Nieprawda, że jakoś to będzie

O. Grzegorz Chrzanowski, filozof: Bycie chrześcijaninem to nie tylko spełnianie praktyk religijnych, ale też sposób takiego życia i postępowania, by nie szkodzić sobie i innym.
Ojciec Grzegorz Chrzanowski, Kraków, maj 2016 r. / Fot. Kamila Zarembska
Ojciec Grzegorz Chrzanowski, Kraków, maj 2016 r. / Fot. Kamila Zarembska

MICHAŁ KUŹMIŃSKI I ARTUR SPORNIAK: W 2008 r. Penitencjaria Apostolska uznała zatruwanie środowiska za grzech śmiertelny. Polacy spowiadają się z ekologii?

O. GRZEGORZ CHRZANOWSKI: Na podstawie doświadczenia spowiednika mogę powiedzieć, że bardzo rzadko. Mimo że żyję w Krakowie; mieście zajmującym jedno z najwyższych miejsc w Europie pod względem zanieczyszczenia powietrza, nigdy nie usłyszałem tu, żeby ktoś spowiadał się z palenia śmieciami. Osobiście uważam, że to poważna przewina. I w mojej rodzinie, i wśród przyjaciół byłem świadkiem przypadków chorób płuc, w tym raka, o których wiadomo, że do ich powstania przyczynia się zatrute powietrze.

Według Światowej Organizacji Zdrowia z powodu smogu rocznie umiera przedwcześnie ok. 400 krakowian. Organizacja Health and Environment Alliance twierdzi, że smog odpowiada tu za 12 do 35 proc. przypadków raka płuc.

Za każdym więc razem, gdy myślę o kimś, kto bezmyślnie i łatwo się usprawiedliwiając kwestiami ekonomicznymi pali śmieciami, ogarnia mnie gniew nie tylko duszpasterski, ale też osobisty: moja rodzina ucierpiała być może właśnie z tego powodu. Bycie chrześcijaninem to nie tylko spełnianie praktyk religijnych, ale też sposób takiego życia i postępowania, by nie szkodzić sobie i innym.

Usprawiedliwiając się kwestiami ekonomicznymi, Polacy chętnie usuwają też filtry ze swoich aut z silnikiem diesla, wyrzucają śmieci do lasu. Grzech?

W teologii moralnej rozróżniamy grzechy ciężkie i lekkie. To ważne rozróżnienie, inaczej grozi nam nadmierna skrupulatność. Więc jeśli nawet miałyby to nie być grzechy szczególnie ciężkie, zachęcałbym do zastanowienia: gdy każdy popełnia nawet drobny grzeszek, czasem uznawany wręcz za przejaw sprytu – to staje się on powszechną praktyką, kumuluje się i prowadzi do groźnych skutków.

Skąd się to bierze? Z myślenia tylko o własnych korzyściach?

Trudno mówić o własnych korzyściach, bo przecież zatruwając środowisko, szkodzę też sobie. Zaoszczędzę na kosztach filtra czy opału, a potem będę musiał płacić za leczenie swoje albo członka rodziny.

Chcąc żyć moralnie, należałoby kupić hybrydowy samochód, żywić się droższym mięsem z hodowli zagrodowych, a nie tanim, z wielkich farm zatruwających środowisko i dręczących zwierzęta, zainwestować w pasywny dom... Żeby nie grzeszyć, trzeba mieć opasły portfel.

Nasze postępowanie dokonuje się zawsze w konkretnej sytuacji. Ktoś może jeździć nieekologicznym samochodem, bo na inny go nie stać. Ważne, żeby w miarę swoich możliwości dbał o to, o co jest w stanie zadbać. Nie stać mnie na hybrydowy samochód, ale po pewnym czasie mogę ulepszyć mój pojazd, w komunikacji miejskiej jeżdżą już ekologiczne autobusy, na które mogę się przesiąść, wielu ludzi wybiera też rower. Nawet w ograniczonych warunkach można coś zrobić.

Grzech ignorancji polegałby więc na braku refleksji, że mogę zrobić cokolwiek?

Na szczęście ignorancja w dziedzinie ekologii staje się coraz rzadsza. Powiedziałbym raczej, że to grzech braku roztropności. Większość ludzi, w tym pewnie ja sam, myśli: „jakoś to będzie, do tej pory się udawało”, „jestem ogólnie zdrowy, jeszcze nic mi nie zaszkodziło”. Nie posądzałbym nas o złą wolę, lecz o nieroztropność. Dopiero gdy ktoś w rodzinie umiera na raka, zaczynamy o tym myśleć.

Ktoś powie: „nie wiedziałem, że szkodzę, bo się nie interesuję, nie czytam gazet”. Czy poszerzanie stanu własnej wiedzy o świecie, samorozwój intelektualny można nazwać obowiązkiem moralnym?

I tak, i nie. Teologia moralna uczy, że ludzie mają się kierować sumieniem. Ktoś może powiedzieć, że jego sumienie nic mu nie wyrzuca, ale istnieje też obowiązek doskonalenia czy kształtowania własnego sumienia. Mamy obowiązek poznawać Ewangelię, myśleć o niej, zapoznawać się z nauczaniem Kościoła, zadawać w razie wątpliwości pytania, czytać. Sumienie trzeba dokształcać.

