Seks na pełen etat. Czy prostytucja może być normą?

Prostytucja jako zwyczajna praca, wolny wybór i wyzwolenie kobiet. Absurd? Nie dla sporej części polskich feministek, badaczek oraz mediów.

22.11.2023

Czyta się kilka minut

Gdańsk, 8 marca 2023 r. / Fot. Wojciech Stróżyk / Reporter
Gdańsk, 8 marca 2023 r. / Fot. Wojciech Stróżyk / Reporter

„Chcesz zacząć pracować seksualnie, ale nie wiesz, jak? Nasz kolektyw nie powie ci, jak wejść w branżę, ponieważ nie promujemy pracy seksualnej. Promujemy bezpieczną pracę seksualną i dlatego polecamy zaglądać do »Doświadczalnika«” – mówi członkini Sex Work Polska w filmie opublikowanym na Facebooku. „Doświadczalnik” to wydany w 2019 r. zbiór wiedzy o tym, „jak pracować seksualnie w sposób bezpieczny, świadomy i satysfakcjonujący”. Został napisany przez nieformalną grupę pracownic seksualnych przy wsparciu Funduszu Feministycznego oraz kolektywu Sex Work Polska i dotyczy trzech zawodów z branży: masażu erotycznego, striptizu i „full serwis/eskort”. 

Przekonanie, że słowo „prostytucja” jest stygmatyzujące, a praca seksualna (w tym „»full serwis« (seks klasyczny, oralny, analny, fetysze)”) to zwyczajna praca, rozpowszechnia coraz więcej osób.

Prostytucja w normie

– Założyłyśmy kolektyw Sex Work Polska spontanicznie, w 2014 roku – mówi dr Agata Dziuban z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, która wraz z Anną Ratecką, wówczas doktorantką w tym instytucie, stworzyła pierwszą inicjatywę na rzecz praw osób z tej branży w Polsce. – Chciałyśmy podpisać jako podmiot list protestacyjny przygotowany przez Międzynarodowy Komitet na rzecz Praw Osób Pracujących Seksualnie i wyrazić sprzeciw wobec przyjęcia przez Parlament Europejski rezolucji Mary Honeyball, która zrównywała pracę seksualną z niewolnictwem seksualnym i handlem ludźmi. List protestacyjny podpisało 560 organizacji z całego świata.

„Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie wykorzystywania seksualnego i prostytucji oraz ich wpływu na równouprawnienie płci” została jednak przyjęta. Czytamy w niej m.in., że „prostytucja, przymusowa prostytucja oraz wykorzystywanie seksualne są kwestiami bardzo powiązanymi z płcią oraz naruszającymi godność ludzką, sprzecznymi z zasadami praw człowieka obejmującymi równość płci”, a „normalizacja prostytucji ma wpływ na pojmowanie seksualności przez młodych ludzi oraz relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami”.

– Nie podpiszę się pod stwierdzeniem, że przyczyniam się do „normalizowania prostytucji”, nie rozumiem tej kategorii – mówi dziś Dziuban. – Zajmuję się działaniami, które mają upowszechniać wiedzę na temat sytuacji osób pracujących seksualnie i wspierać je w możliwości realizowania ich praw i podmiotowości, która przez tego rodzaju kategorie jest ograniczana. W Polsce takie osoby są pozbawiane dostępu do podstawowych praw, doświadczają dyskryminacji, systemowej i instytucjonalnej przemocy. Przepisy prawa pozbawiają je narzędzi obrony.

Zakładając Sex Work Polska, Dziuban i Ratecka były nie tylko badaczkami UJ zajmującymi się m.in. sytuacją osób w prostytucji, ale też streetworkerkami Centrum Profilaktyki i Edukacji Społecznej „Parasol” w Krakowie. Towarzyszyły tam osobom doświadczającym prostytucji, rozdawały prezerwatywy, wykonywały pracę socjalną i edukacyjną.

– Jeżeli działamy na rzecz jakiejś społeczności, warto oddać jej pierwszoplanową pozycję w określaniu tego, czego chce i czego potrzebuje – wyjaśnia Dziuban. – Inicjując Sex Work Polska, chciałyśmy stworzyć przestrzeń, w której osoby pracujące seksualnie mogą rozmawiać o swoich potrzebach i formułować postulaty. Dotychczas osoby te były traktowane paternalistycznie i protekcjonalnie. Nie brały udziału w tworzeniu polityk określających warunki ich pracy ani w debatach. Celem kolektywu SWP jest też zapewnianie osobom pracującym seksualnie wsparcia prawnego, psychologicznego, interwencji kryzysowych, wiedzy na temat ich praw, dostępu do usług medycznych i pomocy instytucjonalnej, które są dla nich często niedostępne ze względu na kryminalizację i dyskryminację.

Korzenie feminizmu?

