Nie obrażajmy hien

Jestem zbulwersowana zamieszczeniem tekstu Konrada Piaseckiego „Czy jesteśmy hienami”.
Czyta się kilka minut

Po przeczytaniu tego tekstu i braku komentarza Redakcji zadaję sobie pytanie, czy „Tygodnik” jest tytułem, który chcę prenumerować i czytać. Jeżeli Redakcja aprobuje i korzysta z metod opisanych przez Konrada Piaseckiego, to chyba podziękuję i rozstanę się z „Tygodnikiem”.

Odpowiadam na pytanie zadane w tytule „Czy jesteśmy hienami?” – tak, ludzie postępujący tak jak dziennikarze i reporterzy, a także część polityków, w stosunku do dramatu, jaki się rozegrał w Poznaniu, zachowali się gorzej niż hieny. Porównanie do hien obraża te zwierzęta, hieny zachowują się tak, by przeżyć, a część ludzi mediów i politycy chcą na tym zbić kapitał polityczny lub za wszelką cenę podnieść popularność swojego medium.

Zawsze trzeba być człowiekiem!

Pan Piasecki pewnie też aprobowałby robienie zdjęć i nagrywanie, gdyby na jego oczach ktoś mordował drugiego lub próbował popełnić samobójstwo. Nie człowiek, nie pomoc, tylko materiały są ważne. To może bandyci też mają obsesję, odruch krzywdzenia innych i też im trzeba wybaczyć?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2012