Reklama

Saudowie witają gości

Saudowie witają gości

w cyklu STRONA ŚWIATA
01.10.2019
Czyta się kilka minut
W rocznicę mordu opozycyjnego dziennikarza w jej konsulacie w Stambule, Arabia Saudyjska, jeden z najbardziej konserwatywnych i zamkniętych krajów świata, zaprasza do siebie i pragnie stać się główną atrakcją światowej turystyki.
Uruchomienie nowej wizy turystycznej w Ad-Dirijja, zabytku wpisanym na listę UNESCO, pod Rijadem. 27 września 2019 r. / FOT. FAYEZ NURELDINE/AFP/East News
O

Od soboty królestwo Arabii Saudyjskiej, po raz pierwszy w jego historii, zaczęło wpuszczać na swoje terytorium cudzoziemskich i niewiernych turystów. Dotąd na wjazd do królestwa zezwalano jedynie muzułmanom, pielgrzymującym do Mekki i Medyny, najświętszych miast islamu, zagranicznym gościom oficjalnym, fachowcom, zatrudnianym w monarchii na kontraktach, sportowcom, przybywającym na rozgrywane tam zawody, a także artystom na organizowane u Saudów koncerty, przedstawienia i wystawy.

W piątek saudyjskie władze ogłosiły, że obywatele 49 państw, głównie zachodnich, w tym Polski, a także m.in. Rosji, Chin czy Japonii będą mogli przyjeżdżać do królestwa, kiedy im się żywnie spodoba i nie tylko z pielgrzymką albo w interesach, ale po prostu z ciekawości albo na wakacje. Turystyczne wizy z prawem wielokrotnego przekroczenia granicy, po około 100 dolarów (ubezpieczenie zdrowotne wliczone w cenę), będą ważne przez rok i będą umożliwiały jednorazowy, trzymiesięczny pobyt w pustynnym królestwie. Będzie je można uzyskać na lotnisku, po przyjeździe do Arabii Saudyjskiej, albo zdobyć przed podróżą w wersji elektronicznej.

Nowe, złagodzone przepisy zezwalają na wjazd do Arabii Saudyjskiej kobietom, podróżującym bez towarzystwa ojca, męża, brata czy dorosłego syna (Saudyjki otrzymały prawo samodzielnego podróżowania bez opiekuna płci męskiej dopiero w tym roku), a podczas pobytu w królestwie nie będą musiały nosić chust i abaji, luźnego płaszcza zakrywającego całe ciało, będącego nadal obowiązkowym przyodziewkiem dla saudyjskich kobiet.

„Historia dzieje się na naszych oczach” – obwieścił triumfalnie Ahmed al-Chatib, odpowiedzialny za turystykę doradca koronnego księcia Mohammeda ibn Salmana. – „Arabia Saudyjska otwiera swoje podwoje dla gości z całego świata”. Zapraszając zagranicznych turystów na dziewicze wciąż, czerwonomorskie wyspy i plaże, pustynne szlaki starożytnych karawan i pielgrzymów, malownicze pasma górskie, zachęcał też, by poznawali historię, kulturę i obyczaje saudyjskich Beduinów, zwiedzali saudyjskie zabytki, niektóre z czasów sprzed islamu, a także budowle, będące symbolem nowoczesności i bogactwa Saudów – największą na świecie, strzelającą wodą na 300 metrów fontannę króla Fahda w Dżiddzie, a także wznoszony tam od sześciu lat drapacz chmur Jeddah Tower, który po ukończeniu budowy w 2020 roku ma liczyć równo kilometr wysokości i stać się najwyższą budowlą na świecie.

Książe i Bestia

Saudyjskie władze, utrzymujące się dotąd niemal wyłącznie z petrodolarów, chcą na zagranicznych turystach zarabiać. W zamiarach saudyjskiego księcia koronnego Mohammeda, zapowiadającego, że unowocześni królestwo i uniezależni je od zarobku ze sprzedaży ropy naftowej, już za dziesięć lat zyski z turystyki mają stanowić dziesiątą część wszystkich dochodów państwa. Już w 2017 roku, gdy został ogłoszony księciem koronnym i wyznaczony na następcę tronu zamiast 60-letniego kuzyna, Mohammeda ibn Najjefa, książę Mohammed kazał budować kąpieliska i kurorty na wybrzeżu i wyspach Morza Czerwonego, a w zeszłym roku pod stołecznym Rijadem ruszyła budowa saudyjskiego Las Vegas i Disneylandu, miasta rozrywki Kiddiji.

