Budżet: zmiany tylko kosmetyczne

Emocje towarzyszące tworzeniu budżetu są w Polsce niewspółmierne do tego, czym budżet w istocie jest: planem finansowym, obliczającym dochody i wydatki państwa, bez kluczowego znaczenia dla rozwoju gospodarczego. Ten zależy przede wszystkim od aktywności przedsiębiorców i zaangażowania zasobów pracy.
Czyta się kilka minut

Temperatury komentarzy nie usprawiedliwia też skala zmian wprowadzonych do ustawy budżetowej - autorstwa jeszcze poprzedniego rządu - przez gabinet Marcinkiewicza. Dotyczą one 1-1,5 proc. wydatków państwa, np. tzw. becikowe ma kosztować 160 mln złotych, co stanowi ok. 0,07 proc. wydatków; wydłużone urlopy macierzyńskie i dożywianie uczniów - ok. 600 mln złotych (0,25 proc.). Również propozycje zwiększenia dochodów o 2-2,8 mld złotych i obcięcia wydatków na administrację o 0,5 mld złotych są wielkościami mieszczącymi się w granicach błędu statystycznego. Trudno porównać koszty tych zmian z dodatkowymi 200 mld złotych długu pozostawionymi przez dwie ostatnie ekipy.

By budżet miał niski poziom wydatków i obywał się bez deficytu, potrzeba zmian strukturalnych w polityce fiskalnej, monetarnej i budżetowej. Zmian, które sprawią, że obciążenia podatkowe staną się mniej szkodliwe, a wywołany dzięki temu rozwój gospodarczy pozwoli zasypać dziurę deficytu. Budżet państwa to połowa finansów publicznych, drugą stanowią wydatki samorządów, instytucji państwowych i wszelkiego rodzaju funduszy (np. ZUS-u), każdego roku powiększających deficyt. Pokrywany zresztą w sposób najdroższy z możliwych: przez zaciąganie kredytów komercyjnych. Tak właśnie finansowane są np. renty i emerytury. To nieuczciwe wobec przyszłych pokoleń, a w dodatku nieracjonalne, bo bardzo drogie.

Na poważne zmiany potrzeba czasu i podjęcia decyzji stricte politycznych. Dopiero w przyszłym roku rząd będzie mógł zaproponować zmianę systemu fiskalnego i prawa gospodarczego, a w konsekwencji inaczej ukształtować plan finansowy państwa. Wtedy pojawi się szansa przełamania pewnych tabu. Choćby rzekomej niemożności obniżenia stawek podatku dochodowego lub wręcz jego likwidacji, co z punktu widzenia efektów ekonomicznych, jest nie tylko możliwe, ale wręcz pożądane.

Autor jest ekspertem Centrum im. Adama Smitha.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2005