Moja lewica stoi na zakręcie

Jeśli pójdzie dalej dotychczasową ścieżką, jej stan posiadania będzie się kurczyć. I przestanie być potrzebna.

   Czyta się kilka minut

Piszę w reakcji na opublikowany przez „TP” tekst Jakuba Dymka pt. „Lewica: komu to potrzebne” oraz serię artykułów w innych pismach o kondycji polskiej lewicy. Mam 54 lata. W 1990 r. byłem delegatem na zjazd zjednoczeniowy Polskiej Partii Socjalistycznej, z ówczesnej frakcji Jana Józefa Lipskiego. Wielka idea PPS jest mi bliska do dziś. Takie nazwiska jak Lipski, Karol Modzelewski czy Ryszard Bugaj są moimi drogowskazami ideowymi.

Wciąż mam lewicowe poglądy. Od czasu wypadnięcia z Sejmu w 1997 r. Unii Pracy przy okazji każdych kolejnych wyborów dokonywałem cudów ekwilibrystki, by w miarę z czystym sumieniem spełnić tzw. obywatelski obowiązek i wziąć udział w wyborach. Kosztowało mnie to dużo, chociażby głosowanie na tak wątpliwe lewicowo firmy, jak Socjaldemokracja Marka Borowskiego czy blok Lewica i Demokraci. Wydawało mi się, że doczekałem się swojego dnia, gdy powstała Partia Razem. Pamiętam wewnętrzny entuzjazm po wystąpieniu telewizyjnym Adriana Zandberga podczas kampanii przed wyborami w 2015 roku. Razem dostała ponad 3 proc. głosów i środki z budżetu. Miałem nadzieję, że oto rośnie nadzieja lewicy.

Jednak po 2019 r., kiedy to „lewica" weszła do Sejmu, mój zapał stygł. Owszem, Zandberg, Biejat, Zawisza czy Konieczny różnili się od postkomunistów i „biedroniowców" (żadnej z tych grup nigdy nie miałem za lewicowe; pierwsza to partia przebierających nogami za władzą, druga połączyła progresistów obyczajowych, którzy mieli świadomość, że swoje hasła mogą głosić tylko w formacji lewicowej), jednak coraz bardziej wpasowywali się w mainstream. Zamiast troski o pracownika najemnego, walki o równość szans edukacyjnych dla tych z metropolii i tych z prowincji, jak najszerszy program mieszkaniowy, współpracę ze związkami zawodowymi – słychać o klimacie, mniejszościach seksualnych i aborcji. Tak jakby to były najistotniejsze problemy współczesnej Polski i potencjalnych wyborców. 

Tak, wiem, Razem ma chociażby program mieszkaniowy, z którym chcieli się przebić. Chcieli, ale nie wyszło. Ja coś o nim wiem, bo się tym interesuję, ale nikt spośród 30 osób w moim kręgu znajomych, członków rodziny już nie. Za to słyszeli o tym, że „lewica" chce zmian dla klimatu, praw dla osób LGBT+ czy najszerszej dopuszczalności aborcji. Będę brutalny: jak dużego grona potencjalnych wyborców to interesuje? Pięć, może dziesięć procent. Czy tak już musi być, czy lewica będzie już zawsze jakąś doczepką czy uzupełnieniem dla innych? Czy już nigdy nie powalczy o rzeczywisty udział we władzy? O pełną pulę?

Jeśli pójdzie dalej dotychczasową ścieżką, to odpowiedź brzmi: nie. Jej stan posiadania będzie się kurczyć. Wszystkie partie, dawniej liberalne, wciągną (już wciągają) te hasła na sztandary i lewica nie będzie potrzebna. A wtedy co z piękną tradycją PPS? Co z utraconymi możliwościami? Czy naprawdę walka o zdobycie poparcia i realizację programu dla szerokich grup społecznych już jej nie interesuje? Czy to już historia i tylko marzenia starych dziadów, takich jak ja? Czy już jesteśmy skazani na lewicę na salonach, wypatrującą tylko stanowisk we władzy? Czy znów nie będę miał na kogo głosować?

To slogan, ale lewica, ta rzeczywista lewica, mam na myśli Razem, stoi na zakręcie. Albo stanie się partią aborcji i dość odległej dla przeciętnego Polaka „walki o klimat na kuli ziemskiej", albo spróbuje zawalczyć o interesy szerszych warstw Polaków, w tym podejmie próbę odbicia części elektoratu z rąk PiS. Czy to jest możliwe? A przede wszystkim, czy Zandberg i spółka tego chcą?

Dużo tych pytań... Odpowiedzi mogą zadecydować o tożsamości i przyszłości lewicy w Polsce. Ona jeszcze może być wielka i realizować wielkie postulaty, ale musi przyjąć i starać się wprowadzać w życie program dla szerokich kręgów społecznych, a porzucić drogę do bycia strukturą niszową.

Michał

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]