Zanim jednak do SWP dołączyły osoby z branży, przez dwa lata był to dwuosobowy kolektyw. W 2016 r. jego członkinie przetłumaczyły „Manifest o włączenie walki o prawa pracownic i pracowników seksualnych do postulatów ruchu feministycznego”, który został opublikowany na stronie „Codziennika Feministycznego” i kończy się słowami: „Pracownice seksualne były jednymi z pierwszych feministek. Nie upominając się o prawa kobiet świadczących usługi seksualne, współczesny ruch feministyczny de facto odcina się od swoich korzeni”.

Z kolei Mira Kowalska, jedna z pierwszych członkiń Sex Work Polska z doświadczeniem prostytucji, podczas pierwszego przemówienia SWP na warszawskiej Manifie w 2017 r. mówiła tak: „Przemocą jest traktowanie pracownic i pracowników seksualnych jako osób niezdolnych do podejmowania samodzielnych decyzji lub patologicznych jednostek, odmawiając tym samym osobom pracującym głosu. Przemocą jest kryminalizacja miejsc pracy, odbieranie podstawowych praw pracowniczych i spychanie pracownic i pracowników seksualnych do podziemia. Przemocą jest krzywdzący i obraźliwy język stosowany w debacie publicznej”.

W 2017 r. członkinie kolektywu doświadczające prostytucji zaczęły też wypowiadać się w mediach. Wyrażały zadowolenie ze swojej sytuacji i domagały się dekryminalizacji całej branży (sama prostytucja nie jest nielegalna, zabronione jest sutenerstwo, kuplerstwo i stręczycielstwo). Mira Kowalska udzieliła wywiadu „Dużemu Formatowi”, a „Krytyka Polityczna" opublikowała dwa teksty Świętej Ladacznicy.

Protest pracownic seksualnych i aktywistek przed brytyjskim parlamentem debatującym o delegalizacji internetowych platform sex biznesu. Londyn, 2018 r. / Fot. Wiktor Szymanowicz / Future Publishing / Getty Images

„Jestem młodą, ambitną kobietą, która w dzieciństwie uwielbiała »Pretty Woman« i fantazjowała o pracy dziwki – pisała Święta Ladacznica w pierwszym artykule dla „KP". – Od dwóch lat zarabiam na swoją przyszłość jako dziewczyna do towarzystwa. (...) Moja praca daje mi wiele satysfakcji i pozwala powoli uporać się z różnymi trudnościami”. Drugi był odpowiedzią na polemikę kryminolożki dr Magdaleny Grzyb i kończył się stwierdzeniem, że osoby przeciwne normalizowaniu prostytucji „muszą odrobić ważną lekcję z lewicowego światopoglądu, feminizmu i praw człowieka”.

W tym samym roku Ratecka rozpoczęła realizację na UJ projektu badawczego „Mobilizacja społeczna na rzecz praw kobiet świadczących usługi seksualne w Polsce w kontekście transnarodowym”, sfinansowanego przez Narodowe Centrum Nauki (kwota: 93 600 zł). Dziuban była drugą wykonawczynią tego projektu i opiekunką naukową Rateckiej, która dwa lata później otrzymała z NCN-u kolejny grant (151 032 zł na projekt „Sytuacja kobiet świadczących usługi seksualne w świetle teorii uznania”), a w zeszłym roku obroniła doktorat na ten temat.

Bez wstydu

Dziuban i Ratecka są jedynymi osobami, które działają w (do dziś niesformalizowanym) kolektywie Sex Work Polska od początku. Mira Kowalska nie wypowiada się już publicznie (przynajmniej pod tym pseudonimem), a Święta Ladacznica wyszła z prostytucji i ostrzega innych przed tym zajęciem i normalizowaniem go. Pojawiają się jednak kolejne osoby, które zapewniają, że decyzję o pracy w seksbiznesie podjęły świadomie (nawet jeśli – o czym też mówią – podejmowały ją jako osoby niepełnoletnie albo borykają się z uzależnieniami) i są z niej zadowolone. 

Ludzie na sprzedaż

Niewola zaczyna się tam, gdzie dla własnej wygody używamy tanich dóbr wytwarzanych przez niewolniczą pracę – mówi koordynatorka największej międzyzakonnej i międzynarodowej sieci pomocy ofiarom handlu ludźmi.

W 2021 r. dwie kobiety z branży (członkini i była członkini SWP) założyły podcast o pracy seksualnej. W jednym z odcinków wyjaśniają, dlaczego nie należy używać słowa „prostytucja”. „Słowo na »p« jest pejoratywne i przemocowe", a podcast nosi nazwę... „Dwie dupy o dupie”.

