Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Po co nam język śląski

Po co nam język śląski

19.02.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 4/2018
A

Anna Dziewit-Meller dopomina się o uznanie śląszczyzny za język. Wywody autorytetów, którymi się podpiera, stoją w sprzeczności z opiniami ludzi, którzy na ten temat wiele rozpraw napisali, płuca wygadali, a zatrudniają ich renomowane polskie uczelnie.

I rzecz nie w tym, że owi naukowcy – zasilający m.in. Radę Języka Polskiego – są przeciwni nobilitacji mowy najpierwszej. Oni, ze mną włącznie, choć ja do naukowego autorytetu broń Boże nie aspiruję, jesteśmy za wszechstronną ochroną śląszczyzny. Jesteśmy za tym, by nie tylko przetrwała, ale by zachowała swój walor wszechstronności – różnorodność brzmień, mnogość synonimów, a nade wszystko melodię tak pięknie odróżniającą godającego rybniczanina od np. rządzącego opolanina.

I niech mi nikt nie próbuje udowadniać, że tylko język jest w stanie ochronić śląską godkę, i że tylko parlamentarzyści przez podniesienie ręki spowodują, iż śląszczyzna przetrwa. Wprost przeciwnie: to będzie jej grób. Wiedzą o tym nauczyciele, naukowcy, a przede wszystkim sami Ślązacy, którzy tę swoją różnorodność dostrzegają i są z niej dumni. Także ci, którzy od blisko trzydziestu lat stają w szranki konkursu „Po naszymu, czyli po śląsku”. Przewinęło się ich przez ten konkurs ponad dwa tysiące, i nikt nigdy nie wspominał o tym, co apologeci języka śląskiego nazywają kodyfikacją.

A mówi się na tym, jak to sami uczestnicy określają, „Święcie Ślązaków” o różnych sprawach: o mądrości nieuczonych starzyków, o czasach zamierzch­łych i współczesnych, o polityce, szkole, rodzinie, a także o tej mowie, którą się posługują. I wiele razy proszą mnie, wręcz nakazują: „Niech pani godo w radiu, co by nie zniszczyli naszyj godki, albo niech panią Pon Bócek broni, co by pani dźwigła w Senacie ręka za tym językiem”.

Rozumiem, że wszystkim nam chodzi o to, by przetrwała mowa, którą posługiwaliśmy się w dzieciństwie, bądź nadal jest ona obecna we wzajemnym porozumiewaniu się.

Ale lekarstwem na to nigdy nie będzie zadekretowany język. On urodę i różnorodność naszych gwar zniszczy.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 19 na 20 października do momentu zakończenia głosowania w wyborach samorządowych 21 października. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej - czyli publicznie nakłaniać lub zachęcać do głosowania w określony sposób, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny od 500 tys. do miliona zł.  

 

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ma Pani świętą rację, jestem Kaszubą, który języka polskiego uczył się dopiero w szkole. Było to w czasach gdy prześladowano nas za posługiwanie się tym językiem. Na przykładzie Kaszubów bardzo łatwo dowieść, że urzędowa bumaga w niczym nie pomaga. Język dopóty jest żywy, dopóki w domach rodzinnych się nim posługujemy. Na Uniwersytecie Gdańskim powstały kierunki kształcące językoznawców, absolwenci tych kierunków tworzą nowa gramatykę kaszubską, nowe słowa itp. Wszystko to pięknie wygląda, tyle że ja stary Kaszuba ich nie rozumiem ani czytając ani ich słuchając, muszę posiłkować się intuicją. Nie mam żadnej frajdy z czytania ich wypocin.Wyprodukowano gramatykę na bazie języka polskiego, choć w naszym języku bardzo silnie pobrzmiewają wpływy niemieckie. W domu już nikt z dziećmi po kaszubsku nie rozmawia, dlatego język ten umiera i nic z tym zrobić się nie da. Jedyny pożytek z formalnego uznania kaszubskiego za język, to środki na jego propagowanie i nauczanie go w szkołach i jest garstka osób z tego żyjących. Może jeszcze my tego nie dożyjemy, ale również nastąpi marginalizacja języka polskiego na rzecz angielskiego, wymusi to globalizacja i internet. Pewne procesy ciągle zachodzą i są nieuniknione.

takiej zupy nie znaja ani Slazoki ani nawet Gorale a przetrwa ona o wiele dluzej niz te wszystkie lokalne gwary, no i oczywiscie na koncu pozostanie tylko j.angielski, chocgdyby dalej prorokowac kto wie czy na samym koncu np nie chinski? A propos zupy ktorej podstawowym prawie skladnikiem od jej nazwy jest KREW gesi lub kaczki gotowanej jak rosol ale za to z dodatkami suszonych sliwek i gruszek .Wysmienita-poleca tez Kaszeba.

Po pierwsze - jeżeli ktoś nie chce używać śląskiego standardu, nie musi tego robić. Ale dajmy szansę tym, którzy chcą śląskiego się uczyć i nim mówić. Po drugie - jeżeli status języka miałby być dla określonego etnolektu zabójczy, proponuję zdegradować polszczyznę do rangi dialektu języka rosyjskiego i przestać jej nauczać w szkołach. Oczywiście dla jej własnego dobra. Zgoda, i zabawne i niemądre to co napisałem. Ale za to można dostrzec jak zabawne i niemądre są argumenty pani Pańczyk-Poździej. Po trzecie - konkurs o którym wspomina pani Pańczyk-Poździej to folklorystyczne, nostalgiczne spotkanie starych znajomych (zwykle w podeszłym wieku). Na tym się pani Pańczyk-Poździej zatrzymała i nie dostrzega, że świat poszedł do przodu. Dzisiaj po śląsku pisze się powieści (Melon, Lysko), eseje naukowe (Kadłubek, Kik), przekłada się Owidiusza, Dantego, Dickensa (Syniawa, Kulik). Mamy przekład Nowego Testamentu po śląsku (Tobor). To język, który w reklamach wykorzystują światowe koncerny (Coca-Cola, Volkswagen, Samsung). To jezyk facebooka, wikipedii. Nie da się już, jak zalecała Pańczyk-Poździej w jednym z wywiadów zamknąć śląszczyzny w czterech ścianach swojego domu („Jeśli ktoś ma silną potrzebę mówienia po śląsku, to może tę potrzebę pokazać w domu”). Po czwarte - Rada Języka Polskiego to nie jest jakiś naukowy "trybunał konstytucyjny", którego orzeczenia są zawsze słuszne i niepodważalne. Zwłaszcza, że zdarzało się Radzie odwoływać swoje własne orzeczenia. Ponadto warto zwrócić uwagę, że wśród ekspertyz naukowych, które zamawiało Biuro Analiz Sejmowych (2011-2014) więcej głosów padło za przyznaniem mowie Ślązaków statusu języka regionalnego, niż za pozostawieniem jej w randze gwary / dialektu. Tutaj głos zabierali również fachowcy. Po piąte - sądzę, że o standaryzacji języka, planowaniu korpusu i statusu, o ekologii językowej itp. powinni się wypowiadać specjaliści, nie zaś dziennikarze i działacze społeczni. Nawet zasłużeni. Po szóste - pozdrawiam czytelników serdecznie! dr hab. Henryk Jaroszewicz Uniwersytet Wrocławski
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]