Obejmując godność następcy tronu, 34-letni Mohammed (jeśli po 84-letnim ojcu, królu Salmanie, zostanie następnym monarchą, może rządzić przez następne pół wieku) uchodził za młodego i energicznego przedstawiciela nowego pokolenia panującej od prawie stu lat dynastii Saudów. Obiecywał przerobić królestwo na nowoczesne państwo, zerwać z obowiązującym dotąd radykalnym i wojującym islamem i zastąpić go otwartym, postępowym. Od początku nie brakowało mu nieprzyjaciół i wrogów, ale młody książę nie patyczkował się z rywalami. Kazał ich wszystkich zamknąć w luksusowym hotelu i wypuścił z aresztu dopiero, gdy oddali mu część majątków, poprzysięgli wierność albo wyrzekli się polityki.


CZYTAJ TAKŻE

DWA OBLICZA SAUDYJSKIEGO DELFINA: Następca tronu Arabii Saudyjskiej chce być uważany za reformatora. Ale książę nie znosi krytyki, a jego represje uderzają zarówno w islamskie feministki, jak i w sunnickich kaznodziejów.


Okrzyknięty na Zachodzie księciem z bajki, zaczął się jednak przemieniać powoli w Bestię. Najpierw wywołał awanturę z Katarem, który oskarżył o wspieranie muzułmańskich rewolucji, potem porwał w Rijadzie libańskiego premiera, a przede wszystkich wdał się w wojenną awanturę w sąsiednim Jemenie, gdzie jeszcze jako najmłodszy na świecie minister wojny posłał wojsko, by stłumiło rebelię jemeńskich szyitów, Hutich. Szykujący się do przejęcia władzy książę za największe zagrożenie dla swojego królestwa i swojego panowania uważa Iran, od lat rywalizujący z Arabią Saudyjską i Turcją o pierwszeństwo na Bliskim Wschodzie. Jemeńska wojna, w której Iran wspiera powstańców Hutich, przerodziła się w zbrodniczą masakrę ludności cywilnej, za którą ogromną część winy ponoszą Saudyjczycy, bombardujący tamtejsze miasta, porty i wioski.

Sprawa Dżamala

Najbardziej jednak opinię młodemu księciu popsuło zabójstwo saudyjskiego dziennikarza i dysydenta Dżamala Chaszogdżiego. Pochodzący z wpływowego saudyjskiego rodu wyjechał do USA, gdzie dostał tamtejszy paszport i pisał krytyczne wobec księcia komentarze dla gazety „Washington Post”. Został zamordowany 2 października w saudyjskim konsulacie w Stambule, dokąd zgłosił się po dokumenty, których potrzebował, by móc ożenić się z turecką narzeczoną. Według tureckich władz, śledztwa ONZ, a także przecieków z CIA, Chaszogdżi został zamordowany przez 15-osobowy „szwadron śmierci”, który uprzedzony przez saudyjskich dyplomatów ze Stambułu został specjalnie przysłany do Turcji z Rijadu. Ciała nie odnaleziono. Najprawdopodobniej zostało poćwiartowane i rozpuszczone w żrącym kwasie.

Saudyjczycy najpierw zapewniali, że załatwiwszy sprawy, Chaszogdżi opuścił konsulat. Potem udawali, że nic nie wiedzą, a jeszcze potem stwierdzili, że dziennikarz zginął podczas szarpaniny z dyplomatami. W końcu przyznali, że został zabity podczas próby zatrzymania i przymusowego wywiezienia do Arabii Saudyjskiej. W styczniu w królestwie ruszył proces domniemanych zabójców. Toczy się za zamkniętymi drzwiami, a oskarżenie twierdzi, że choć zabójcy należeli do najbliższych współpracowników księcia koronnego, działali na własną rękę, przekroczyli uprawnienia, a sam Mohammed nie miał z tym nic wspólnego, ani nawet o niczym nie wiedział.

„Jestem odpowiedzialny za tę śmierć, bo doszło do niej za moich rządów” – wyznał książę w dokumentalnym filmie, przygotowanym dla amerykańskiej telewizji PBS na rocznicę zabójstwa Chaszogdżiego.

„Nie ma w tych słowach niczego nowego, żadnej skruchy” – powiedział na to Hatice Cengiz, narzeczona Chaszogdżiego, która gdy był mordowany w konsulacie, czekała na niego przed wejściem do saudyjskiego przedstawicielstwa. – „Książę mówi jedynie, że choć Dżamal został zabity za jego rządów, to nie miał z jego śmiercią nic wspólnego. A mówić, że stało się to za jego rządów, podkreśla w dodatku, że to on, a nie król rządzi w Arabii Saudyjskiej”.

