Najstarsza polska żupa
Pierwszy „kruch” soli znaleziono tu w 1248 r., dziewięć lat przed lokacją Krakowa. Kilka lat później książę Bolesław Wstydliwy zezwolił na budowę szybów Sutoris i Gazaris, powierzając pieczę nad żupą cystersom z Wąchocka. Dzięki nim Bochnia stała się jednym z głównych źródeł dochodu skarbu Królestwa Polskiego, a w XVI w. wydobycie sięgało kilku tysięcy ton rocznie – niemało jak na średniowieczną technikę.
Choć z czasem pałeczkę popularności przejęła bardziej zasobna w sól kamienną Wieliczka, to właśnie bocheńska kopalnia zachowała swój górniczy charakter. Ważne jest nie tylko, co tu wydobywano, lecz jak: wysokie komory kuto ręcznie, kształtując podziemne solne miasto.
Z podziemia na listę UNESCO
Gdy w 1978 r. Wieliczka trafiła na listę światowego dziedzictwa UNESCO, Bochnia pozostała w cieniu. Dopiero w 2013 r. obie kopalnie połączono w jeden wpis jako „Królewskie Kopalnie Soli w Wieliczce i Bochni”, podkreślając ich wspólny, ośmiowiekowy wkład w rozwój górnictwa solnego.
Geologiczne archiwum morza sprzed 13 mln lat
Kopalnia Soli w Bochni to także kapsuła czasu dla geologów. Warstwa tufitu WT-3 – popiołu wulkanicznego naniesionego tu po wybuchu wulkanów, pozwoliła precyzyjnie datować złoże na 13,6 mln lat. Fluorescencyjne kryształy halitu, święcące się w ultrafiolecie w kolorach pomarańczowym i różowym, pojawiają się tylko w dwóch miejscach w kopalni. Obok nich krucha sól glauberska (mirabilit) i „trzewiowce” z niebieskiego anhydrytu tworzą kompendium minerałów i skał, które na co dzień można podziwiać jedynie na nielicznych wystawach muzealnych na świecie.
Mikroklimat panuje tu jak w dobrze wyizolowanym laboratorium: stałe 14–16 st. C, wilgotność około 70 proc. i aerozol solny, którym chętnie oddychają kuracjusze cierpiący na astmę. Niewykluczone, że właśnie ta powolna, solna mgła jest przyczyną niespiesznego tempa zwiedzania – krok staje się krótszy, oddech głębszy, a czas ma smak lekko słonawego powietrza.
Pamięć, która potrzebuje mapy
Dlaczego więc Bochnia tak rzadko trafia do wyobraźni podróżnych? W legendzie o pierścieniu św. Kingi skała z soli zawsze wynurza się spod szybów Wieliczki. Krakowskie przewodniki i kredowe pocztówki konsekwentnie omijają tę cichszą siostrę. Być może dzieje się tak, bo tutejsza narracja nie opiera się na spektakularnych kaplicach wyrzeźbionych w soli, lecz na codziennej pracy i surowej geometrii chodników, których piękno wymaga skupienia. Bochnia jest jak marginalium w średniowiecznym kodeksie – subtelna, ale znacząca notacja na marginesie, która zawiera sedno opowieści, choć w późniejszych, ozdobnych wersjach historii bywa pomijana.
Skarb, który da się dotknąć
A jednak wystarczy chwila, by dostrzec, że podziemny krajobraz Bochni potrafi zachwycić: kolejka górnicza toczy się przez wykutą w soli kaplicę św. Kingi, na trasie „Solny Świadek” migoczą fluorescencyjne minerały, a sen w potężnej Komorze Ważyn zostaje w pamięci jak echo dawnej legendy.
Czy trzeba czegoś więcej, by uznać Bochnię za równorzędną partnerkę Wieliczki? Może wystarczy spojrzeć na mapę: od Krakowa dzieli ją pół godziny jazdy samochodem. Reszta to już tylko 777 lat polskiej historii, milczącej pod grubą warstwą soli.
Mówiono kiedyś, że „sól nie potrzebuje reklamy – wystarczy, że istnieje”. Trudno o trafniejszy komentarz do losu Bochni: skarbu, który przez wieki karmił państwową kasę, by dziś pozostać w półmroku zbiorowej pamięci. Może więc następnym razem, gdy będziecie planować weekendowy wypad, zamiast do Wieliczki skręćcie ku ciszy Bochni. Tam, 250 m pod ziemią, nadal czeka sól, która potrafi świecić własnym światłem.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.













