Z prawdziwą przyjemnością zobaczyłem na okładce ostatniego "TP" prowokacyjny tytuł "Bóg umarł". Wewnątrz bardzo ciekawa analiza prof. Hartmana i... (nie wiem, czy można to nazwać polemiką, odpowiedzią, komentarzem) tekst abp. Życińskiego. O ile pierwszy artykuł jest lekturą prawdziwie inspirującą (niezależnie, czy się z jego tezami zgadzać, czy nie), to drugi wydaje się z zupełnie innej bajki. Arcybiskup, wyrywając z kontekstu pojedyncze zdania, czy wręcz robiąc niemal osobiste wycieczki w kierunku autora, wydaje się zupełnie rozmijać z przewodnią myślą Hartmana. Fragmenty o kenozie Boga i Kościoła nijak się mają do diagnozy człowieka poreligijnego, postawionego przed tragicznym wyborem między pustką tradycji, zamknięciem relatywizmu i obojętnością. Przywoływanie prof. Kołakowskiego czy ks. Halika, których sądy miałyby jakoby legitymizować optymizm abp. Życińskiego w kwestii współczesnej kondycji i przyszłości chrześcijaństwa, jest raczej chybione, jeśli wziąć pod uwagę całe dziedzictwo ich myśli w tych kwestiach.
Po raz kolejny odniosłem przykre wrażenie, które nieraz towarzyszy mi po wyjściu z niedzielnej Eucharystii z kazaniem: oto w konfrontacji ze współczesnym światem, czy to jego myślą, czy wydarzeniami, odpowiedzią Kościoła pozostaje ubranie wszystkiego w ciepłą papkę dobrotliwych zapewnień, że wszystko będzie dobrze (czyli po staremu), przyprawioną paternalizmem i okraszoną zapewnieniem, że przecież ostatecznie i tak to My mamy (jedyną) rację.
Łącząc życzenia odwagi w podobnych konfrontacjach na przyszłość, pozostaję z poważaniem,
Piotr Wasylczyk, Warszawa
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














