Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Jak rozpoznać, leczyć i rozmawiać o OCD

Świat oswoił depresję, ale wielu osobom z OCD nadal trudno przyznać się do problemu. Towarzyszy im wstyd związany z brakiem wiedzy i akceptacji ze strony społeczeństwa – mówi psychoterapeutka Anna Tulczyńska.
Czyta się kilka minut
// Fot. Andrey Popov / Shutterstock
// Fot. Andrey Popov / Shutterstock

Zamykam drzwi i naciskam klamkę. Zamknięte. Przez chwilę czuję się dobrze, ale gdy odchodzę w stronę windy, pojawia się niepokój. Wracam i sprawdzam kolejny raz. Nadal zamknięte. Chwilowa ulga, a potem znowu intruzywna myśl. Sprawdzam trzeci, czwarty, piąty raz… A gdy myję ręce, tylko przez moment wydaje się, że wszystko jest w porządku, że mogę już przestać. Sięgam po ręcznik, po czym znowu odkręcam wodę – opowiada 22-letni Dorian, znany w mediach społecznościowych jako dorian.ehlert. 

Sześć lat temu usłyszał diagnozę: zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (OCD). Na przestrzeni lat jego kompulsje (przymusowe, powtarzalne czynności) zmieniały się, ale towarzyszący im lęk pozostawał niezmiennie silny, choć nieracjonalny. Lęk o to, że coś złego stanie się jemu albo jego bliskim.

OCD przychodzi, gdy życie zaczyna się układać

Był czas, kiedy wciąż sprawdzał swoje ciało, szukając niepokojących zmian. Raz, potem kolejny i jeszcze jeden, bo przecież mógł coś przeoczyć. Kiedy indziej stale upewniał się, czy w relacjach z ludźmi zachowuje się właściwie. Nie dlatego, że tak postanowił, ale dlatego, że czuł, iż nie ma innego wyboru. – Bałem się również, że skrzywdzę bliską osobę albo przekroczę jej granice. Pytałem i słyszałem, że wszystko jest okej. Ale i tak potrzebowałem upewnić się jeszcze raz, i jeszcze kolejny – opowiada. 

22-letni Dorian, znany w mediach społecznościowych jako dorian.ehlert. // Fot. archiwum prywatne

To było męczące dla jego bliskich, ale nic nie mógł na to poradzić. W jego głowie nieustannie pojawiały się myśli, które nie dawały mu spokoju. Jeśli czegoś nie zrobi albo nie powie, na pewno wydarzy się coś złego. – Kiedy jest dobrze, od razu pojawia się myśl, że zaraz coś się stanie, że przecież dobrze być nie może. OCD to kat, który przychodzi właśnie wtedy, gdy życie zaczyna się układać – przyznaje.  

Trudności Doriana mają swoje źródło w dzieciństwie. – Byłem wyzywany, gnębiony. Ściągano mi spodnie na szkolnym korytarzu, grożono mi. To miało ogromny wpływ na moją psychikę i późniejsze doświadczenia – wspomina. 

Na pierwszą wizytę u psychiatry poszedł z mamą, gdy miał 16 lat. Wtedy dowiedział się, że ma zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i uogólnione zaburzenia lękowe z silnymi atakami paniki. Na początku nawet nie próbował tego zrozumieć. Akurat przeżył rozstanie z chłopakiem, więc smutek i lęk zagłuszał imprezowaniem. Nie udało się, zaburzenia stawały się coraz bardziej męczące.

Wtedy zdecydował się na farmakoterapię. – Przez chwilę było naprawdę dobrze, leki bardzo pomagały. Ale ostatni rok okazał się dla mnie trudny i „to” wróciło. Teraz wdrażam nowe leczenie, a do obsesyjnych myśli staram się podchodzić racjonalnie – tłumaczy Dorian, który pracuje w biurze obsługi klienta; tam również dopadają go natrętne myśli. – Zdarza mi się sprawdzać kilka razy, czy dobrze przyjąłem zamówienie albo czy przygotowuję właściwą rzecz dla klienta. Muszę wręcz mówić do siebie: „Dorian, nie rób tego. Już to zrobiłeś”. Tłumaczę sobie, że to przecież nie moja myśl, tylko OCD ją podsuwa. Staram się przeczekać, aż minie. Na razie to najlepszy sposób na radzenie sobie z moimi zaburzeniami – dodaje. 

O co chodzi w zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych

Chcesz wyjść z domu, ale nie możesz. Sprawdzasz, czy żelazko i kuchenka gazowa są wyłączone. Są. Już chcesz wyjść, a jednak coś cię zatrzymuje i znowu wszystko sprawdzasz. Robisz zdjęcia, żeby mieć pewność. W końcu wychodzisz z mieszkania, przekręcasz klucz w drzwiach, idziesz na schody – i znowu coś każe ci wrócić. Nic się nie zmieniło, drzwi zamknięte. Ale lęk trwa w tobie, jak trwał. Odbiera sprawczość, czas, a niekiedy wręcz możliwość normalnego funkcjonowania. Towarzyszą mu nawracające, natrętne myśli oraz przymus powtarzania, jak w jakimś rytuale, pewnych czynności, które mają zredukować napięcie. Ale nawet najbardziej perfekcyjne działanie nie porządkuje chaosu w głowie. To błędne koło.

– Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne składają się z dwóch obszarów: obsesyjnych myśli i kompulsyjnych czynności. Myśli niosą ze sobą dużą dawkę lęku oraz częste przekonanie, że może wydarzyć się coś bardzo złego lub niebezpiecznego. Czynności kompulsyjne mają za zadanie temu zapobiec. Powstrzymywanie się od ich wykonania tylko nasila lęk – wyjaśnia warszawska psychoterapeutka Anna Tulczyńska.

Czasami te powiązania są proste. – Muszę bardzo dokładnie umyć ręce, żeby nie zachorować – tłumaczy Tulczyńska. – Z czasem rytuał może się jednak rozbudowywać. Ręce trzeba myć określoną liczbę razy albo w konkretny sposób. Innym razem pojawia się rytuał wielokrotnego sprawdzania, czy zamknęło się okna i drzwi – opowiada psychoterapeutka. 

Bywa to bardzo męczące, zwłaszcza jeśli myśli te występują jednocześnie. Chory biega po całym mieszkaniu, sprawdzając kolejne rzeczy, a kiedy odhacza ostatnią, czuje, że musi wrócić do pierwszej. I tak w kółko. – Zdarza się również, że kompulsje są mniej bezpośrednio powiązane z lękową myślą. Ktoś np. obawia się, że coś złego może stać się jego bliskim i ma poczucie, że zapobiegnie temu, układając przedmioty w określony sposób albo wykonując jakąś czynność odpowiednią liczbę razy – mówi Anna Tulczyńska.

Zuza: życie z OCD i historia leczenia

Na przestrzeni lat jej myśli i kompulsje zmieniały swój charakter. Niezmienny pozostawał tylko lęk. 28-letnia Zuza Wiśniewska z OCD żyje od blisko dwóch dekad; na co dzień zajmuje się social mediami. 

– Miałam 9 lat, kiedy podczas zabawy spadłam z drabinki. Najpierw straciłam oddech i bardzo się przestraszyłam. Potem z głowy zaczęła lecieć krew. Skończyło się na jednym szwie, ale pamiętam ogromny strach. Zapytałam lekarza, czy nie umrę. Usłyszałam: jeśli przez dwie godziny nic się nie wydarzy, będziesz żyć – wspomina. To zdanie zostało z nią na długo. – Te dwie godziny wkręciły mi się w głowę. Od tamtej pory, gdy coś mi się działo, odliczałam czas, z tyłu głowy mając lęk przed śmiercią. To było moje pierwsze natręctwo – mówi.

Przed snem sprawdzała tętno i bicie serca. Po kolacji z grzybami bała się zatrucia. – Wkręcałam sobie choroby. Obsesje dotyczyły zdrowia, życia, bakterii, zarazków. W odpowiedzi na lęk intensywnie myłam ręce – przyznaje. W wieku nastoletnim doszły kompleksy i lęk społeczny. – Miałam obsesyjne myśli o tym, jak widzą mnie ludzie, co o mnie myślą, czy nie piszą czegoś w internecie. Unikałam rówieśników, często się wyłączałam. Po szkole potrafiłam spać godzinami – tłumaczy. 

Pierwszy raz na temat OCD przeczytała już w wieku 14 lat, na forum internetowym. – Edukacja o zdrowiu psychicznym była wtedy słaba, podobnie jak dostęp do specjalistów w mniejszych miejscowościach – zauważa. Objawy stawały się jednak coraz bardziej uciążliwe. – Machanie rękami, kompulsywne mruganie i ruchy głową, pstrykanie. Albo „wyłączanie się”, żeby się pomodlić i tym odczynić złe myśli.

W gimnazjum i liceum było to już bardzo zauważalne i przynosiło Zuzie wstyd. Pojawiły się też intruzywne myśli o charakterze religijnym. – Bałam się, że mogę kogoś skrzywdzić, że jestem zdolna do najgorszego. Przez jakiś czas byłam przekonana, że jestem opętana, bo jako osoba wierząca miałam bluźniercze myśli – wyjaśnia. 

Do psychiatry Zuza trafiła w wieku 17 lat, ale pierwsza wizyta była porażką, bo lekarz zlekceważył jej objawy, sugerując padaczkę i przepisując leki, które nie działały. Poszła jednak do innego lekarza, który dał jej receptę na preparat redukujący lęk i natężenie obsesyjnych myśli. 

Gdy wyprowadziła się z rodzinnego miasta, przerwała leczenie. Z czasem jednak objawy się nasiliły i wtedy zdecydowała się na dwuletnią psychoterapię. Było lepiej aż do śmierci dziadka, która zbiegła się z pandemią. Miała wtedy 24 lata.

