Czytelnicy Jarosława Iwaszkiewicza prędzej czy później zwracają uwagę, że w prozie tego autora ważne są nie tyle słowa wypowiadane przez bohaterów, ile słowa przez nich niewypowiedziane. Pisarz eksploruje wielobarwność ludzkiego doświadczenia, a każdy i każda z nas może w tym obrazie znaleźć fragment swojej prywatnej historii. To dlatego Iwaszkiewicz będzie zawsze aktualny.
To zapewne jeden z powodów, dla którego osoby odpowiedzialne za repertuar Teatru Telewizji po raz kolejny postawiły na Iwaszkiewicza. Po oryginalnej interpretacji „Matki Joanny od Aniołów” w reżyserii Weroniki Szczawińskiej na afisz trafił „Dzień listopadowy” w adaptacji Jana Kidawy-Błońskiego.
Akcja – inaczej niż w opowiadaniu – nie rozgrywa się w leśniczówce, co znajduje wielostronne uzasadnienie. Trudno dziś postrzegać zawód leśnika i miejsce jego zamieszkania w kategoriach dzikiego azylu. A jak pogodzić pracę w Lasach Państwowych z osobą rozchwianego wewnętrznie Karola? Reżyser z autorką adaptacji, Alicją Regiewicz, zdecydowali się przebranżowić iwaszkiewiczowskiego bohatera na dość nieokrzesanego właściciela agroturystyki.
Akcja nowego „Dnia listopadowego” rozgrywa się w oddalonym od świata siedlisku. Przyroda i jej pełne melancholii listopadowe oblicze jest w tej realizacji ważną bohaterką. Liczne ujęcia pejzażu budują spójną opowieść o wewnętrznych rozterkach Karola oraz jego gosposi Hanki. Strategia psychizacji krajobrazu jest zresztą chwytem bliskim poetyce samego Iwaszkiewicza. Dla poety ze Stawiska pejzaż był przecież zsubiektywizowanym obrazem konkretnych przeżyć i doświadczeń.

Istotą „Dnia...” jest zestawienie dwóch odmiennych postaw wobec życia – witalnej (jej istotą jest eros) i fatalnej (tanatos). W wizji Kidawy-Błońskiego główny akcent utworu zostaje przeniesiony na dramat rozgrywający się między niekochanym synem-uciekinierem a skoncentrowaną na sobie matką-aktorką. Ewa Wiśniewska stworzyła zresztą w tej produkcji postać bardzo sugestywną. Nie wiemy, kiedy Starska jest sobą, a kiedy gra. Odnosimy wrażenie, że każdego traktuje jak potencjalnego widza.
Nie bez przyczyny irytuje to Karola, który prawdopodobnie całe życie próbował przebić się przez twardą skorupę aktorskiej kreacji Starskiej, by w jej skrzętnie ukrywanym wnętrzu odnaleźć matkę. Karol z jednej strony żywi nienawiść do matki, którą zachęca do zatrzymania się na dłużej, z drugiej tworzy fantazmatyczny obraz ojca, którego w zasadzie nie znał.
Ojcowska kreacja Olafa Lubaszenki jest konsekwentna i chwilami szalenie przejmująca. Oto mężczyzna w średnim wieku, zachowujący się irracjonalnie, targany emocjami i niezdolny do jakiegokolwiek sensownego dialogu udaje, że żyje (podobnie jak udaje, że pali papierosy).
Relacje wszystkich bohaterów, a raczej sploty konfrontacji, utrzymują widza w niepokojącym napięciu. Bardzo oryginalnym i autorskim pomysłem twórców tego spektaklu jest finałowa, psychoterapeutyczna scena „odgrywania ról” z gosposią Hanką. Zaś największą zagadką jest postać Kazika wykreowanego przez Bartosza Gelnera. Jest w nim coś złowrogiego, jakby synteza Janka i Arka z „Kochanków z Marony”. Hanka upatruje w tym mężczyźnie swojej przyszłości, ale – i tu znowu widać psychologiczny uniwersalizm reżysera i autorki adaptacji – boleśnie przekonuje się, jak niebezpieczne będzie to oczekiwanie.
Niespodzianką jest przywołanie fotografii Jarosława Iwaszkiewicza. Kontekst, w jakim się pojawia, sugeruje, że to zdjęcie małego Karola z ojcem (w rzeczywistości to zdjęcie poety z córką Marią). Klamrą kompozycyjną, otwierającą i zamykającą spektakl, jest zaś motyw muzyczny skomponowany przez samego autora opowiadania (fragment menueta z 1918 r.).
Premiera w Teatrze Telewizji: 26 stycznia 2026 r. Spektakl dostępny na stronie teatrtv.vod.tvp.pl
Autor jest adiunktem w Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















