Reklama

Więcej pokory

Więcej pokory

04.07.2006
Czyta się kilka minut
Niepokoi mnie ton tekstu "Wybiórcza pamięć i przedziwna troska" Wojciecha Frazika i Filipa Musiała ("TP" nr 26/06): silnego przekonania, co do własnej nieomylności i takiego samego stopnia pewności, co do oceny osób znajdujących się w archiwach IPN, którzy byli bądź nie TW służb specjalnych PRL, jednak w optyce autorów - jako właśnie osoby - w zasadzie się nie mieszczą. Sedno nastawienia autorów oddaje ostatnie zdanie: "W archiwach »poesbeckich« nie kryje się prawda o człowieku, ale są one jedynym i jednoznacznym źródłem do badania pracy operacyjnej bezpieki". Skoro nie ma tam prawdy, jak można obdarzać te archiwa takim zaufaniem? Nie mogę też zgodzić się z twierdzeniem, z tego zdania wynikającym, że nie prawda o człowieku jest ważna. "Bohaterowie" akt to żywi ludzie i traktowanie ich jako danych z ewidencji jest wobec nich uwłaczające, niezależnie od wyniku archiwalnych poszukiwań. Dlatego też, wbrew temu, co wynika z artykułu, uważam, że nie można pozostawić wszystkiego w rękach archiwisty. To myślenie zmierza do tego, by odebrać człowiekowi prawo do głosu i obrony, skoro przemówią za niego dokumenty.
A

Autorzy piszą o precyzyjnym zorganizowaniu, funkcjonowaniu, wewnętrznej kontroli itd. samych służb. Odnoszę wrażenie, że dla nich, badaczy, konkretny człowiek jest tak samo nieważny, jak dla tamtych funkcjonariuszy, którzy wykorzystywali go do swoich celów (wiem, czasami się na to godził). Dla funkcjonariuszy był "źródłem informacji", którego nawet nie trzeba było uświadamiać, że nim jest, bo o tym decydował oficer SB. Dla badaczy jest autorem tekstów i zdarzeń, które są do odnalezienia w archiwach. Przy czym, sugerują autorzy, archiwa są nieomylne i badacze z nich korzystający też (z krytyki tekstu Krzysztofa Kozłowskiego i Jana Widackiego "Niepamięć i beztroska", "TP" nr 24/06, można przecież wywnioskować, że poza pracownikami IPN nikt się na zagadnieniach funkcjonowania służb nie zna i, co za tym idzie, nie ma prawa się wypowiadać). Trudno też, wiedząc sporo o czasach PRL, przyjąć zdanie: "A czy można było nieświadomie pobierać pieniądze, dostawać prezenty albo np. paszport?". Nie wydaje mi się słuszne stawianie w jednym szeregu przyjmowania pieniędzy i starania się o paszport. Czy każdą rozmowę w kontekście starania się o paszport należy uważać za współpracę, a otrzymanie go było zawsze nagrodą?

Nie chcę powiedzieć, że archiwa są nic niewarte, lustracja niepotrzebna, postawy tak różnorodne, że niemożliwe do oceny, że nikt nie współpracował świadomie i cynicznie. Myślę tylko, że najnowsza historia wymaga więcej pokory. Szczególnie od badaczy, którzy pretendują do miana jedynych zdolnych i uprawnionych do jej oceny.

JUSTYNA STARZYŃSKA (Lublin)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]