W listopadzie CIA wskazywała, że jej zdaniem książę koronny osobiście kazał zabić Chaszogdżiego. Agnes Callamard, wyznaczona przez ONZ do zbadania mordu, stwierdziła w czerwcu, że było to starannie przygotowane zabójstwo z zimną krwią, a toczący się w Arabii Saudyjskiej proces zabójców nazwała maskaradą. Koronny książę przyjmowany dotąd chętnie na zachodnich salonach nie pojawił się więcej ani w Europie, ani w USA. W listopadzie, podczas spotkania G-20 w Buenos Aires demonstranci domagali się aresztowania saudyjskiego księcia. Zachodni przywódcy unikali go. Spotkań nie odmawiał jedynie rosyjski prezydent Władimir Putin. Niemcy postanowiły nie sprzedawać więcej Saudom broni. Ale w czerwcu, podczas kolejnego spotkania G-20 w Osace książę Mohammed był już goszczony z honorami i nikt go nie unikał, a na następną konferencję przywódcy G-20 umówili się w Rijadzie.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Saudyjczyk zawsze mógł liczyć na Donalda Trumpa. Amerykański prezydent w swoją pierwszą zagraniczną podróż wybrał się właśnie do Arabii Saudyjskiej, gdzie młody książę podjął go jak króla i ujął obietnicą, że wyda miliardy dolarów na zakupy amerykańskiej broni. Po zabójstwie Chaszogdżiego (było, nie było, obywatela USA) Trump tłumaczył, że nie można tej sprawy mieszać ze zbrojeniowymi kontraktami dla Saudów i zawetował ustawę Kongresu, blokującą dalsze dostawy broni dla Arabii Saudyjskiej. Trump stał się też najważniejszym sprzymierzeńcem Rijadu w konflikcie z Teheranem, a w swojej polityce bliskowschodniej wszystko postawił na Saudów.

Krople liberalizacji

Otwarcie bram Arabii Saudyjskiej dla zagranicznych turystów ma w zamyśle księcia Mohammeda poprawić nadszarpniętą mocno reputację jego królestwa i ułatwić mu powrót na światowe salony. Przy okazji wprowadzenia turystycznych wiz dla cudzoziemców, zausznicy księcia koronnego przypomnieli, że za jego rządów saudyjskim kobietom przyznano prawo wyborcze, a także prawo prowadzenia samochodów i podróżowania bez towarzystwa mężczyzn, że nikt już nie upiera się, by nosiły abaje wyłącznie w czarnych kolorach, a książę w zeszłym roku ogłosił, że jego zdaniem kobietom, jeśli same zachowają skromność i stosowność ubioru, w ogóle nie powinno się narzucać, jakie stroje mają nosić. Że otwarto zamknięte od lat kina i teatry, że organizuje się koncerty i zawody sportowe, na które wpuszczane są także kobiety (mają wyznaczone miejsca w tzw. sektorach rodzinnych). W coraz liczniejszych restauracjach znoszone są przegrody oddzielające stoliki dla mężczyzn i kobiet, a kelnerzy przyjmują zamówienia i obsługują gości także w czasie wyznaczonym na modlitwę.

Sceptycy przypominają, że Saudowie nie raz już próbowali liberalizować (ma się rozumieć – jak na miejscowe warunki) swoje królestwo i za każdym razem wycofywali się z reform pod naciskiem konserwatywnych mułłów, których pozostają swoistymi zakładnikami. Jako strażnicy kolebki i najświętszych miast islamu, Saudowie nie mogą sobie pozwolić na jakikolwiek konflikt z mułłami, strażnikami religijnej ortodoksji i w zamian za błogosławieństwo dla swoich rządów od lat uznają wahabizm, skrajnie konserwatywny i odwołujący się fundamentalizmu prąd w islamie za religię państwową. W rezultacie Arabia Saudyjska pozostaje jedną z ostatnich na świecie monarchii absolutnych, w której nie ma konstytucji ani partii politycznych, wszystkie prawa dostosowane są do szarijatu, a ich przestrzegania oraz obyczajności poddanych saudyjskiego króla pilnuje policja obyczajowa z Komitetu Wspierania Cnoty i Walki z Występkiem (Muttawa).