Natomiast powstaje pytanie, czy mamy obowiązek moralny dokształcania się w dziedzinie np. ochrony środowiska. Wprawdzie trudno mówić o ścisłym obowiązku – bo oznaczałoby to też np., że ktoś powinien go egzekwować, ale istnieją żywotne sprawy, które człowiek z racji roztropności życiowej powinien poznawać, jeśli chce przetrwać i zapewnić życie oraz zdrowie bliskim. W poważnych kwestiach dotyczących zdrowia rzeczywiście można powiedzieć, że jest to element kształtowania sumienia – tu powracamy na płaszczyznę etyczną.

Stan wiedzy szybko się dziś powiększa. Nie jesteśmy jej w stanie sami przyswoić, musimy zaufać pośrednikom. Może więc nasze pokolenie ma większy niż poprzednie obowiązek dbania o to, kogo słucha?

Żyjemy w czasach, gdy informację niesłychanie łatwo rozpowszechniać i mieć do niej dostęp. Ale znaczy to też, że każda głupota może zostać ogłoszona, spopularyzowana i znaleźć dużą grupę zwolenników. Musimy rozważnie wybierać autorytety. Nie można łudzić samego siebie.

Często jako argument za przyzwoleniem na eksploatację natury przywołuje się biblijny nakaz „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Co oznacza poddaństwo? Księga Mądrości Syracha podpowiada, jak traktować poddanego: „Jeśli masz sługę, postępuj z nim jak z bratem, ponieważ potrzebować go będziesz jak siebie samego” (Syr 33, 32)...

Świat, w którym żyjemy, jest – jak wierzymy – dziełem Boga. Człowiek ma go sobie podporządkowywać, ale to nie znaczy, że może go niszczyć, następnym pokoleniom zostawiając tylko spaloną ziemię. Do czynienia sobie ziemi poddaną można podejść dwojako: po franciszkańsku, czyli pozostawiając przyrodę samej sobie, albo po benedyktyńsku – uprawiając ogród. Można eksploatować zasoby ziemskie, uznając jedynie racje ekonomiczne, bez brania pod uwagę dodatkowych czynników. Można także, znajdując inspiracje w duchowości chrześcijańskiej, włączyć podejście ekologiczne. Pierwszy sposób, „franciszkański”, występuje wtedy, gdy staramy się zostawić naturę w jej pierwotnym stanie, co jest jednak możliwe tylko w niektórych miejscach i w ograniczonym zakresie. Wydobywanie surowców czy budowanie fabryk zawsze wpływa na lokalny ekosystem. Drugi, „benedyktyński”, jest analogiczny do uprawiania ogrodu. Korzystam z dobrodziejstw, które przynosi mi ogród, ale jednocześnie respektuję pewne reguły natury czy też niweluję w miarę możliwości szkodliwe skutki. Pierwszy i drugi mogą współistnieć, zakładając współpracę człowieka z naturą, a nie eksploatację, która prowadzi do niszczenia. Świat ma być przez nas kształtowany, ale roztropnie.

Słyszymy: „Polska jest skazana na węgiel”. Ale co zrobić, gdy na jednej szali jest emisja CO2, której konsekwencje niosą katastrofalne skutki, a na drugiej egzystencja rodzin polskich górników?

Jak mówiłem, działamy zawsze w konkretnej sytuacji. Jeśli nie jesteśmy w stanie zadbać o poprawę z dnia na dzień, musimy starać się o zmianę stopniową. Być może przez pewien czas nie będzie jeszcze innego wyjścia niż korzystanie z węgla, ale ci, którzy podejmują decyzje dotyczące całych wspólnot, muszą ważyć wszystkie konsekwencje dla ludzi – choćby zdrowotne. Mamy obowiązek sterować rozwojem, podejmować decyzje, a nie zdawać się na bierne „jakoś to będzie”.

Skutkiem nieuczciwości materialnej jest sprawienie, że ktoś będzie biedniejszy. A nieuczciwości intelektualnej?

Również to, że ktoś stanie się biedniejszy. I to nie tylko w tym sensie, że będzie gorzej poinformowany. Bo wiedza naukowa ma przełożenie na sprawy bardzo praktyczne: ekonomię, technologię, przemysł czy medycynę – a to już dotyka ludzkiego życia i zdrowia. Sprawa jest prosta. Brak uczciwości intelektualnej to po prostu kłamstwo.

Jak sformułowałby Ojciec ekologiczny przypis do rachunku sumienia?

Dotyczyłby on piątego przykazania, pytania o ochronę ludzkiego życia. Bo w ekologii chodzi również o człowieka. Pytałbym: czy nie podejmuję działań, które szkodzą mojemu i innych życiu lub zdrowiu? Czy nie szkodzę planecie, na której żyjemy? Innej planety przecież nie mamy. ©℗

GRZEGORZ CHRZANOWSKI jest dominikaninem, doktorem filozofii, pracuje w Katedrze Filozofii Religii na Wydziale Filozoficznym UPJPII.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2016