Lubi Pan określenie: „Notariat to fabryka zaufania”. Pytanie, do którego sprowadza się dyskusja nad zmianami w notariacie, brzmi tak naprawdę prosto: czy zależy nam na tym, aby notariusze nadal chronili wzajemne zaufanie ludzi do siebie? Notariusz jest przecież także po to, aby zadawać kłopotliwe pytania obydwu stronom, które do niego przychodzą. Dla ich dobra, niezależnie od tego, która z nich zdecydowała, że wybierze właśnie jego kancelarię. Obawiam się, że myśląc o tej profesji wyłącznie w kategoriach merkantylnych, doprowadzimy do sytuacji, w której to notariusz stanie się klientem dla tych, którzy do niego przychodzą i, ostatecznie, za wszystko płacą. To byłoby złe – dla państwa i wszystkich jego obywateli. 
TOMASZ KOT jest notariuszem w Krakowie, reprezentuje polski notariat w Komisji Europejskiej Międzynarodowej Unii Notariatu. Pracuje również w strukturach Rady Notariatów Unii Europejskiej (CNUE).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]