Wojskowi, rządzący Sudanem praktycznie nieprzerwanie przez całe jego niepodległe istnienie (od 1956 r.), zdecydowali się na pucz w obawie, że dalsze panowanie Baszira doprowadzi do chaosu w kraju, a nawet wybuchu wojny domowej. Od połowy grudnia trwają antyrządowe demonstracje w Chartumie (na zdjęciu), Omdurmanie i innych sudańskich miastach. Ich uczestnicy domagali się ustąpienia dyktatora.
Identycznymi pobudkami, co ich koledzy po fachu z Sudanu, kierowali się również generałowie z Algierii, którzy przed dwoma tygodniami odsunęli od władzy panującego od 20 lat prezydenta Abdula Aziza Buteflikę (w Algierii antyrządowe wystąpienia zaczęły się w połowie lutego). Ustępując pozornie ulicy, algierscy generałowie zachowali władzę i utrzymali korzystny dla siebie porządek w kraju. Obiecali, że w lipcu pozwolą Algierczykom wybrać nowego przywódcę w wolnych wyborach. Zamachowcy z Chartumu też obiecali ludziom wolne wybory, ale za dwa lata. A na razie wprowadzili stan wyjątkowy. ©℗
Czytaj także: Wojciech Jagielski: Algieria, Libia, Sudan, gorzki posmak zwycięstwa
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.









