Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Planeta Lublin

Planeta Lublin

16.06.2011
Czyta się kilka minut
Jak zmieniło się miasto w czasie kilku lat kandydowania do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016? Czym Lublin może się pochwalić? Dlaczego warto tu zawitać? - na tak postawione pytania odpowiadają animatorzy życia kulturalnego Lublina.
G

Grzegorz Nurek: Panowie, co tu się w tym Lublinie wyprawia? Toż to czyste szaleństwo. Noc Kultury i 250 wydarzeń kulturalnych w ciągu jednej doby, tłumy ludzi na ulicach starego miasta jak podczas hiszpańskiej fiesty, atmosfera karnawału, święta. Ulotki i flagi informujące o tym, że Lublin kandyduje do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Czy takie zainteresowanie kulturą władz miasta i mieszkańców dało się obserwować tutaj wcześniej, kilka lat temu?

Rafał Koziński: Lublin kulturalny zaczął się bardzo poważnie zmieniać jakieś sześć, siedem lat temu, i to nie z powodu wichru, który powiał na samorządowych szczytach. Pojawiło się nowe pokolenie twórców i menadżerów, animatorów kultury, którzy dostrzegli, że trochę kiepsko wygląda oferta kulturalna Lublina, że mogłaby wyglądać o wiele lepiej. Oni pojeździli już po Europie, po Polsce, poznali oferty kulturalne innych miast, podpatrzyli, jak fantastyczne rzeczy można robić, gdy się tylko chce. Wspólnie zaczęliśmy wtedy definiować problemy: na przykład latem nic się nie działo w kulturze, bo nie było turystów, nie było turystów, bo w wakacje zwyczajowo nie organizowało się zbyt wielu koncertów, spektakli i wystaw. Takie błędne koło. Poszukaliśmy rozwiązań, na przykład stworzyliśmy nowe wydarzenia w otwartej przestrzeni miasta, tak aby wciągnąć jak najwięcej mieszkańców, niekoniecznie drastycznie zaniżając poziom propozycji, na zasadzie powielania dożynek dla miłośników kiełbasek. Byli twórczy ludzie wokół nas, wystarczyło się dobrze rozejrzeć. Mieliśmy bogatą tradycję teatrów alternatywnych, liczne galerie sztuki, ale jednak te instytucje snuły swoje dość hermetyczne narracje. To było wyzwanie - jak wyprowadzić naszych artystów ze swoich gett.

Wymyśliliśmy Noc Kultury, Planetę Lublin, Jarmark Jagielloński. Na Jarmark Jagielloński, w samym środku wakacji, kiedy niewiele tu się działo, przyjechało 300 wystawców, 200 artystów ze Wschodu i z Zachodu Europy i nagle Stare Miasto ożyło. Podczas Nocy Kultury pojawiło się około stu tysięcy ludzi - turystów, ale i mieszkańców - i wszyscy się zakochali w tej imprezie, zobaczyli, że miasto może inaczej niż dotychczas funkcjonować.

Wtedy, pięć lat temu, Noce Muzeów nie były jeszcze tak jak w tej chwili modne. Zresztą same Noce Muzeów nie były dla nas satysfakcjonującym wzorcem, chcieliśmy wyciągnąć także artystów z ich ateliers, filharmoników z filharmonii, aktorów z teatrów, przyciągnąć muzyków i pozwolić im zafunkcjonować w przestrzeni publicznej. Każda kolejna Noc Kultury, łącznie z tegoroczną, już piątą, dowodzą, że takie myślenie miało sens. Dziś jesteśmy gdzie indziej. I nikt już nie uwierzyłby, że mogło być inaczej.

Grzegorz Rzepecki: Kiedy pierwszy raz zrobiliśmy koncert arii i duetów operetkowych w przestrzeni publicznej, okazało się, że już na trzy godziny przed koncertem starsi ludzie zajmowali miejsca przed sceną. Oczywiście wstęp był wolny. Amfiteatr zapełnili ludzie, którzy swojej ukochanej operetki nie widzieli od lat, na przykład ze względu na obecne ceny biletów.

