Od afirmacji do dialogu

Spór o istnienie polityki wobec historii i pamięci nie ma sensu. Ona była, jest i będzie. Sens ma spór o to, jak definiować taką politykę i jak ją uprawiać w społeczeństwie demokratycznym.
Czyta się kilka minut

W okresie PRL-u polityka wobec historii podporządkowana była ideologii. Po roku 1989 po raz pierwszy ujęto ją w ramy definicyjne na początku XXI wieku. Negatywnym punktem odniesienia nie stała się peerelowska ideologizacja historii, lecz opozycyjna idea krytycznego patriotyzmu, a wraz z nim cały nurt polskiego myślenia, korzeniami sięgający do krakowskiej szkoły historycznej, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, kończąc na Janie Błońskim i Jerzym Jedlickim. Istotą tzw. nowej polityki historycznej stała się neoendecka teza o potrzebie afirmacji historii narodowej. W ten sposób starano się narzucić model jednej, hegemonialnej pamięci „wszystkich Polaków”, definiowanych jako monolityczny naród.

W zderzeniu z taką praktyką rozumienia polskiej historii rozgorzał spór, który z różnym nasileniem trwa do dzisiaj. Jego sedno odnosi się do sposobu i metod interpretowania przeszłości oraz roli pamięci kulturowej, sprowadzanej najczęściej do jednopłaszczyznowego wymiaru polityki wobec historii czy „wspólnoty pamięci”. W praktyce najważniejsze pola dyskusji wyznacza spór o interpretację: narodu, PRL-u, znaczenia tradycji lewicowych i prawicowych w historii Polski, roli Kościoła katolickiego, oceny spuścizny I i II Rzeczypospolitej, roli mniejszości narodowych ze szczególnym uwzględnieniem społeczności żydowskiej.

Miarą demokratycznego społeczeństwa jest wielość upodmiotowionych aktorów, którzy mogą politykę wobec historii/pamięci współkreować, nie naruszając akceptowanego społecznie pola dialogu w ramach zamieszkiwanego przez siebie państwa. „Akceptowane pole dialogu” zawierać powinno w sobie najszersze spektrum interpretacji przeszłości. Jawnie centralistyczne, etatystyczne postulaty prowadzą do tego, że pozostawia się politykom główną rolę w formowaniu poglądów na przeszłość.

Polityka wobec historii ma również wymiar zagraniczny. Pod pretekstem potrzeby „wspólnej pamięci Europy” dochodzi do zderzenia hegemonialnych narodowych dyskursów pamięciowych. Wykorzystując przewagę potencjałów (gospodarczych, politycznych) tworzy się niebezpieczeństwo zawłaszczania pamięci. Odpowiedzią na takie tendencje jest uprawianie transgranicznej polityki wobec historii. Jej sens polega na zachowaniu autonomii poszczególnych (nie tylko narodowych) wspólnot pamięci. Należy im się respekt w stosunku do ich wspomnień/ /doświadczeń oraz wspomnień/doświadczeń innych.


ROBERT TRABA jest historykiem i kulturoznawcą. Dyrektor Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, specjalista w dziedzinie historii Europy Środkowo-Wschodniej oraz stosunków polsko-niemieckich. Redaktor naczelny kwartalnika „Borussia”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2012