Skąd się wzięli biskupi i dlaczego długo nie było papieży

Na synodzie o synodalności jednym z ważniejszych problemów okazał się sposób sprawowania władzy przez biskupów. Przyjrzyjmy się, jak powstawał ich urząd.

30.01.2024

Czyta się kilka minut

Otwarcie XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów na Placu Świętego Piotra. Watykan, 4 października 2023 r.  / fot. Maria Laura Antonelli / SIPA / EAST NEWS
Otwarcie XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów na placu Świętego Piotra. Watykan, 4 października 2023 r. / fot. Maria Laura Antonelli / SIPA / EAST NEWS

Wydawać by się mogło, że historia episkopatu jest dobrze udokumentowana, nic więc nowego na ten temat powiedzieć się nie da. Problem w tym, że w powszechnej świadomości funkcjonuje wiele mitów, gdyż patrząc dziś na początki, łatwo o myślenie anachroniczne i o nakładanie na pierwsze wieki form i znaczeń znanych dopiero w czasach późniejszych.

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że mamy do dyspozycji mało źródeł. O pierwszym wieku wiemy co nieco tylko z Dziejów Apostolskich i z „Listu do Kościoła w Koryncie”, napisanego w Rzymie w jego drugiej połowie. Dopiero w IV stuleciu pojawia się informacja, że to biskup Klemens, ustanowiony przez św. Piotra, miałby ów list napisać. Z drugiego wieku na interesujący nas temat mamy tylko listy Ignacego Antiocheńskiego i pisma Ireneusza z Lyonu. Cóż więc wiemy?

Dzieje Apostolskie opisują działalność Piotra i Pawła, ich podróże i zakładanie Kościołów. Zupełnie pomijają aktywność innych apostołów, wspominając tylko, że się rozchodzili po świecie, a w Jerozolimie na czele Kościoła pozostała grupa „apostołów i prezbiterów” (np. Dz 15, 4), pod przewodnictwem Jakuba, „brata Pańskiego”. Termin „prezbiter” oznaczał człowieka postawionego na czele jakiejś wspólnoty przez apostoła, który ją zakładał. Było to nawiązaniem do „starszych” ustanowionych przez Mojżesza dla przewodzenia ludowi. W Nowym Testamencie, jak i w innych pismach, określa się ich zamiennie jako prezbiterów lub biskupów: pierwszy termin był raczej stosowany w środowiskach judeochrześcijańskich, drugi wśród tzw. etnochrześcijan, czyli we wspólnotach spośród innych narodowości. Piszę „raczej”, gdyż nie było to stosowane konsekwentnie.

Dziura w historii

Ilu mogło być takich prezbiterów/biskupów w jednym mieście, nie wiadomo. Dzieje Apostolskie (20, 17) podają, że Paweł wezwał kiedyś do Miletu starszych Kościoła z Efezu. Nie wiadomo ilu ani czy któryś z nich był przełożonym pozostałych: raczej nie. Tak więc na pierwszym etapie, przez pierwszych kilka pokoleń chrześcijan, tylu było prezbiterów/biskupów, ile wspólnot kościelnych. W większych miastach mogło ich być wielu. Znamy imiona tylko nielicznych. Nie wiemy, kim był np. przełożony wspólnoty w Damaszku, dokąd udawał się Szaweł z listami arcykapłana ani kto tam Kościół założył, nie wiemy, kto stał na czele wspólnoty w Rzymie, skąd Akwila z żoną Pryscyllą uciekli do Koryntu w czasach cesarza Klaudiusza (spotkali tam Pawła, przez jakiś czas działali razem, a potem wrócili do stolicy, dokąd też go zaprosili); nie wiemy, kto przewodniczył Kościołowi w Rzymie, gdy Paweł pisał List do Rzymian.

Już na początku IV w. chrześcijanie nie pamiętali takich szczegółów, skoro historyk Euzebiusz w swej „Historii” pisał: „Niełatwo podać, jacy byli prawdziwi następcy apostołów, godni sprawowania urzędu pasterskiego w założonych przez siebie Kościołach, i ilu ich było, z wyjątkiem tych, których imiona można wyłuskać z pism Pawła” (III, 4, 3). Być może chrześcijanie tak intensywnie przeżywali nadzieję rychłej paruzji, że nie zawracali sobie głowy takimi drobiazgami.