Grzegorz Kondrasiuk: Chodziło także o zmianę myślenia o mieście, o odczarowanie kompleksów, o rozbudzenie tzw. patriotyzmu lokalnego, dumy z tego, co się ma, o wskrzeszenie pozytywnego związku emocjonalnego z Lublinem.

Rafał Koziński: Patronem Lublina jest św. Antoni, odpowiadający jak wiadomo za zguby, pomagający ubogim. Przewrotnie można jednak widzieć w nim i patrona sukcesu - odnajdowania zagubionych rzeczy i wartości, uzdrawiania chorych ludzi i relacji międzyludzkich. Lublin nie posiada wielkich zakładów przemysłowych przynoszących kasie miejskiej niebagatelne zyski. Więc Antoni pomaga nam szukać i znajdować kapitał gdzie indziej - między nami.

Noc Kultury nigdy by się nie spełniła w tej formie, gdyby nie realizowała oczekiwań mieszkańców. Pięć lat temu spotkało się dwudziestu kilku dyrektorów najważniejszych instytucji miejskich, którzy zadecydowali, że wszystkie wydarzenia kulturalne będą dostępne dla publiczności nieodpłatnie w taką Noc, a w związku z tym artyści nie będą domagać się honorariów za występ. Zaczęliśmy rozmawiać z właścicielami niezależnych galerii i innych instytucji, z artystami, żeby oni też w tej Nocy uczestniczyli. W pierwszą Noc Kultury pięć tysięcy osób zaangażowało się w stworzenie trzystu wydarzeń, uczestniczyło w nich ponad osiemdziesiąt tysięcy osób. Artyści byli szczęśliwi, bo mieli publiczność zupełnie inną niż dotychczas, a mieszkańcy zobaczyli, jak wielki potencjał drzemie w Lublinie. Uwierzyliśmy wtedy, że naprawdę możemy być Europejską Stolicą Kultury, że jest ona w naszym zasięgu. Uwierzyliśmy w to, że możemy razem zrobić rzeczy wielkie, przekonaliśmy się, że ludzi kultury, artystów, mieszkańców, urzędników może połączyć wspólny cel, że każdy na półkę odkłada kwestie ambicjonalne i potrafi pracować nie tylko "na siebie".

Grzegorz Rzepecki: Przy okazji na własne oczy ujrzeliś-

my karnawał w środku lata, święto miasta i mieszkańców, szalone i zwariowane. Trudno się było przez uliczki miasta przecisnąć, a i tak wszyscy byli szczęśliwi. Tego naprawdę się nie spodziewaliśmy, nieco przygnieceni otaczającym nas ze wszystkich stron "narzekactwem".

Grzegorz Kondrasiuk: Pamiętam swoje zaskoczenie z pierwszej Nocy Kultury. Pomyślałem wtedy, przeciskając się przez te rzesze ludzi, którzy pojawili się na wydarzeniach kulturalnych jakby z kosmosu (ja przynajmniej nigdy ich na premierach czy wernisażach nie widziałem), że mieszkańcy w końcu odzyskali miasto, jego ulice, place, sale, zawłaszczone przez różne monopolistyczne, komercyjne czy polityczne narracje.

Rafał Koziński: Ludzie w Polsce są na co dzień smutni, mało się uśmiechają i są przygnębieni, a w tę Noc są szczęśliwsi, bardziej życzliwi i otwarci, łamane są schematy. Prezydenci czytają publicznie wiersze, oddają ratusz muzykom, kreatorom mody.

Prezydent Lublina też czytał?

