Jako dziecko przebywałem dłuższy czas w sanatorium w Rabce na ul. Polnej i poddawany byłem tam zabiegom leczniczym w związku z zaostrzającymi się dusznościami. Przebywałem w sanatorium na przełomie lat 70. i 80., pamiętam ów czas jako okres trudny. Rozłąka z rodzicami, rygor szpitalno-internatowy, wszechobecność choroby i nieprzyjemnych zabiegów medycznych bardzo mnie stresowała.
Ale pamiętam też starania i empatię personelu medycznego, niezwykłe poświęcenie lekarzy, pogodę ducha opiekunów/wychowawców i wspaniałą, nowoczesną szkołę, gdzie nauczyciele brali pod uwagę wrażliwość dzieci i szczególną sytuację, w której się znalazły. Pamiętam, że zapewniono nam także lekcje religii.
I przede wszystkim zapamiętałem pana doktora Ściślickiego, który otaczał mnie i inne dzieci niezwykłą troską. Po dwóch pobytach w rabczańskim sanatorium mój stan zdrowia bardzo się polepszył.
Rozumiem, o czym mówią osoby, dla których pobyt w Rabce na sanatoryjnym leczeniu był tak trudnym doświadczeniem, że można w tym kontekście mówić o traumie. Dla jednych „sanatoryjny dryl" był czymś oczywistym w zakładzie leczniczym, u innych budzi do dziś bardzo negatywne skojarzenia. Zatem nie oceniając nawet najsurowszych sądów o sanatoriach w Rabce, chciałem upomnieć się o spojrzenie z drugiej strony; o oddanie głosu tym, którzy doświadczyli sanatoryjnej Rabki, odnosząc inne wrażenie i oceniając ją dziś w inny sposób.
Chciałbym także poprosić o docenienie ogromnego trudu personelu medycznego, w tym przede wszystkim lekarzy, którzy w Rabce ratowali zdrowie i życie dzieci. Doktor Ściślicki za swe ogromne zaangażowanie i empatię zapłacił, jak słyszałem, wysoką cenę – zdrowia. Zmarł przedwcześnie.
Pamiętam, jak siedział nocą przy łóżku chłopca, który bardzo ciężko chorował, zapewne na mukowiscydozę. Wszyscy mu ufaliśmy, mając nadzieję, że nas wyleczy. Myślę, że o tej stronie sanatoryjnej rzeczywistości opinia publiczna powinna też wiedzieć.
Piotr
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




