Reklama

Ładowanie...

Nie jest aż tak źle

Nie jest aż tak źle

10.10.2004
Czyta się kilka minut
W wypowiedziach o polskiej nauce niepokoi przekonanie wielu autorów, że tak źle jak teraz nie było nigdy, a sytuacja pogarsza się z roku na rok. Przykładem może być wywiad prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego (“Gazeta Wyborcza" z 29 lipca 2004 r.), w którym stwierdza on, że polska nauka ma się marnie od 1990 r., kiedy wprowadzono reformę ministra Leszka Balcerowicza. Niezależnie od intencji autora, takie stwierdzenie jest krytyką wszystkiego, czego dokonano w organizacji nauki po roku 1989. Krytycy obecnego stanu nauki zapominają, jak wielkim przełomem było wprowadzenie finansowania konkretnych projektów, a nie tylko instytucji, stosowanie zasady konkurencji i zobiektywizowanej - a nie uznaniowej - oceny wartości osiągnięć naukowych. Właśnie te zmiany obnażyły kiepski stan polskiej nauki, poprzednio maskowany z powodu braku obiektywnych kryteriów oceny.
T

To zadziwiające, że wspomniany wywiad jest komentarzem do artykułu D. A. Kinga w “Nature" z 15 lipca 2004 r. Rzeczywiście, Polska jest tam wymieniona na dalekim 21. miejscu, ale jest i druga strona medalu, którą zauważył Andrzej Białas (“TP" nr 40/04): dobra jakość polskiej nauki w stosunku do naszego produktu krajowego brutto (PKB). Jeszcze bardziej pouczające jest porównanie liczb publikacji, częstotliwości cytowań oraz 1 proc. najczęściej cytowanych publikacji w latach 1993-97, a następnie 1997-2001. Absolutne wartości liczbowe są mało ważne, ponieważ z upływem lat nauka na całym świecie rozwija się i wszystkie liczby rosną. Ważniejszy jest udział Polski w aktywności naukowej całego świata. Przedstawia się on następująco: w publikacjach 1,04 i 1,18, w częstotliwości cytowań 0,57 i 0,71, zaś biorąc pod uwagę 1 proc. najlepszych publikacji: 0,49 i 0,61 (odpowiednio dla porównywanych okresów, wszystkie dane w procentach). Z danych wynika, że jesteśmy w grupie krajów o słabszej nauce, bo mamy wyższy udział w liczbie publikacji, które wcale nie muszą być ważne i ciekawe, a znacznie niższy w dwóch pozostałych kategoriach, czyli tych, które mają rzeczywiste znaczenie dla dalszego postępu w nauce. Widać jednak wyraźnie, że nasz udział rośnie. Szkoda, że w Polsce nie prowadzi się rzetelnych analiz tego rodzaju, bo mogłyby one precyzyjnie wykazać, czy i jakie zmiany zasad finansowania nauki, wraz z utworzeniem KBN, przyczyniły się do podwyższenia jakości naszych badań - niezależnie od kłopotów, spowodowanych stale malejącymi nakładami. Analiz takich nie prowadził nawet sam KBN (obecnie Ministerstwo Nauki i Informatyzacji). Można się więc obawiać, że wprowadzane nową ustawą zmiany finansowania nauki opierają się bardziej na licznych głosach krytykujących stan obecny, niż na rzetelnej ocenie zalet i wad dotychczasowego systemu.

Przytoczone dane potwierdzają tylko to, co widoczne jest gołym okiem. Dzięki indywidualnym dotacjom KBN, młodzi i początkujący uczeni mają szansę realizacji pomysłów naukowych, które w skomplikowanych, hierarchicznych strukturach problemów węzłowych i resortowych z lat 70. i 80. rzadko i tylko z wielkim trudem mogły się tego doczekać. Poza tym nigdy przedtem młodzi Polacy nie mieli tyle, co obecnie możliwości wyjazdów za granicę jako studenci, doktoranci czy młodzi uczeni po doktoracie. Niezależnie od tego, jak bardzo narzekają, przynoszą do kraju wiedzę, umiejętności i zdobyte w wysoko rozwiniętych krajach przekonania, jak powinna wyglądać nauka i uniwersyteckie nauczanie. I dlatego, mimo malejących nakładów na naukę, jej stan nie jest tak bardzo zły, jak można by oczekiwać. Jeśli mamy iść dalej, to należałoby za radą Karola Życzkowskiego i Aleksandra Wittlina (“TP" nr 38/04) korzystać z zagranicznych recenzentów przy przydzielaniu dotacji na badania i przyjmowaniu na profesorskie stanowiska. A tak naprawdę, to nie trzeba wymyślać nic nowego, tylko przypatrzyć się, jak organizują naukę np. Finowie i Szwedzi.

ADAM ŁOMNICKI (Kraków)

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]