Rafał Koziński: Tak. Obligatoryjnie. Władze miasta za każdym razem pytają, jak mogą w tym naszym święcie uczestniczyć. W tym roku w myśl hasła naszej kandydatury w konkursie ESK "Lublin - miasto w dialogu" w zaaranżowanym na Rynku Starego Miasta otwartym studio radiowo-telewizyjnym posadziliśmy m.in. marszałka Sejmiku i prezydenta miasta, którzy odpowiadali na pytania mieszkańców dotyczące kultury, losowane z wiklinowego koszyka.

Czy w trakcie aspirowania do tytułu ESK 2016 pojawiły się zupełnie nowe festiwale?

Rafał Koziński: To długa lista, i nie jestem pewny, czy da się ją w tym momencie skompletować. Planeta Lublin, która przeobraziła się w festiwal społeczny, wędrujący po dzielnicach. Inne Brzmienia nieodżałowanego Mirka Olszówki. Festiwal sztuki współczesnej Open City/Otwarte Miasto, podczas którego artyści prezentują instalacje, happeningi czy performensy w przestrzeni publicznej.

Grzegorz Rzepecki: Carnaval Sztuk-Mistrzów, który ściąga do Lublina pasjonatów żonglerki, chodzenia po linie, sztuki cyrkowej.

Rafał Koziński: Carnaval narodził się z książki Isaaka Singera. Sztukmistrz to przecież najbardziej rozpoznawalna w świecie postać z Lublina. Ale nowy cyrk to nie jest tylko kuglarstwo czy żonglerka. Są i spektakle zbliżające się do form wypracowanych przez teatry alternatywne i awangardowe.

Grzegorz Kondrasiuk: Na tym przykładzie chyba najlepiej widać, że kultura festiwalowa to zaledwie czubek góry lodowej, najmniej być może istotny, choć skupiający uwagę wszystkich. Mamy festiwal, gwiazdy ze świata, widowiska, tiry sprzętu, ale obok nich rosną środowiska zajmujące się pracą organiczną, propagujące na co dzień w Lublinie i regionie pedagogikę zabawy, pracujące cały rok z dziećmi, młodzieżą, artystami. Żonglerka, fire-show, uliczne formy ekwilibrystyki robią niesamowitą karierę w małych miasteczkach.

Rafał Koziński: Sztukmistrze uczą żonglowania dzieci na osiedlach, podwórkach, ulicach, pokazując też etos pracy, samodyscypliny. Ale też kolory świata, inne perspektywy, możliwość wyjeżdżania, rozwoju, poznawania tego, co nieznane.

Grzegorz Rzepecki: Jeśli rozmawiamy o działaniach społecznych, często niewidocznych, to warto wspomnieć i o lubelskich projektach takich jak "Senior Graffiti". Okazało się, że tworzyć artystyczne graffiti chce nie tylko młodzież, ale również seniorzy. Robią to znakomicie, we własnej poetyce, i świetnie się przy tym bawią.

Rafał Koziński: W porozumieniu z administracjami osiedli, korzystając z miejskich i zagranicznych grantów, panie z Klubu Kobiet z Domu Kultury "Skarpa" razem z miejscowymi graficiarzami malują obskurne ściany bloków. Robią też wlepki poświęcone dbaniu o estetykę miejskiego otoczenia czy z hasłami typu "Szanuj sąsiada swego". Albo akcje z dziedziny partyzantki miejskiej, gdy seniorzy i seniorki wspólnie z ekologami podczas nocnych eskapad na osiedla tworzą trawniki, niekoniecznie mieszczące się w planach Zieleni Miejskiej. Wieczorem ludzie widzą zaniedbane miejsce, rano budzą się i nie poznają najbliższej okolicy.

