Nie byłem „Lwem”

„TP” 11/12
Czyta się kilka minut

W okresie wielkanocnym rozważam czasami jedną z niejasnych dla mnie sytuacji z Ewangelii – przesłuchanie Jezusa przez Piłata:
Jezus: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”.
Piłat: „Cóż to jest prawda?”.
A Jezus nie odpowiedział. Dlaczego? Przecież musiał wiedzieć.

Jestem profesorem fizyki, epistemologia nie jest moją specjalnością. Ciężkie doświadczenia ostatnich lat sprawiły, że mam coś tu do powiedzenia. W latach 1980–89 byłem kilkanaście razy przepytywany przez służbę bezpieczeństwa. Przesłuchania te były z jednej strony wynikiem składanych na mnie donosów, a z drugiej były związane z moją aktywną naukową działalnością międzynarodową. Byłem traktowany jako element antysocjalistyczny, nigdy nie proponowano mi współpracy i w najmniejszym stopniu współpracy nie podjąłem.

W listopadzie 2005 r., na podstawie noty IPN wydanej znanej działaczce Solidarności, zostałem pomówiony o współpracę z SB. W nocie tej stwierdzono, że jako tajny współpracownik „Lew” dostarczałem lub analizowałem dane na temat pokrzywdzonej. Ponieważ zarówno poprzedni prezes IPN-u, jak i uniwersyteccy lustratorzy wielokrotnie twierdzili, że istnieją dowody mojej winy, moją strategią obrony było uzyskanie dostępu do tych dokumentów i wykazanie ich fałszywości. Ostatecznie, dzięki nowelizacji ustawy o IPN, mogłem złożyć oświadczenie autolustracyjne. Sąd przesłał je do Oddziału Śledczego IPN w Krakowie z prośbą o zabranie stanowiska. Prokurator dokonał niezwykle drobiazgowej kwerendy we wszystkich oddziałach wojewódzkich IPN w Polsce, w materiałach SB dotyczących Instytutu Badań Jądrowych w Świerku oraz w zbiorach WSW wyodrębnionych przez IPN z MON. Przeanalizował również materiały wielu operacji SB na UJ, zawartość teczek tajnych współpracowników na Uniwersytecie Jagiellońskim, materiały dotyczące wszystkich pracowników Instytutu Fizyki UJ w latach 1982–1990 oraz przesłuchał czterech funkcjonariuszy b. SB.

Ostatecznie prokurator IPN wnioskował do Sądu o stwierdzenie, że złożyłem prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Jest to prawdopodobnie pierwszy taki przypadek, że IPN przyznał się, iż świadomie, wielokrotnie oczernił niewinnego człowieka. Uzasadnienie jest miażdżące dla krakowskiego pionu śledczego IPN-u i dla uniwersyteckich lustratorów. Stwierdza się, że nie znaleziono najmniejszego dowodu na to, iż współpracowałem z SB, a w szczególności, że nie znaleziono żadnych materiałów mojego autorstwa ani żadnych dokumentów świadczących, nawet pośrednio, o tym, aby SB uzyskała ode mnie jakieś informacje. Oznacza to, że oszkalowanie mnie było oparte na umyślnym, całkowicie świadomym kłamstwie.

Dlaczego wielu – nie mam tu na myśli zwykłych karierowiczów, ale naukowców – tak bezkrytycznie przyjęło wersję IPN-u? Dlaczego świadomie potwierdzali, powołując się na własne badania naukowe, nieprawdę o istnieniu dowodów na moją współpracę z SB? Znajduję tylko jedną odpowiedź. Zastąpili oni prawdę obiektywną „prawdą historyczną”, w myśl której czasami skazuje się tysiące niewinnych ludzi, aby nawet jeden winny nie uniknął kary. Dążenie do poznawania prawdy obiektywnej jest cechą ludzi o sumieniach prawych.

Relatywizowanie prawdy w ramach panoszącego się „historycyzmu” było zdecydowanie krytykowane przez Jana Pawła II, który pisał, że jest to droga do nihilizmu, negującego transcendentność wszelkich zasad moralnych. Faktycznie, w systemach demokratycznych zasady te bywają obecnie często określane na podstawie wyników sondaży. Może się więc wydawać, że walka o prawdę obiektywną jest centralnym zadaniem naszej cywilizacji. Ale czy dociekanie prawdy się opłaca, czy jest na nią popyt, czy jest jeszcze potrzebna? Po doświadczeniach ostatnich sześciu lat zacząłem w to wątpić. Zapadłem na zdrowiu, zniszczono moją karierę zawodową, zniesławiono w kraju i za granicą. Ponieważ w zasadzie jako jedyny z oskarżonych o współpracę na Uniwersytecie tak zdecydowanie podważałem wiarygodność spadkobierców dorobku i kontynuatorów tradycji byłej SB, stałem się wrogiem publicznym i najbardziej zatwardziałym agentem na mojej Alma Mater. Mimo to uważam, że tak trzeba i warto było tak postępować. Gdybym, jak mi proponowali życzliwi, przyznał się do współpracy, przeprosił i wynagrodził krzywdy, prawdopodobnie wszystko zostałoby zapomniane i wybaczone. Ale czy wtedy mógłbym patrzeć w lustro bez obrzydzenia?

Wracając do pytania: dlaczego Jezus nie wyjaśnił Piłatowi, co to jest prawda? Nie wiem. Ale być może nawet Bóg uważa, że z ludźmi, którzy nie czują lub nie wiedzą, co to jest prawda, rozmowa nie ma sensu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2012