Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Niemiec patrzy na obóz

Niemiec patrzy na obóz

20.01.2014
Czyta się kilka minut
W powieści „Café Auschwitz” czterdziestoparoletni nauczyciel niemieckiego, Axel Amberg, spotyka w kawiarni byłego więźnia obozu Janusza Cichockiego.
Fot. Max Lautenschlaeger
P

Początkowo nie chce podjąć z nim rozmowy, jednak gdy już daje się do tego przekonać, jego bezbarwne życie zyskuje nową oś, wokół której będą osnute wszystkie jego działania: od podróży do Auschwitz razem z Januszem, poprzez nowe tematy lekcji, aż po „śledztwo” tropami nazistowskiego zbrodniarza.

MAŁGORZATA ŻYTYNIEC: Skąd pomysł na książkę?
DIRK BRAUNS: W 2005 r. przyjechałem do Polski jako korespondent gazety „Berliner Zeitung”, a następnie pracowałem dla „Wirtschaftswoche”. Rok później miałem wypadek, po którym musiałem spędzić sporo czasu w szpitalu i w domu. Dobra okazja, by porozmyślać nad swoim dotychczasowym życiem. Już od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem, by skończyć z dziennikarstwem. Moim ostatnim tekstem przed wypadkiem był reportaż o warunkach inwestowania w Oświęcimiu. To, czego tam doświadczyłem, np. rozmowy z burmistrzem miasta, zrobiło na mnie duże wrażenie.
W swojej książce zamierzałem początkowo opisać wyłącznie teraźniejszość tego miasta, nie zaś obóz zagłady oraz losy więźniów. Miałem odczucie, że o historycznej rzeczywistości Ausch­witz nie mógłbym powiedzieć nic nowego. Po wielu miesiącach zbierania materiału oraz wielu rozmowach doszedłem jednak do wniosku, że nie mogę tak postąpić. Przypominam sobie rozmowę z pewnym miejscowym księdzem. Powiedziałem mu, że ludzie w Oświęcimiu posiadają fascynującą siłę. Odpowiedział, że ta siła płynie z obozu. Miał na myśli przymus, by w tym mieście wyemancypować się od przeszłości, z którą trzeba się ciągle konfrontować. To był impuls do zmiany o 180 stopni. Potem spotykałem się z wieloma byłymi więźniami i prowadziłem z nimi rozmowy. W ten sposób powstała fikcyjna opowieść, tocząca się wokół historii głównego bohatera Janusza.
Dlaczego wybrał Pan akurat tytuł „Café Auschwitz”? Brzmi bardzo prowokująco.
Mam zwyczaj, by w trakcie pracy mieć w zapasie kilka tytułów. To taka moja zawodowa namiętność. Początkowo książka miała nosić tytuł „Przesuwacz cieni” („Der Schattenschieber”). Po niemal trzech latach pracy tytuł „Café Ausch­witz” wydał mi się jednak bardziej odpowiedni. Wiele dyskutowałem o nim z moimi polskimi przyjaciółmi, którzy uważali go za prowokujący, a właściwie mi go odradzali. Ktoś powiedział nawet, że to rodzaj tytułu pasującego do niemieckiej gazety bulwarowej „Bild-Zeitung”. W końcu doszedłem do wniosku, że ten tytuł dobrze streszcza opisaną w książce historię. Bohaterowie spotykają się w kawiarni, co jest punktem wyjścia powieści.
W Pana książce widać nawiązanie do filmu „A na koniec przyszli turyści” opowiadającego m.in. o dzisiejszym mieście Oświęcim, którego mieszkańcy żyją w cieniu obozu zagłady i muszą zmierzyć się z brzemieniem przeszłości. Czy w trakcie pracy nad książką wiedział Pan o tym filmie?
Tak. Byłem w Warszawie na polskiej premierze tego filmu. W tamtym czasie pracowałem właśnie nad swoją książką. Film mi się podobał, zaś podobieństwa do mojej powieści są bardzo wyraźne.
Dlaczego Pańska książka nie ukazała się najpierw po niemiecku, tylko od razu w polskim tłumaczeniu? Czy niemieckie wydawnictwa nie były nią zainteresowane?
Poważane niemieckie wydawnictwa były jak najbardziej zainteresowane wydaniem mojej powieści. Pewne renomowane wydawnictwo chciało włączyć ją do swojego programu. Jednak podczas spotkania, które odbyło się latem i na którym miała zapaść ostateczna decyzja co do programu wydawniczego, kierownik działu beletrystyki nie był w stanie przeciwstawić się zwierzchnikom. Byłem wtedy na urlopie i czekałem niecierpliwie na telefon od niego. Zamiast tego dostałem maila, w którym napisał, że jest mu bardzo przykro, ale książka nie może się ukazać. Tak książka trafiła do szuflady. Lecz potem przeczytała ją Zofia Posmysz, pisarka i dawna więźniarka obozu Auschwitz. Była zdania, że powieść musi się koniecznie ukazać w Polsce i walnie przyczyniła się do tego, że tak się mogło stać.