Kolejna opowieść: Przestrzeń Inicjatyw Twórczych Tektura. To takie dziwne miejsce, przedwojenna willa na "wyspie" pomiędzy wieżowcami Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Miejskiego, zagospodarowana przez punkowców. Tektura to squat, ale i nieformalne centrum kultury organizujące rocznie

200-300 wydarzeń. Nie tylko koncerty, ale i odczyty, wystawy, queerowe festyny, opowieści z podróży po świecie, zjazdy artystów ulicy, świetlica dla dzieci, własny zespół bębniarzy uczestniczących w wielu sytuacjach ulicznych w całej Polsce, czy "Jedzenie zamiast bomb", bezkosztowa akcja, która zaczyna się wczesnym rankiem od podróży na giełdę spożywczą, gdzie od sprzedawców i rolników zbierane są niesprzedane warzywa.

Potem wspólne gotowanie wegetariańskiego kotła zupy, i o stałej porze, raz w miesiącu, wydawanie posiłków wszystkim potrzebującym. Tektura jest już dziś mitycznym miejscem. Utrzymuje się dzięki zaangażowaniu kolektywu, bez miejskich dotacji.

Daleko odbiegliśmy od tematów festiwalowych...

Rafał Koziński: Pojawił się jeszcze Festiwal Teatrów Europy Środkowo-Wschodniej "Sąsiedzi", w którym uczestniczą teatry z Ukrainy, Białorusi, Węgier, Litwy, Słowacji i Czech. Ten czerwcowy festiwal to też wielkie święto, dużo dobrego teatru na ulicach Lublina.

Temat więzi kulturalnych krajów naszego zakątka Europy to materiał na kolejną opowieść. Osobiście najbardziej dumny jestem ze współpracy Lublina ze Lwowem. Dwadzieścia lat temu zakładane były jej fundamenty, później na skutek różnych okoliczności wiele wspólnych inicjatyw literackich, teatralnych czy społecznych osłabło. W 2007 roku, poszukując nowych, nieznanych przestrzeni, uznaliśmy, że należałoby ten Lwów na nowo rozpoznać, bo z Lublina do Lwowa jest bliżej niż - na przykład - do Krakowa czy Wrocławia, nie mówiąc już o Gdańsku. Rozpuściliśmy wici, że chcemy pojechać do Lwowa i zaprezentować Lublin młody, niezależny, trochę szalony. Na hasło odpowiedziało stu twórców, takie pospolite ruszenie, którzy bez zbędnych pytań wsiedli do autobusu, busów, samochodów i dokonali swego rodzaju artystycznego najazdu na Lwów. Lwów zapewnił nam miejsca występów: kluby, teatry, galerie. Skutkiem tego były liczne kontakty muzyków, ludzi teatru, dziennikarzy - zaczęły się nocne polsko-ukraińskie rozmowy, z czasem przerodziło się to w znajomości i sympatie. Pół roku później, w 2008 roku, artyści ze Lwowa przyjechali do nas, również w liczbie stu, na kilkudniowy pobyt.

Ten projekt, który nazwaliśmy "L? - potęgowanie kultury Lublina i Lwowa", zbiegł się w czasie ze zdobyciem dla kultury nowej przestrzeni: wielkiej poprzemysłowej hali, w której mieściły się warsztaty szkoły mechanicznej. W to pozytywne lubelskie szaleństwo włączyły się bowiem także władze. "Jest taki kompleks opuszczonych budynków, zastanawiamy się, co z tymi pomieszczeniami zrobić" - tak mniej więcej wyglądała rozmowa z zaangażowanym w starania o ESK wiceprezydentem Włodzimierzem Wysockim. W efekcie dzisiaj obiekt ten nazywa się Warsztaty Kultury, a inaugurowaliśmy go właśnie prezentacją sztuki ukraińskiej, wielkim trzydniowym świętem z koncertami, wystawą. (Na otwarciu, zamiast wstęgi, zardzewiałą kłódkę przecinał właśnie wiceprezydent Wysocki). A potem artyści ze Lwowa wyrzucają z hali wypchane torby w kratkę, te same, które Polakom kojarzą się z przemytnikami, a one wypełnione helem lecą w chmury...