– Jego śmierć, mój lęk o zdrowie, do tego problemy na studiach, w pracy i w związku, wszystko naraz – wspomina. Na szczęście psychoterapia i farmakologia sprawiły, że objawy stały się mniej dokuczliwe. Dziś Zuza opowiada o swoich doświadczeniach na TikToku i na Instagramie. – Odezwało się do mnie wiele osób. Widzę, że wciąż brakuje wiedzy na temat OCD – dodaje. 

Karolina: zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne w ciąży

U Karoliny zaczęło się od myśli: a co, jeśli zachoruję? Podczas pandemii potrafiła nawet 50 razy dziennie myć lub dezynfekować ręce. W pracy psikała sprayem antybakteryjnym na klamki i bardzo starała się to ukrywać. Bliscy mówili, że jest panikarą, ale ona czuła, że to nie do końca to. Później zaszła w ciążę. – Potrafiłam na wszystko uważać i sprawdzać wszystko po kilka razy dziennie. Bałam się, że zeszłam krzywo z chodnika albo położyłam się niepoprawnie na łóżku, przez co mogę zaszkodzić dziecku – wspomina. 

W końcu mąż zasugerował Karolinie, żeby zgłosiła się po pomoc. – W mojej rodzinie ciąże bywały trudne, więc nie miałam wzorca, że ten czas może przebiegać spokojnie. Rozpoczęłam psychoedukację i zaczęłam się trochę uspokajać – wspomina. Ale po porodzie natrętne myśli znowu się nasiliły. – Najczęściej dotyczyły lęku przed zrobieniem krzywdy dziecku lub spowodowaniem wypadku. Strach paraliżował mnie do tego stopnia, że drętwiało mi ciało – opowiada. Z tymi objawami zgłosiła się do neurologa, który skierował ją na konsultację psychiatryczną.

Karolina od półtora roku jest w regularnej terapii. – Czuję się znacznie lepiej, ale to chyba najbardziej intensywny czas w moim życiu. Codziennie pracuję nad myślami i konfrontowaniem lęku – przyznaje. 

Opowiadanie o trudnościach swoim bliskim również przyniosło jej ulgę. Wcześniej rodzina miała tendencję do wyśmiewania „paniki” Karoliny, dlatego długo bała się mówić o diagnozie. Na szczęście zareagowali dobrze. – Część moich kompulsyjnych zachowań i ciągłe napięcie na pewno miały na nich wpływ. Moja nerwowość i zamykanie się w myślach odcinały mnie od nich i zabierały jakby do innego świata. Teraz codziennie pracuję nad tym, żeby być bardziej obecna – zapewnia.

Odbiór społeczny osób z OCD

Zdaniem Anny Tulczyńskiej, na przestrzeni lat zachowania kompulsyjne mogą się zmieniać, bo zmieniają się też myśli, wokół których się pojawiają. Bywa, że zaburzenia mają charakter nawrotowy i pojawiają się w okresach większego stresu i napięć, po czym zanikają. Jednak i wtedy trzeba je leczyć, bo niezaopiekowane OCD może całkowicie zdeterminować codzienność. – Kompulsje są bardzo obciążające i pochłaniają ogromne ilości czasu i energii. Zwykłe wyjście z domu może oznaczać godzinę sprawdzania, czy wszystko jest wyłączone, a wykonanie każdego codziennego rytuału potrafi zająć znaczną część dnia – zaznacza ekspertka. 

Dlatego tak ważne jest, by dać sobie szansę na pomoc i skorzystać z profesjonalnej psychoterapii. – A gdy lęk jest bardzo silny, konieczne bywa również włączenie leków, które pomagają go obniżyć i umożliwiają skuteczną pracę nad zaburzeniem – podkreśla Anna Tulczyńska.

Lęk przeżywany przez osoby z OCD jest bardzo intensywny i często powiązany z irytacją oraz niezrozumieniem otoczenia. – Świat oswoił depresję, ale wielu osobom z OCD nadal trudno przyznać się do problemu. Towarzyszy im wstyd związany z brakiem wiedzy i akceptacji ze strony społeczeństwa. Często spotykają się ze zniecierpliwieniem i wyśmiewaniem. Dla wielu ludzi „Dzień świra” jest komedią, a ja dostrzegam w rytualnych czynnościach głównego bohatera moich pacjentów – przyznaje psychoterapeutka. 

Jej zdaniem wstyd często blokuje ich przed szukaniem pomocy i otwartym mówieniem, z czym naprawdę się zmagają. Osoby z OCD zdają sobie sprawę, że ich zachowania wyglądają na nieracjonalne czy wręcz śmieszne, a mimo to nie umieją się przed nimi powstrzymać. Innym ludziom trudno to zrozumieć. – Byłoby im łatwiej, gdyby szerzej informowano o OCD, a społeczeństwo dostrzegło cierpienie stojące za tymi zachowaniami. Ono jest ogromne – konkluduje psychoterapeutka. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Natrętne myśli