Aleksijewicz: reporterka stąd

To z pewnością pewien rodzaj uhonorowania literatury faktu, sygnał, że nie jest to jakiś podlejszy gatunek.
Czyta się kilka minut
Przedszkole w Prypeci, 2010 r. W tych okolicach mieszkają bohaterowie książki Noblistki „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości” / Fot. Konrad Wesołowski / EAST NEWS
Przedszkole w Prypeci, 2010 r. W tych okolicach mieszkają bohaterowie książki Noblistki „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości” / Fot. Konrad Wesołowski / EAST NEWS

Z drugiej strony pamiętajmy, że to nagroda dla pani Aleksijewicz, tak jak nagroda przyznana w 1986 r. Wole Soyince była laurem dla niego, a nie dla pisarzy afrykańskich. Twierdząc – jako autor reportaży – że nagroda dla Aleksijewicz jest trochę nagrodą dla mnie, byłbym jak ta żaba, która podstawia nogę słysząc, że konie kują.

Nie sądzę, by w związku z tym wydarzeniem coś się mogło zmienić w sytuacji tego gatunku. Dla tych, którzy czytają literaturę faktu, większej zachęty pewnie nie trzeba. Z kolei ci, którzy po książki z tej półki nie sięgają, nie uznają tego za przełomowe wydarzenie. Jeśli ktoś – jak ja – nie potrafi czytać wierszy, to nawet przyznanie Nobla poecie niewiele mi pomoże. To jak z większością podobnych spektakularnych wydarzeń: lubimy przy ich okazji zastanawiać się, „co się teraz zmieni”, podczas gdy zwykle nie zmienia się nic. Albo niewiele.


CZYTAJ TAKŻE:


Czy ta nagroda jest symptomem zmiany w literaturze faktu? Od jakiegoś czasu nasza kultura medialna idzie w stronę rozrywki, a że ludzie wciąż potrzebują informacji, zaczynają sięgać właśnie po reportaż, mając nadzieję, że z niego dowiedzą się czegoś więcej o tym skomplikowanym i niebezpiecznym świecie.

Wierzę, że gdy kapituła Nagrody Nobla przyznaje ten laur, to daje go – w odróżnieniu np. od Pokojowej Nagrody, która służy często politycznym celom – autorowi najlepszego literackiego dzieła. Choć nie jestem w stanie ocenić, czy tegoroczny Nobel należał się właśnie Aleksijewicz. Nawet gdybym przeczytał wszystkie książki tej autorki – czego nie zrobiłem – musiałbym jeszcze zapoznać się ze wszystkimi konkurującymi z nią pozycjami.

Mogę natomiast o tej autorce powiedzieć, że czytając jej książki mam poczucie, iż czytam polskiego reportera. Kogoś, kto się tego reportażu w Polsce uczył, z niego wyrastał. To są książki szalenie polskie. I to wcale nie dlatego, że dotyczą sąsiadów, spraw, które są bliskie i oswojone przez moje pokolenie, ale również z tego powodu, że ona „po polsku” pisze.

Przeczytałem wypowiedź Aleksijewicz, że uczyła się pisania od takich ludzi jak Krall czy Kapuściński. Noblistka w jakimś sensie poczuwa się do polskiej szkoły reportażu – boję się, że szkoła ta nie osiągnie już większego sukcesu. Bo nawet jeśli któraś z moich koleżanek czy któryś z moich kolegów reporterów dostanie Nobla, nie będzie to już dla literatury faktu Nobel pierwszy. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2015