Jedno tylko zdaje się być pewne: rozróżnienie na apostołów i prezbiterów/biskupów wydaje się obowiązywać nie tylko w Jerozolimie. Apostołowie zakładali Kościoły, ustanawiali w nich przełożonych i szli dalej, aby zakładać nowe. W Rzymie, gdy przebywali tam już i Piotr, i Paweł, nie stali oni na czele żadnej wspólnoty, ale mianowali biskupów dla nowych wspólnot. „Liber Pontificalis”, czyli biogramy biskupów Rzymu od początków do połowy X w., które zaczęto pisać dopiero w latach 30. VI w., zna tradycję, według której Piotr miałby ustanowić prezbiterów/biskupów Linusa, Anakleta i wspomnianego już Klemensa, ale nie tyle jako swoich następców, ile właśnie jako przełożonych różnych wspólnot.

Coś z tego może być prawdą, ale jest też inna wiadomość, gdyż pod koniec II w. Ireneusz pisał, że pierwszym biskupem Rzymu byłby Linus, drugim Anaklet, a trzecim Klemens (Piotra nazywa apostołem, nie biskupem) i nie bardzo wiadomo, jak sobie poradzić z chronologią. Taką samą kolejność potwierdza też w „Historii kościelnej” (III, 21) Euzebiusz z Cezarei, również wyłączając Piotra z listy biskupów. W każdym razie obecność dwóch apostołów w Rzymie musiała być znacząca dla tego Kościoła już wtedy, a po ich śmierci, gdy chrześcijanie z różnych stron zaczęli pielgrzymować do ich grobów, stawała się coraz bardziej powodem chluby i dumy. Kościół rzymski nazywano apostolskim, a groby Piotra i Pawła nabrały znaczenia fundamentu Kościoła.

Właściciel domu

Do kompetencji takiego biskupa należało dbanie o wspólnotę z duchowego i materialnego punktu widzenia (episcopos oznacza nadzorcę czy stróża), troska o sieroty i wdowy, przewodniczenie Eucharystii, komentowanie czytań liturgicznych i ustanawianie innych funkcji w Kościele, np. diakonów czy lektorów. Z praktycznych względów wybierano kogoś dysponującego domem, w którym Kościół mógłby się zbierać, no i w miarę wykształconego, by mógł choćby korespondencję prowadzić z innymi Kościołami. Już z Dziejów Apostolskich wiemy, że biskupi pisywali do apostołów, ci im odpisywali, listy te przekazywano dalej i czytano, gdzie tylko dotarły. Wszyscy też byli zgodni, że jeśli np. w jednym Kościele został ktoś z jakichś powodów usunięty ze wspólnoty, trzeba było innych w sąsiedztwie o tym powiadomić.

Gdy w jakiejś miejscowości prezbiter/biskup umierał, wspólnota wybierała następcę spośród swojego grona, zapewne w kontekście jakiegoś religijnego spotkania, ale nic nam nie wiadomo na temat sposobu tego ustanawiania. Zwyczaj, a także prawo, że dla ustanowienia nowego biskupa powinno się zebrać przynajmniej trzech biskupów z sąsiedztwa i nałożyć na nich ręce, znajduje potwierdzenie dopiero w 325 r., na Soborze Nicejskim.

Jedyny w mieście

Wróćmy jeszcze do pierwszego wieku i do tej pierwotnej struktury, gdzie tylu było biskupów, ile Kościołów. Widzieliśmy, że w Jerozolimie stanowili oni prawdopodobnie zwarty zespół działający pod kierunkiem Jakuba, ale w innych zdawało się to rodzić konflikty. Wspomniany już list Klemensa do Koryntu poświęcony jest sporom w tamtejszym Kościele, zawiściom i waśniom między duchownymi. Kłócili się też wierni, preferując jednych pasterzy, a lekceważąc innych. Nie lepiej było i gdzie indziej, więc na przełomie I i II w. pojawia się w Kościele coraz silniejszy nacisk na konieczność uporządkowania tego stanu rzeczy przez wprowadzenie tzw. monoepiskopatu lub episkopatu monarchicznego.