Co oznaczało zajmowanie się tym tematem dla Pana jako Niemca? ­Jaką rolę odgrywa Auschwitz w dzisiejszej niemieckiej kulturze pamięci?
Wprawdzie minęło już trochę czasu od ukazania się książki, jednak jak przedtem, tak i teraz unikam generalizujących opinii o niemieckiej kulturze pamięci. Za wspaniałą i ważną uważam jednak pracę, którą w Miejscu Pamięci i Muzeum Auschwitz--Birkenau oraz poza nim wykonuje wiele polskich i międzynarodowych, w tym również niemieckich organizacji.
Jaką rolę odgrywało przy pisaniu książki Pańskie pochodzenie z byłej NRD? W NRD patrzono przecież na II wojnę światową przez pryzmat obowiązującej wówczas doktryny antyfaszystowskiej...
Bardzo dużą. Myślę, że powieść ta stała się specyficznie wschodnioniemiecką książką o Auschwitz i prawdopodobnie jest to przyczyną jej spóźnionej recepcji w Niemczech. W Niemczech Zachodnich temat „Au­schwitz” był tak intensywnie przerabiany w szkołach, że uczniowie ledwie mogli wytrzymać to ciągłe przypominanie im o niemieckiej winie. Obywatelom Niemiec Wschodnich temat wprawdzie też był znany, jednak z zupełnie innego punktu widzenia. W NRD podkreślano nie niemiecki, lecz jego ideologiczny aspekt. Było to dobrą wymówką, by nie zajmować się kwestią winy. W NRD – taka była oficjalnie uznana wersja – ukarano złych faszystów, podczas gdy w Niemczech Zachodnich mogli oni bez przeszkód kontynuować swoją naganną moralnie działalność. Ta część niemieckiej historii dogoniła nas dopiero po 1989 r.
Pytałam o Niemców, czas na pytanie o Polaków. Jak Polacy, Pańskim zdaniem, patrzą na Auschwitz?
Podczas zbierania materiałów do powieści uderzyło mnie, jak ogromny problem z dawnym obozem zagłady ma dzisiejsze miasto Oświęcim. Z tego powodu w niektórych częściach miasta nie można np. otworzyć dyskotek czy klubu. Jednak mieszkający tam ludzie chcą prowadzić normalne życie. To nieprawdopodobnie trudna ekwilibrystyka.
A rola Auschwitz w stosunkach polsko-niemieckich?
Ostatnio w niemieckich gazetach pojawia się wiele artykułów na ten temat z okazji rocznicy wyzwolenia obozu. W gazecie „Die Zeit” przeczytałem reportaż jednego z kolegów, którego uważam za mądrego człowieka. Wyraża on tam – słuszną zresztą – opinię, że należy być wdzięcznym Armii Czerwonej za wyzwolenie obozu. Dla niego jest to powodem, by każdego roku w sylwestra udać się pod Pomnik Żołnierzy Radzieckich w Berlinie-Pankow, żeby im podziękować. Rytuał ten uważam za dziwaczny i osobliwy. Niemcy ciągle jeszcze chętnie spoglądają na „wielkiego” partnera Rosję, pomijając przy tym Polskę. Zapomina się przy tym o wrażliwości narodu polskiego. Uświadomiłem sobie to na nowo, czytając w wydaniu internetowym „Die Zeit” reakcje polskich i polsko-niemieckich czytelników. Istnieje specyficznie polskie podejście do Auschwitz. Ważne jest, że Polacy konsekwentnie protestują, gdy mowa jest np. o „polskich obozach zagłady”.

SPOTKANIE Z DIRKIEM BRAUNSEM
Z okazji obchodzonego 27 stycznia Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holocaustu Fundacja Konrada Adenauera i Fundacja Judaica – Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie serdecznie zapraszają na dyskusję poświęconą książce „Café Auschwitz” z udziałem autora Dirka Braunsa, pisarki i byłej więźniarki KL Auschwitz i KL Birkenau Zofii Posmysz oraz dyrektora Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu Leszka Szustera. Spotkanie poprowadzi dyrektor Fundacji Judaica Joachim S. Russek.
Dyskusja odbędzie się 24 stycznia br. (piątek) o godz. 18.00 w Centrum Kultury Żydowskiej na Kazimierzu w Krakowie przy ul. Meiselsa 17. Organizatorzy spotkania zapewniają tłumaczenie symultaniczne na język polski i niemiecki. Po części oficjalnej zapraszamy na rozmowy w kuluarach. Bardzo prosimy o potwierdzenie obecności telefonicznie (22 / 845 93 30) lub pod adresem mailowym (kas@kas.pl).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]