Religijni konserwatyści, niechętni wszelkim zmianom, zawsze torpedowali próby liberalnych reform w królestwie. Na przełomie wieków pomogła im sytuacja międzynarodowa i terrorystyczny atak Al-Kaidy na Nowy Jork i Waszyngton (zarówno założyciel Al-Kaidy, Osama ibn Ladin, jak 15 z 19 zamachowców było obywatelami saudyjskimi). Polityczne przymierze i wojskowa zależność od Ameryki, przyjaciółki Izraela, od zawsze narażają zresztą Saudów na wrogość muzułmańskich rewolucjonistów oraz podważają ich przywództwo w świecie islamu.

Mułłowie storpedowali próby liberalnych reform w 2016 roku i nie ulegną bez walki także koronnemu księciu Mohammedowi. I choć będą mieli przeciwko sobie młodych, stanowiących dwie trzecie ponad 20-milionowej ludności królestwa, to będą mogli liczyć na pobożnych muzułmanów, obawiających się, że najazd cudzoziemskich turystów wystawi ich na obcą kulturę i grzech, okaże się zabójczą trucizną, która zabije lub nieodwracalnie zmieni pielęgnowane od wieków miejscowe obyczaje, wartości i wzory zachowań.

Posmakujcie naszego życia

Nazajutrz po tym, jak doradca księcia od turystyki zaprosił cudzoziemców do Arabii Saudyjskiej na wakacje, ministerstwo policji przestrzegło, że goście będą musieli przestrzegać miejscowych praw i obyczajów. Cudzoziemki nie będą musiały nosić abaji (dla Saudyjek strój ten wciąż pozostaje obowiązkowym), ale będą musiały „nosić się skromnie” („zakrywać ramiona i kolana także na plaży”) i wystrzegać „obcisłych ubrań, podkreślających kształty ciała”. Te ostatnie zalecenie obowiązywać też będzie mężczyzn.

Nadal zakazany będzie alkohol, publiczne okazywanie uczuć, plucie na ulicy, wpychanie się bez kolejki, używanie wulgarnego języka, fotografowanie i filmowanie ludzi bez ich zgody oraz słuchanie głośnej muzyki podczas modłów, a niewiernym nie wolno będzie odwiedzać Mekki ani Medyny. Nie wiadomo, czy niespokrewnieni ze sobą ani niepozostający małżeństwem cudzoziemcy będą mogli mieszkać razem w saudyjskich hotelach, a obrońcy praw człowieka ostrzegają, że na wakacjach w Arabii Saudyjskiej przybysze powinni pilnować się, by nie rozmawiać o polityce i w ogóle trzymać raczej język za zębami. W pustynnym królestwie ludzie wciąż karani są chłostą, w aresztach śledczych są poddawani torturom, a skazani na śmierć (w tym roku było ich już 134, w zeszłym – 149) są ścinani, ale także krzyżowani. Działacze Amnesty International przypominają, że choć kobietom przyznano prawo do prowadzenia samochodów, Saudyjki, które się tego najodważniej domagały, wciąż przebywają w więzieniach.

Do spędzenia wakacji w Arabii Saudyjskiej cudzoziemskich turystów nie zachęcą także coraz częstsze wieści, świadczące, że pustynne królestwo coraz bardziej grzęźnie w konflikcie z Iranem i zastępczej jemeńskiej wojnie. W połowie września bezzałogowe samoloty Hutich zbombardowały i zniszczyły najważniejszą saudyjską rafinerię, wywołując panikę zarówno na królewskim dworze w Rijadzie, jak i na światowych rynkach ropy naftowej. Saudów i Amerykanów wprawił w niemały ambaras fakt, że amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej „Patriot” nie uchroniły naftowych instalacji („trzeba było kupić nasze” – szydził rosyjski prezydent Władimir Putin).

Pytany przez dziennikarzy, czy wszystko to nie zniechęci cudzoziemców do podróży do Arabii Saudyjskiej, Ahmed al-Chatib, doradzający koronnemu księciu Mohammedowi w sprawach turystyki, tylko uśmiechnął się z pobłażaniem i odparł, że jest przekonany, iż znudzeni i syci mieszkańcy bogatego Zachodu nie oprą się pokusie ujrzenia czegoś, czego nigdy nie wiedzieli, i doznania czegoś, czego nigdy dotąd nie przeżyli. „Niech no tylko przyjadą i posmakują naszego życia, a przekonają się, że nie znajdą bezpieczniejszego i bardziej gościnnego miejsca na świecie” – odparł. Zapowiedział też, że już wkrótce Arabia Saudyjska będzie jedną z pięciu największych turystycznych atrakcji świata.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]