Chodziło o to, by w jednym mieście był tylko jeden biskup, jako ostoja jedności i jej ucieleśnienie, podczas gdy inni, zwani nadal prezbiterami, tworzyliby jakby jego „senat”, zawiadywali swoimi Kościołami, ale w zależności od biskupa, z którym wszyscy spotykaliby się na wspólnej Eucharystii. W takich terminach wypowiada się Ignacy z Antiochii (zm. ok. 116 r.) w swoich listach kierowanych do Kościołów Azji Mniejszej (w zachodniej części dzisiejszej Turcji), w których też istniał ten problem. Pisze m.in. w liście do Filadelfii: „Starajcie się uczestniczyć w jednej Eucharystii. Jedno bowiem jest ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa i jeden kielich, by nas zjednoczyć z krwią Jego, jeden ołtarz, jak też jeden biskup razem z prezbiterami i diakonami, współsługami moimi” (tłum. Anna Świderkówna).

Podaje on też teologiczną argumentację za taką hierarchiczną strukturą. Do Kościoła w Magnezji, gdzie niezadowolenie niektórych budził młody wiek biskupa, pisze: „A wam godzi się nie wykorzystywać wieku waszego biskupa, lecz ze względu na moc Boga Ojca okazywać mu wszelkie poważanie. Wiem istotnie, że wasi święci prezbiterzy nie nadużywają widocznej w nim młodości, lecz jako rozumni w Bogu poddają się mu [zawsze], właściwie jednak poddają się nie jemu, lecz Ojcu Jezusa Chrystusa, gdyż On jest biskupem wszystkich. Przez szacunek zatem dla Tego, który nas umiłował, godzi się być posłusznym bez żadnej obłudy, ponieważ [jeśli postępujemy inaczej], zwodzimy nie tylko tego widzialnego biskupa, lecz próbujemy także oszukać niewidzialnego. Tu już nie z ciałem mamy do czynienia, ale z Bogiem, który zna rzeczy ukryte” (tłum. Anna Świderkówna). Miałby więc biskup być jakby reprezentantem Boga Ojca dla swojego Kościoła.

Okres bez papieży

Byłoby naiwnością sądzić, że taka struktura przyjęła się w całym Kościele szybko i bez problemów. Rzecz dotyczyła zresztą tylko większych miast. Możemy podejrzewać, że trwało to mniej więcej przez cały II wiek, gdzieniegdzie szybciej, gdzieniegdzie później. Porządkowało to jednak strukturę tylko na najniższym poziomie. W miarę rozwoju Kościoła pojawił się więc stopień wyższy z administracyjnego punktu widzenia. Cesarstwo było podzielone na prowincje, w których stolica miała status metropolii. W naturalny sposób, bez żadnych rozporządzeń, biskup stolicy prowincji był określany jako biskup metropolita i stał się organem zwierzchnim względem innych biskupów prowincji.

Ten sam proces dotyczył także Rzymu, choć ze względu na wielkość miasta był wolniejszy. Podczas gdy w I i II w. było tam jeszcze kilku biskupów równocześnie (a miasto było wtedy ponadmilionowe), od początku III w. wydaje się, że był już jeden. Uczeni spekulują, kto był pierwszym, późniejsze chronologie nie są bowiem w tej materii wiarygodne: po prostu zapisywano imiona tylko tych, którzy czymś się szczególnie wyróżnili i byli wybitniejsi od innych. Ok. roku 200 zdaje się, że były jeszcze dwa Kościoły w Rzymie, jeden łacińskojęzyczny, a drugi grecki – tak przynajmniej można by wnioskować z anonimowego i polemicznego dzieła zwanego „Elenchos” lub „Philosophoumena”, bardzo krytycznego względem biskupa Kaliksta (tego od katakumb). Odtąd stołeczność i niepodważalna wyjątkowość miasta coraz bardziej rzutowała na pozycję jego biskupa. Ponadto, oczywiście, uważany był on za następcę apostołów Piotra i Pawła, co dodawało mu godności. Jeszcze przez cały III w. nie wyróżniano w tej parze Piotra: mówiono o podwójnym dziedzictwie Piotra i Pawła, i o Kościele zbudowanym na fundamencie apostołów.

