Ramę zaś tworzy odautorska narracja prowadzona w chwili, gdy referendum ma rozstrzygnąć o naszej obecności w Unii. Opowieść o perypetiach z podjętym właśnie remontem mieszkania, którym kieruje pani architekt o egzotycznym imieniu Izaura, odczytywać można zresztą w planie zarówno realistycznym, jak i metaforycznym...
Sam autor sięga we wprowadzeniu po terminologię krawiecką: “Przygotowując się do remontu mieszkania, robiłem porządki i odkryłem w szufladach różne teksty. Chciałem zrazu posegregować te papiery według tematów (...). Jedną teczkę oznaczyłem etykietką »ćwiczenia europejskie« i odkładałem tam bruliony przywiezione z podróży do kilku krajów. W pewnej chwili spostrzegłem, że powstaje z tego książka, robi się właściwie sama, jest mniej więcej w takim stanie jak skrojone materiały na garnitur u krawca. Trzeba było tylko zebrać do reszty i zszyć poszczególne kawałki". I dodaje: “Nie zszywałem ich mocnym ściegiem. Raczej przyfastrygowałem wątłymi nitkami". Jednak “wątłe nitki" okazują się ważne, bowiem zawierają dodany po latach komentarz do tekstów pisanych pod wpływem bieżących wydarzeń, często na zamówienie organizatorów rozmaitych międzynarodowych spotkań czy sympozjów.
***
Pierwsze z tych spotkań odbyło się w maju 1988 w Berlinie Zachodnim, gdy Europa podzielona była jeszcze na dwa niewzruszone bloki i nikt nie spodziewał się rychłej zmiany. Stąd pewnie temat ramowy: “Sen o Europie", jako że jedność europejska zdawała się wtedy sennym marzeniem. Motyw snu jest zresztą, dodajmy, Bocheńskiemu bliski i w tej książce wielokrotnie powraca (“bez podróży i snów u mnie ani rusz"). Zakończenie jego berlińskiej wypowiedzi, podszyte wisielczym nieco humorem, okazało się prorocze. “Podział Europy - mówił - nie tylko można przezwyciężyć, ale już dziś jest on przezwyciężany codziennie w dość dziwny sposób. Po prostu jedna z części, ta, w której żyję, stopniowo się rozpada. Co się z tego wyłoni, nie wiem".
O tym, co się wyłoniło, opowiadają dalsze teksty. Ich tematem jest zjednoczenie Niemiec (znów Berlin, luty 1990), dialog z Rosjanami (Radziejowice, kwiecień 1990 - spotkanie zorganizowane z inicjatywy ś.p. Wiktora Woroszylskiego), wolność słowa i niezależność prasy (Isłocz na Białorusi, wrzesień 1995), przede wszystkim jednak dwa krwawe konflikty, które położyły się cieniem na ostatniej dekadzie minionego stulecia.
“Europski patent", datowany “Warszawa, Bled, Zagrzeb, Karlovac, maj-sierpień 1992", dotyczy wojny bałkańskiej, potraktowanej jako “szczególny i straszny wynalazek epoki przemian", wskrzeszenie wygasłej już - zdawało się - w Europie tradycji. “Ta wojna toczy się - niezależnie od wpływu wszelkich możliwych manipulantów, udziałowców i podżegaczy z zewnątrz - niejako na własne życzenie uczestników, z głębokiej potrzeby wolnych bądź co bądź ludzi, którzy uzyskawszy możność decydowania o sobie, wyzwolili przede wszystkim najciemniejszą stronę swojej natury, ożywili atawizmy, uśpione bóle, urazy, fobie, mściwe nienawiści i żądze rozkosznych okrucieństw".