Vlodko Kaufman: To był "Ukraiński zriz" pierwsza tak duża wystawa, po wielu latach prezentująca współczesną sztukę ukraińską w Polsce. Swój odpowiednik, "Siłę sztuki", miała we Lwowie. Poprzednio tak wielką wystawę współczesnej sztuki ukraińskiej w Polsce zaprezentował w 1996 roku Jerzy Onuch. W 2010 roku, po latach nieobecności, ukraińscy artyści powrócili do Polski. Lublin aspiruje do bycia bramą na wschód. A przez Lwów można otworzyć się na sztukę z Kijowa, Charkowa, Odessy, Pietropawłowska... Także muzycy z Ukrainy zaangażowali się w wymianę zainicjowaną "Potęgowaniem kultury". W Polsce pojawił się festiwal "Jazz Bez...", czyli "Jazz bez granic", rozgrywający się w kilkunastu miastach polskich i ukraińskich. Do muzyków z Ukrainy i Polski dołączyli muzycy z Włoch, Holandii, Izraela, Austrii.

Rafał Koziński: Wracając do "Siły sztuki": we Lwowie w Pałacu Sztuki kolekcja lubelskiej Zachęty, prace Zofii Kulik, Mirosława Bałki, Józefa Robakowskiego, dzieła ponad siedemdziesięciu artystów polskich zostały zaprezentowane w wielkiej przestrzeni, na ponad 3,5 tys. metrów kwadratowych.

Co później z tymi dziełami? Czy te wystawy mogłyby być zaczątkiem powstania muzeum sztuki współczesnej w Lublinie?

Rafał Koziński: Tak. To jest marzenie Lublina, brakuje nam tego, mamy to zapisane w naszej aplikacji do Europejskiej Stolicy Kultury. Jeśli wygramy, to na pewno będziemy chcieli muzeum powołać. Mamy zdatne do tego dwa miejsca.

Tych projektów polsko-ukraińskich jest dużo, np. Tydzień Sztuki Aktualnej, na który Ukraińcy zapraszają artystów z całej Europy, w tym z Polski.

Grzegorz Kondrasiuk: To był rodzaj olśnienia. Lublin i Lwów. Dwie metropolie kulturalne, tak blisko, zaledwie 200 kilometrów od siebie. Takie naturalne przyciąganie musiało nastąpić.

Rafał Koziński: Lublin + Lwów = "L?", czyli potęgowanie kultury Lublina i Lwowa. Jeżeli ten konkurs o ESK 2016 wygramy, jeden miesiąc (wrzesień) oddamy Lwowowi. Nazwaliśmy to wstępnie "Otwartym Lwowem".

Trudno było przekonać urzędników ukraińskich?

Vlodko Kaufman: Oczywiście, pierwsze pytanie urzędników i celników: co to za sztuka? Co się tutaj wyprawia? Dla naszego celnika zobaczyć podczas odprawy na przejściu granicznym tir wypełniony dziwnymi, oryginalnymi dziełami sztuki współczesnej... podejrzane. Kontrabanda? Przemyt?

Rafał Koziński: Dzięki naszym namowom Lwów stworzył swoją aplikację, tak jakby już teraz ubiegał się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. W 2017 będziemy obchodzić 700 lat miasta Lublina i chcielibyśmy pewne projekty rozwijać w perspektywie do 2020 roku. Taki założyliśmy dłuższy strategiczny horyzont czasowy. I we Lwowie wydarzył się podobny proces, w bardzo szybkim czasie te środowiska się zmobilizowały, powołały radę artystyczną Dialog, do której weszli najważniejsi ludzie kultury, menadżerowie, dyrektorzy i stworzyli własną aplikację. To sprawdzian dla Europy, jak władze innych państw w przyszłości traktować będą projekt Partnerstwa Wschodniego.

