Hofmann w polskim obiegu jest cieniem. Pojawia się rzadko i raczej przypadkowo. Nie ma go w szkolnej narracji. Nie ma tablic i ulic, które działałyby jak codzienne „przypominacze”. Jednocześnie w tle krążą superlatywy: „cudowne dziecko”, „jeden z największych pianistów XX wieku”. W tym rozdźwięku nie ma żadnej „niesprawiedliwości dziejowej”. Jest logistyka. Pamięć zbiorowa dzisiaj nie jest uczuciem. Jest infrastrukturą. Jest archiwum, katalogiem, repertuarem, indeksem, programem instytucji, rolką w mediach społecznościowych, przepisaniem na język obiegu. I jest jeszcze czymś bardziej bezlitosnym. Jeśli nie ma hasła, jeśli nie ma dobrego opisu i ścieżki dojścia, to znika.
Badania nad pamięcią mówią wprost, że pamięć zbiorowa nie „leży” w przeszłości, tylko jest nieustannie produkowana przez media i technologie. Platformy i bazy danych to nie tylko repozytoria. Stanowią źródło pamięci. To z nich wychodzi ona jako metadane, trafia do wyszukiwarki, do algorytmów, do tego, co da się odnaleźć linkiem. Tutaj liczy się przede wszystkim bycie odnajdywalnym.
Niewygodne opowieści
W latach 30. XX wieku Józef Hofmann przestał być wyłącznie legendą fortepianu. Stał się bolesnym i trudnym przypadkiem. Pogorszenie jego sytuacji wiązano z alkoholem. Niemniej redukowanie tej historii do moralnej przypowieści byłoby tyleż wygodne, co jałowe. Ważniejsza jest przemoc miękka, instytucjonalna. W Curtis Institute, miejscu, które współtworzył i któremu nadawał kierunek, nie doszło do romantycznego „odejścia artysty”, tylko do rozgrywki o władzę. Mary Louise Curtis Bok – fundatorka – krok po kroku demontowała politykę Hofmanna, a oferta dalszego kierowania była w praktyce propozycją sterowania bez steru. Z obciętym zapleczem i prestiżem. Rezygnacja z funkcji dyrektora w 1938 roku była tylko finałem.
I tu widać mechanikę pamięci, która jest funkcją infrastruktury. Raportów, archiwów, katalogów, podpisów na tabliczkach, decyzji o tym, co cytować, a co ma pozostać bez przypisu. W tej narracji kryzys Hofmanna to nie tylko biograficzny odnośnik. To element gry pamięci, tego, co buduje opowieść, ale i tego, co niewygodne, pomijane, prowadzące do zapomnienia. W odzyskiwaniu pamięci ważna jest monografia Krystyny Juszyńskiej, która układa chronologię koncertów (1885–1946), czyta korespondencję, porządkuje rozproszone fakty i oddziela to, co potwierdzone, od tego, co tylko dobrze brzmi. Daje punkt odniesienia, bo odzyskiwanie pamięci to długi i wielowątkowy proces, szczególnie gdy przechodzimy od pamięci jako treści do pamięci jako praktyki i medium.
W tle działa też inna maszyneria pamięci. Na poły anegdotyczna historia o Hofmannie-wynalazcy. W opracowaniach przewija się informacja o dziesiątkach patentów, o pomysłach technicznych i ulepszeniach, także tych związanych z mechaniką fortepianu. W narodowej opowieści ta warstwa, jeśli się pojawia, często skręca w triumfalizm. Opowieść o „naszym” wkładzie w motoryzację, jakim jest wycieraczka do szyb, którą miał wymyślić Polak – Józef Hofmann. Tyle że wycieraczka ma własną historię sporów o pierwszeństwo i równoległych patentów. Mary Anderson dostała amerykański patent na urządzenie do czyszczenia szyb w 1903 roku, a sama idea ma więcej niż jedną genealogię. Dlatego łatwo popaść w narrację, która ma nam zrobić dobrze, zamiast opisać prawdę w całej jej nieporęczności.
Bohater narodowej świadomości
Instytut Polonika, który wsparł wystawę jubileuszową, koncentruje się na działaniu między pamięcią a infrastrukturą. Na badaniach, ochronie i popularyzacji. Tę opowieść zaczyna jednak od rzeczy prozaicznych. Od profesjonalnej dokumentacji i próby pokazania kontekstu. Od włączenia w obieg wiedzy dostępnej w Bazie Polonika. To efekt myślenia o pamięci, która „podróżuje”, zmienia język, format i funkcję, kiedy przechodzi przez granice, gdy zmieniają się instytucje. Jeśli nie umiemy śledzić tych przepływów, mylimy brak obecności z brakiem znaczenia.
Rocznica Hofmanna to w gruncie rzeczy ćwiczenie z widzialności, z tego, co wprowadzamy do obiegu, i tego, o czym milczymy i dlaczego o tym milczymy. Problemy osobiste, kariera zaprzepaszczona alkoholem, trudny w PRL wątek amerykańskiej kariery, a wreszcie i niewygodna sprzeczność. Równoczesność geniuszu i rozpadu. To wszystko składa się na historię, którą łatwo uprościć, a trudniej przechować w całości.
Kultura jest urządzeniem. Działa wtedy, gdy dbamy o jej części, łączymy przewody, porządkujemy dane, ale też podejmujemy decyzje, jakie historie mają krążyć w obiegu. Józef Hofmann na pewno jest jedną z tych postaci, które powinny częściej pojawiać się w naszej świadomości.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