Pierwsze rozstrzygnięcia

W II w. pojawia się w Kościele instytucja synodów. W analogii do państwowych rad municypalnych czy prowincjalnych zbierali się także biskupi poszczególnych prowincji dla wspólnego rozpatrzenia bieżących spraw. Dla tej procedury również znajdowano uzasadnienie w Dziejach Apostolskich (rozdz. 15), gdzie mowa o zebraniu „apostołów i prezbiterów” Jerozolimy, wraz z przybyłymi Pawłem i Barnabą, dla zastanowienia się nad statusem w Kościele nowych chrześcijan pochodzących z innych narodów. Wspólnie postanowiono wtedy, ze świadomością asystencji Ducha Świętego, że chrześcijan z pogan nie obowiązuje Prawo Starego Testamentu, tylko cztery przykazania wyjęte z przymierza z Noem, ojcem całej ludzkości po potopie: zakaz morderstwa, bałwochwalstwa, spożywania krwi zwierząt (uważano, że w niej trwa dusza zwierzęcia) oraz cudzołóstwa, czyli rozbijania małżeństwa, swojego lub cudzego (Dz 15, 22-29).

Zbierający się na synodach biskupi również mieli świadomość działania w imieniu Boga. Na podstawie skromnych danych widać, że głównym problemem poruszanym na tych zebraniach była data Wielkanocy: czy sprawować ją razem z Żydami w 14. dniu księżycowego miesiąca nisan, bez względu na dzień tygodnia, czy w najbliższą niedzielę. W cesarstwie, poza Palestyną, używano już kalendarza słonecznego, co dodatkowo komplikowało zagadnienie. Możemy zaznaczyć, że zdecydowanie odcięto się od kalendarza żydowskiego dopiero na Soborze Nicejskim w 325 r., choć nie całkiem skutecznie. Debatowano też nad pojawiającymi się w Kościele nowymi ruchami czy poglądami, wymagającymi zajęcia stanowiska.

Biskupi wiejscy

Nie sposób powiedzieć, w jakim stopniu metropolita był przełożonym biskupów w innych miastach. Prościej jest z tak zwanymi „choerepiskopami”, co można by przetłumaczyć na „biskupi wiejscy”. Ustanawiano takich biskupów w jakichś siołach zależnych od miasta i mieli oni ograniczone kompetencje. Nie mogli np. ustanawiać prezbiterów bez zgody biskupa miasta.

Przez cały III w. utrzymywała się właśnie taka struktura: biskupi byli niezależni w swoich decyzjach, aczkolwiek „zorganizowani” w granicach prowincji. Władzy zwierzchniej nie było, bo choć zgadzano się z uprzywilejowaną pozycją biskupa Rzymu, nie wiązała się z tym żadna władza i Cyprian z Kartaginy mógł napisać ok. 257 r., że „każdy zwierzchnik w Kościele ma wolną wolę i za swe postępowanie zda rachunek przed Bogiem”.

Kościół traci wolność

Sytuacja zmieniła się wraz z rozporządzeniem tolerancyjnym Konstantyna i Licyniusza z roku 313, zwanym „edyktem mediolańskim”. Cesarze od samego początku cesarstwa zajmowali urząd najwyższego pontyfika (pontifex maximus), czyli byli zwierzchnikami wszystkich religii. Sami nie musieli być kapłanami, ale mianowali najważniejszych kapłanów. Teraz zaczęło to dotyczyć także chrześcijaństwa, wraz z tym „edyktem” Kościół więc nie tyle uzyskał wolność, ile ją utracił. Od tego czasu Kościół miał być coraz bardziej zwornikiem jedności państwa i ideowo wspierać władzę cesarską. Był to proces, który trwał kilka dziesięcioleci, a wreszcie doprowadził do poddania Kościoła cesarzom. Teraz cesarz również zwoływał synody i narzucał tematy, jakimi się miały zajmować. Zależało mu na uzależnieniu biskupów od siebie również w sferze ekonomicznej.