Trzy lata temu powołany został kolejny festiwal sztuki Fort Missia, odbywający się na samej granicy polsko-ukraińskiej. W Kryłowie i Kreczowie organizowane są tzw. "Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa", przy samej granicy polsko-ukraińskiej, przez księdza Stefana Batrucha z parafii greckokatolickiej w Lublinie. Ten ksiądz robi "dziurę w Schengen" - jest rzeka Bug, na rzece stawiają most pontonowy i ludzie przechodzą z jednej strony na drugą, by posłuchać koncertów odbywających się po polskiej i po ukraińskiej stronie granicy.

Grzegorz Rzepecki: Chcemy pokazać, że Europa nie kończy się na państwach należących do Unii Europejskiej. Przy pomocy działań, inicjatyw kulturalnych, dzięki sztuce można porozumiewać się ponad granicami. Sztuka znosi granice.

Jesienią tego roku, 20-22 października, organizujemy Kongres Kultury Partnerstwa Wschodniego. Chcemy nawiązać faktyczny, żywy dialog z tymi ośrodkami naukowymi, artystycznymi, którym leży na sercu Partnerstwo Wschodnie.

Rafał Koziński: Dla menadżerów i organizatorów to ważne, jak poruszać się w skomplikowanych strukturach unijnych, jakie są możliwości aplikowania, tworzenia wspólnych projektów. We Wrocławiu odbędzie się Europejski Kongres Kultury, my w Lublinie chcemy zrobić forum kultury znajdujące konkretne rozwiązania dla Partnerstwa Wschodniego.

Jak w praktyce będzie wyglądał taki kongres?

Grzegorz Rzepecki: Przyjadą ludzie z Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Mołdawii. Z państw Unii zapraszamy praktyków i teoretyków, filozofów, pisarzy, polityków. Stawiamy głównie na organiczną robotę kulturalną, liczymy na praktyków kultury.

Rafał Koziński: Kolejna rzecz, o której warto wspomnieć, to Wschodnia Oś Kultury. Wiadomo, że startował w tym konkursie także Białystok. Chcemy z kultury uczynić narzędzie rozmowy o Polsce Wschodniej. Zaprosiliśmy Białystok do współpracy, zaprosiliśmy Rzeszów, inne mniejsze miasta ze wschodniej Polski. Mieliśmy taką konferencję, na której rozmawialiśmy o praktycznym wymiarze kultury wschodnich regionów Polski.

Grzegorz Rzepecki: Partnerstwo Wschodnie będzie miało sens, jeśli dopuści się miasta takie jak Lwów, Tbilisi, Charków, Mińsk, Donieck, Grodno do startowania w konkursie o Europejską Stolicę Kultury.

Rafał Koziński: Jeszcze chciałbym wrócić do kwestii poruszanych w aplikacji o tytuł ESK 2016. Mamy cztery główne osie tematyczne, wokół których zbudowaliśmy program kulturalny dla Lublina. To jest "Pamiętanie i antycypacja": jakie mamy dziedzictwo i co możemy z nim zrobić, w szczególności z tym, co robi u nas Ośrodek "Brama Grodzka", pamięć o dzielnicy żydowskiej, której już nie ma. Oni tę pamięć o Żydach, o mieszkańcach Lublina, których przed wojną było 40 procent, przywracają, archiwizują nagrania i fotografie. Używają do tego nowoczesnych metod animacji oraz narzędzi internetowych. Przepracowanie pamięci żydowskiej spowodowało, że zrobiliśmy warsztaty pod Lublinem specjalnie dla dramaturgów, reżyserów i aktorów. Warsztaty z udziałem Tadeusza Słobodzianka, Pawła Śpiewaka. Zaprosiliśmy dużo młodych twórców, powstały sztuki teatralne.

Drugi filar aplikacji, "Miasto i region", zgłębia temat spotkania kultur źródłowych ze sztuką nowoczesną. Inspirowanie artystów z różnych światów do wspólnej pracy, tak jak podczas festiwalu "Najstarsze Pieśni Europy", gdy Tomasz Stańko występuje z młodymi dziewczynami z Fundacji Muzyka Kresów, które śpiewają białym głosem przywrócone słuchaczom stare pieśni.

