„Dla mnie był bogiem”. Tadeusz Sadlowski o Józefie Hofmannie

„Nie było nikogo takiego jak on. I nigdy nie grał utworu dwa razy tak samo” – mówił Tadeusz Sadlowski o Józefie Hofmannie. Publikujemy fragmenty rozmowy z Gregorem Benko o koncertach mistrza, jego interpretacjach i sile oddziaływania.
Czyta się kilka minut
Hofmann testuje opracowany przez siebie wzmacniacz dżwięku fortepiany, zdjęcie niedatowane // // Fot. Zbiory The International Piano Archives, University of Maryland
Hofmann testuje opracowany przez siebie wzmacniacz dżwięku fortepiany, zdjęcie niedatowane // // Fot. Zbiory The International Piano Archives, University of Maryland

„Dla mnie był bogiem. Nie było nikogo takiego jak on. I nigdy nie grał utworu dwa razy tak samo. Nigdy. Zawsze coś innego było wydobyte na wierzch. Słyszałem go na przykład dwukrotnie grającego Balladę f-moll [Chopina]. To było praktycznie jak nowe odczytanie. Ale każde wspaniałe. Stratosferyczne” – mówił w 1989 r. w wywiadzie Gregorowi Benko amerykański pianista Tadeusz Sadlowski. Fragmenty rozmowy publikujemy za płytą „Complete Josef Hofmann vol. 9” (wyd. Marston Records).

„Miał ręce krótkie, ale bardzo mięsiste. Uścisk dłoni (…) był jak włożenie ręki do worka z kwiatami. Nie czuło się żadnych kości, tylko cudowne ciało”.


Gregor Benko: Jak Pan poznał Hofmanna?

Tadeusz Sadlowski: Simon Barere [inny sławny wirtuoz – przyp. red.] zawołał mnie do stołu. Przedstawia mnie: to polski pianista, bardzo utalentowany chłopak, ta-ta-ta-ta. I wskazuje: to Josef Hofmann. To Moriz Rosenthal. Po czym zaczęli do mnie mówić po polsku. Zwykli znęcać się nad pianistami. Pamiętam, jak Rosenthal się do mnie odwrócił. Rozmawiali o Rubinsteinie, więc podkreślił: Anton, nie obecny klaun. „Not the present clown”, dokładnie te słowa.

Słyszał Pan więc Hofmanna, kiedy był Pan chłopcem?

O tak, wiele razy. Grał koncerty w soboty i niedziele. Wyprzedawały się w dwie godziny. Czasami zezwalał na umieszczenie miejsc na estradzie, jeśli był w dobrym humorze. Zazwyczaj były te krzesła. Tłum, tłum, tłum. 16 bisów. Pewnego razu słyszałem, jak grał Balladę f-moll. To był ostatni bis, po Fantazji z „Don Juana” [„Liszta Reminiscencje na temat »Don Giovanniego« Mozarta” – Harold C. Schonberg wspominał jako najdoskonalsze wykonanie czegokolwiek na fortepianie, jakie dane im było słyszeć]. Co za „Don Juan”! Wie pan, kiedy ciarki przechodzą po plecach. Chodziliśmy do Hofmanna na zaplecze. – Jak tam brzmiało na sali? – pytał po polsku. O mój Boże, ta skromność. Wracając do domu, nigdy nie byłem w stanie jechać metrem. Zawsze chodziłem do domu pieszo, bo kręciło mi się w głowie po jego koncertach. Były takie wspaniałe. Takie wspaniałe. Nie do opisania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 05/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Stratosferyczny