Tak więc kilka miesięcy po pokonaniu wszystkich wrogów i ugruntowaniu swojej władzy, krótko po Soborze Nicejskim w 325 r., który miał być ukoronowaniem obchodów jubileuszu dwudziestolecia jego panowania i uroczystym ogłoszeniem jedności państwa i Kościoła pod jego łaskawym przywództwem, Konstantyn ogłosił prawo, zgodnie z którym bogaci nie mogli zostawać duchownymi („Kodeks Teodozjusza” XVI, 2,6). „Wypada bowiem – pisał – aby bogaci brali na siebie konieczne ciężary świeckie, a ubodzy byli utrzymywani z bogactw Kościołów”. O te bogactwa zaś sam się obiecywał troszczyć.

Prawo to nie weszło w życie natychmiast i wszędzie, więc w drugiej połowie IV w. są jeszcze biskupi bogaci z domu, a to znaczyło, że dobrze wykształceni (np. Bazyli Wielki, jego brat Grzegorz z Nyssy i przyjaciel Grzegorz z Nazjanzu), ale w V w. jest ich już coraz mniej. Znaczyło to w praktyce, że biskupami czy prezbiterami zostawali ludzie niedouczeni, gdyż rodziców nie stać było na edukację; bywało, że analfabeci, na dodatek zmuszeni do zabiegania u cesarzy o pieniądze, wsparcie na budowy itd. Cesarz zaś chętnie dawał, ale tylko tym, którzy byli mu posłuszni i realizowali jego politykę.

Pobożni na urzędzie

W ciągu V w. dochodzi więc do tego, że nie ma skąd brać kandydatów na biskupów. Z konieczności coraz częściej zostają nimi mnisi, którzy w klasztorach czegoś się nauczyli, gdyż wszystkie ówczesne reguły kładły nacisk na obowiązek nauki czytania oraz poświęcania jakiegoś czasu w ciągu dnia na lektury, na co ubodzy ludzie świeccy nie mogli sobie pozwolić. Wybierani mnisi byli w większości pobożni i gorliwi, ale ich powołaniem była klasztorna asceza, a nie duszpasterstwo, więc pełni dobrej woli nie potrafili wymyśleć nic lepszego niż zaaplikowanie wiernym swoich reguł zakonnych, ze szczególnym uwzględnieniem przepisów dotyczących czystości seksualnej, tak jakby chcieli wszystkich na mnichów przerobić. Z tych reguł powstały później „Księgi pokutne”.

Sytuację biskupów zmienił również nowy porządek administracyjny. Wraz z wybudowaniem Konstantynopola, w latach 30. IV w. przeniósł się tam nie tylko sam cesarz z dworem, ale również senat i inne centralne urzędy. Biskup nowej stolicy, a także biskupi innych miast wschodnich czuli odtąd oddech cesarza na plecach, a ten bez żadnych skrupułów mieszał się w ustanawiania biskupów i zmieniał ich w zależności od swoich interesów. Na Zachodzie nie było tego problemu i szybko biskup Rzymu stał się najważniejszą osobistością w mieście, zatem łatwiej mu było o niezależność od władzy. Dopóki istniało Cesarstwo Zachodnie, jego władcy zwykle przebywali w Mediolanie, Rawennie czy Trewirze, rzadko zaglądając do starej stolicy.

Po IV w. tak mniej więcej pozostało. Na Wschodzie wpływ cesarzy na biskupów był stabilnie wysoki i zaowocowało to cezaropapizmem na całe wieki, na Zachodzie natomiast rosła pozycja biskupa Rzymu. W V w. dekrety papieskie cieszyły się już autorytetem równym soborom powszechnym, a gdy w VIII w. powstało Państwo Kościelne, papież – oprócz władzy duchowej – objął nad innymi biskupami panowanie analogiczne do władzy cesarskiej na Wschodzie.

Henryk Pietras jest jezuitą, zajmuje się historią pierwszych wieków chrześcijaństwa. Profesor Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kto po apostołach