Autor relacjonuje rozmowy ze Słoweńcami, Chorwatami, Bośniakami i Serbami, wraca też do dawnej lektury powieści Ivo Andricia “Most na Drinie". Most wzniesiony w XVI wieku przez Turków w Wyszegradzie stał się u Andricia centrum opowieści o dziejach Bośni. U początków wspaniałej budowli była okrutna śmierć wbitego na pal serbskiego chłopa-buntownika. Nowa wojna każe dodać do tej opowieści jeszcze jeden rozdział, zaczerpnięty z raportu Specjalnego Sprawozdawcy ONZ Tadeusza Mazowieckiego. To relacja muzułmańskiej rencistki z Wyszegradu, która w kwietniu 1992 “obserwowała przez 36 godzin z okna swego domu, jak wojska serbskie dokonywały grupowych straceń na starym moście wyszegradzkim... Grupy ludzi przywożono, według relacji, samochodem i zabijano na moście co 30-60 minut". Czy jest jakaś droga wyjścia z tego koszmaru? Tylko jedna: przerwanie ciągnącego się przez wieki łańcucha krzywdy i zemsty, rezygnacja z wendety, “odstąpienie od pościgu za diabłem".
“Wewnętrzna sprawa Rosji" (tekst datowany: “Warszawa, grudzień 1994 - luty 1995") to z kolei notatki o wojnie w Czeczenii, traktowanej przez autora jako początek trzeciej wojny światowej, zapalnik uruchamiający reakcję łańcuchową, która odtąd toczyć się będzie w sposób mniej lub bardziej widoczny, przekraczając granice nie tylko geograficzne, wchłaniając i rozpalając na nowo tlące się już wcześniej konflikty. W dopisanym po dziesięcioleciu komentarzu Bocheński włącza w ten złowieszczy cykl także i zamachy na Nowy Jork czy Madryt oraz wojnę w Afganistanie i w Iraku, a znana nam ze słynnego obrazu Delacroix, personifikująca wolność dziewczyna z obnażoną piersią, “dziewiętnastowieczna romantyczka, która spóźniła się na Kaukaz", ustępuje miejsca terrorystce opasanej materiałami wybuchowymi, która przychodzi wysadzić teatr z publicznością. Wojna trwa i prędzej czy później uderzy także w Europę siedzącą przy telewizorach, żyjącą złudzeniem, że można zachować luksus niedokonywania żadnych wyborów.
***
“Sen o Europie" się ziścił, po dziewięciu latach od spotkania w Berlinie Zachodnim - jeszcze w cieniu Muru - Jacek Bocheński wraca do tamtego wystąpienia. “Ćwiczenie jedenaste", zatytułowane “Pisarz na przełomie czasów", to dwa teksty w jednym, wygłoszone w Darmstadt (gdzie tematem było “Samostanowienie Europy") i we Wrocławiu. Teraz problemem jest nie tyle przyszłość polityczna kontynentu, ile zanik łączącej go wspólnoty duchowej. Jak dalece - pyta autor - upadek komunizmu spowodował w psychice ludzkiej odrzucenie wszelkiej communitas? “Czy żadna wspólnota i żadna wspólność nie będą już odtąd możliwe do przyjęcia, czy wyobrażalna jest tylko osobnicza samotność i tylko egoizm?". Czy istnieje nadzieja na odrodzenie europejskiego, albo lepiej - humanistycznego porządku duchowego?
Niepokój płynący z tych pytań oraz niezgoda na świat, w którym “kicz i arcydzieło zamieniają się miejscami", a “różnica między książką kucharską, »Boską komedią« i biografią piłkarza niknie", bo “wszystko jest sobie równe, idzie tylko o to, ile czego można sprzedać", stanowią jednak wyróżnik europejskości właśnie. Wedle jednej z definicji prawdziwy Europejczyk to ten, kto nie jest z Europy zadowolony. A kwestionowanie status quo należy do najważniejszych zadań pisarza.
W zakończeniu ostatniego, trzynastego ćwiczenia czytamy: “Chcemy na niewielkim stosunkowo półwyspie, zwanym Europą, zachować pewien zagrożony gatunek flory kulturowej, która tu się kiedyś przyjęła. Słucham? Nie ma żadnej takiej flory? Może nie ma. Ale niech będzie, bo jest nam potrzebna". (Świat Książki, Warszawa 2005, s. 224.)
Lektor
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