Trzeci filar - "Wobec wschodu". Lublin jako pomost łączący Wschód i Zachód.

Zostaje ostatni, czwarty filar aplikacji - "Kultura wiedzy", czyli posiadany przez Lublin potencjał akademickości. Lublin może być atrakcyjny dla artystów dlatego, że co czwarta osoba tutaj przebywająca to student, a student jest otwarty na nowe, ta publiczność jest młoda, kreatywna, ciekawa świata.

Grzegorz Kondrasiuk: W Polsce te światy funkcjonują teraz osobno. Akademia zasklepia się w swoich sprawach, kultura często trzyma się z dala od najnowocześniejszych osiągnięć techniki. Trzeba między tymi dwoma światami budować mosty.

Rafał Koziński: Zaprosiliśmy przedstawicieli uczelni wyższych, profesorów, do współtworzenia programu na rzecz synergii kultury i nauki - jedna z podstawowych rzeczy to np. wspólna edukacja menadżerów kultury czy artystów. Ważne jest wykorzystanie nowych technologii, cyberprzestrzeni.

Gdybyście mieli wymyślić kilka haseł reklamowych dla Lublina, to byłyby to...

Grzegorz Kondrasiuk: Podoba mi się hasło ukute przez Krzysztofa Czyżewskiego: "Artysta miasta".

Rafał Koziński: W tym haśle chodzi o to, że miasto staje się przestrzenią badań dla artystów, oni ogarniają nie jeden plac czy jedną ulicę, tylko chcą grać przestrzenią całego miasta. Istnieje też "Miasto w dialogu".

Grzegorz Rzepecki: Tu można dorzucić hasło z Nocy Kultury: "Człowiek w mieście, miasto w człowieku".

Vlodko Kaufman: "Lublin - koncentracja artystycznej energii".

Rafał Koziński: Noc Kultury w Lublinie - szalona noc, kiedy kamienice zaczynają śpiewać, a drzewa tańczyć. Dosłownie. Gdy Witek Dąbrowski z Teatru NN z dachu staromiejskiej kamienicy śpiewa i opowiada o Sztukmistrzu z Lublina, a świetlne drzewa - instalacja Jarka Koziary na Placu Litewskim, kołyszą się na wietrze, to szalone hasło zaczyna się spełniać. A Sztukmistrz, który pojawia się tu i ówdzie podczas Nocy Kultury, staje się symbolem miasta. Miasta, które nie boi się cudów.

Wysłuchał Grzegorz Nurek

GRZEGORZ RZEPECKI jest dyrektorem Warsztatów Kultury, filii Centrum Kultury w Lublinie; jest animatorem i menadżerem kultury, pomysłodawcą Jarmarku Jagiellońskiego i jednym z inicjatorów oraz koordynatorów Nocy Kultury.

GRZEGORZ KONDRASIUK jest redaktorem naczelnym pisma internetowego "kulturaenter.pl", dziennikarzem, krytykiem teatralnym, dramaturgiem i blogerem. Asystent dyrektora artystycznego projektu Lublin ESK 2016. Pracuje w Warsztatach Kultury w Lublinie.

VLODKO KAUFMAN - (ur. 1957) jest artystą ukraińskim, z wykształcenia architektem, współzałożycielem Stowarzyszenia Artystycznego "Dzyga" oraz Instytutu Sztuki Aktualnej. Autor ponad 20 wystaw. Mieszka i pracuje we Lwowie.

RAFAŁ KOZIŃSKI (ur. 1976) jest menadżerem kultury, animatorem życia kulturalnego w Lublinie. Organizował festiwale "Zdarzenia", "Theatrograf", był współtwórcą projektów "Jarmark Jagielloński" i "Ulica Myśli". Od 2007 roku twórca i koordynator Nocy Kultury w Lublinie. Jest także prezesem polsko-ukraińskiej Fundacji Trans Kultura.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]