Reklama

Brak wyobraźni

Brak wyobraźni

04.07.2006
Czyta się kilka minut
Panowie Wojciech Frazik i Filip Musiał pisząc o inwigilacji Kościoła przez służby specjalne PRL-u stwierdzają, że stosowana przez oficerów operacyjnych (i odgórnie ustalona przez kierownictwo) taktyka wobec osób inwigilowanych lub pozyskiwanych do współpracy ułatwia "poprawną i jednoznaczną interpretację dokumentów", dając czytelnikowi do zrozumienia, że w dokumentach zawarta jest cała prawda i że na ich podstawie możemy dokonać pełnej lustracji. Tymczasem, jak sądzę, "jednoznaczna interpretacja dokumentów" nie musi wyjaśniać wszystkich faktów, a wręcz ich nie wyjaśnia, ponieważ nie mamy dostępu do pełnego kompletu dokumentów, jakie SB wówczas tworzyła. Nie zawsze też (jak sami autorzy stwierdzają) wymagane były w nich podpisy, a zatem ich brak nie może służyć za dowód na nieistnienie współpracy. Dokumenty nie mogą więc wnieść do sprawy niczego pewnego, wszak sama notatka bez podpisu o współpracy jeszcze świadczyć nie może.
Z

Zdrowy rozsądek podpowiada, że ani wspólne spotkanie przy kawie, ani otrzymanie paszportu też nie mogą świadczyć o podjęciu świadomej współpracy. Związane chociażby z wydaniem paszportu nachodzenie funkcjonariuszy bez wątpienia można było uznać za (niestety) normę, wszak władza chciała wiedzieć, dlaczego dana osoba wyjeżdża z kraju. Kontakty z SB, nawet te świadome, przy jednoczesnym udzielaniu przez werbowanego odpowiedzi ogólnikowych i nieprecyzyjnych, mogą sugerować, że była to próba najprostszego pozbycia się nachodzących, właśnie przez pozwalanie na spotkania, które jednak z donoszeniem nic nie miały wspólnego. Oczywiście częste spotkania nie wykluczają współpracy, ale też jednoznacznie jej nie potwierdzają i dopóki istnieją te wątpliwości, niczego w pełni nie możemy ustalić.

Co też ważne, pracownicy SB, wbrew sugestii autorów artykułu, w kwestii oświadczeń o współpracy wprowadzali przełożonych w błąd. Za potwierdzenie tej tezy niech posłuży przypadek niedawno oczyszczonego przez Sąd Lustracyjny Andrzeja Przewoźnika. Autor oświadczenia świadczącego o udanym zwerbowaniu Przewoźnika do współpracy, Paweł Kosiba, przyznał: "Pisałem o innych TW, a nie moich, ponieważ pan Andrzej Przewoźnik nigdy nie był moim TW. Możliwe, że pisząc popełniłem przekłamanie". Dodał też, że pisząc o Przewoźniku opierał się na informacjach zasłyszanych, podawanych przez współpracowników: "To była notatka pisana w określonym celu, wymagająca weryfikacji. Nie jest to przecież dokument IPN".

Nie zamierzam dowodzić, że ustalenie prawdy nie jest już możliwe - bo jest, jednak tylko pod warunkiem szczerego zaangażowania samych zainteresowanych. Przeczuwam bowiem, że potrzebujemy wielu sprostowań, płynących zarówno ze strony ofiar, jak ich oprawców. Odtwarzanie faktów na podstawie przede wszystkim czy wyłącznie dokumentów nie służy prawdzie, może za to okazać się krzywdzące i tym właśnie należy kierować się przy formułowaniu własnych opinii o sposobie przeprowadzania lustracji. Życzyłabym sobie też, by analizy tak skomplikowanych problemów były rzetelne i nie bezrefleksyjne. Tymczasem u autorów tekstu "Wybiórcza pamięć i przedziwna troska" brak wyobraźni dotyczący konsekwencji wypowiadania takich poglądów jest wyjątkowo rażący. Szczególnie, że pochodzą one z ust pracowników IPN.

DANUTA PANIEWSKA (Wrocław)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]