„Nigdy nie wypowiadaj się w naszym imieniu, nawet jeżeli masz dobre chęci – czytamy w poradniku „Jak pisać o pracy seksualnej bez stygmy?”, wydanym w 2022 r. w ramach grantu Funduszu Feministycznego. – Każda z nas jest najlepszą i niepodważalną specjalistką w dziedzinie swojego życia, potrzeb, doświadczeń i pracy, jaką wykonujemy. Wiemy, jakie rozwiązania nam służą, a jakie – wręcz przeciwnie. To często w dyskursie »eksperckim« – psychologów czy seksuologów spotykamy się z ograniczającym myśleniem wynikającym z obyczajności i stygmy, a nie rzeczowej oceny sytuacji”. Poradnik pisany jest w pierwszej osobie liczby mnogiej, choć tylko jedna z trzech autorek, Aleksandra Kluczyk, określa się jako osoba pracująca seksualnie. Oprócz niej współautorkami są Olga Ostrowska, studentka i członkini SWP, i Karolina Rogaska, dziennikarka i autorka książki „Bez wstydu. Sekspraca w Polsce”.

Rogaska zajmuje się tą tematyką od 2018 r., kiedy to napisała dla Onetu wcieleniowy reportaż o pracy w klubie go-go. Zatrudniła się jako striptizerka i napisała artykuł, który kończył się słowami: „[Misha] chciałaby skończyć pracę jako striptizerka. Może potem udałoby się odbudować zaufanie do mężczyzn i z kimś związać. – Załóżmy, że miałabyś męża, urodziłaby ci się córka. Jak byś przyjęła, gdyby przyszła do ciebie i powiedziała, że chce tańczyć na rurze? – pytam. Misha nie zastanawia się na odpowiedzią nawet sekundy. Rzuca od razu: – Wolałabym, żeby miała normalne życie”. 

Autorka zamieściła ten reportaż również w książce, dodając opis swojego striptizu (według redakcji Onetu „za mocny”) i zmieniając zakończenie. W książce artykuł kończy się słowami: „Misha myśli, że posiedzi w biznesie jeszcze trzy lata, aż odłoży na własne mieszkanie. A potem coś się wymyśli”.

Pytam Rogaską, dlaczego dokonała tej zmiany, na jakiej podstawie twierdzi, że praca seksualna nie traumatyzuje, tylko pomaga uporać się z traumami, i czy podczas pisania „Bez wstydu” i „Bez stygmy” konsultowała się z jakimiś psychologami i seksuologami. Odmawia wypowiedzi.

Mityczna figura

„Niektóre osoby z branży mają traumy z przeszłości, ale często właśnie ta praca pozwala im sobie z nimi poradzić – mówiła Rogaska w wywiadzie dla „Dużego Formatu”. – Na przykład osobom z doświadczeniem przemocy seksualnej w przeszłości praca na planie filmu porno czy umawianie się z klientami w mieszkaniu pozwala odzyskać poczucie kontroli”. 

– Absolutnie sprzeciwiam się myśleniu, że prostytucja leczy – mówi prof. Maria Beisert, prawniczka, psycholożka i seksuolożka, kierowniczka Zakładu Seksuologii Społecznej i Klinicznej Wydziału Psychologii i Kognitywistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Prostytucja nie jest czynnikiem chroniącym przed zaburzeniami. Przeciwnie, jest czynnikiem wysokiego ryzyka, że traumy się zsumują i doprowadzą do skutków negatywnych. Narażanie się na rewiktymizację nie jest czynnikiem leczącym, a prostytucja właśnie na to naraża i powinna być rozpatrywana jako zjawisko, które może doprowadzić do zaburzeń. To, czy doprowadzi, czy nie, zależy od proporcji między czynnikami chroniącymi a czynnikami ryzyka. Ale to prawda, że prostytucja nie musi skończyć się zaburzeniem funkcjonowania osoby, która się nią zajmuje. Wyjaśnia to np. teoria rezyliencji. Jednak twierdzenie, że prostytucja pomaga radzić sobie z traumami, jest wypaczeniem istoty tej teorii.

Kolektyw Sex Work Polska również głosi poglądy sprzeczne z wiedzą psychologiczną i seksuologiczną. Na przykład Agata Dziuban uważa, że „funkcjonują takie narracje, że osoby pracujące seksualnie pracują, bo np. są ofiarami przemocy seksualnej w dzieciństwie. Nie ma badań, które by potwierdzały, że istnieje jakaś dysproporcja doświadczenia przemocy seksualnej w dzieciństwie między osobami pracującymi seksualnie a osobami, kobietami w ogólnej populacji”.

– Według polskich badań 80 proc. osób zajmujących się prostytucją było wykorzystanych seksualnie w dzieciństwie – zaprzecza tezie Kolektywu prof. Beisert. – Ten czynnik jest dobrze zanalizowany na przestrzeni wielu lat w badaniach w Polsce i na świecie. Badania są rzetelne, dobrze udokumentowane, o dobrej metodologii. Nie ma wątpliwości, że związek między wykorzystaniem seksualnym w dzieciństwie a prostytucją jest silny, i że jest to czynnik, który w sposób nieświadomy może zaważyć na decyzji o wejściu w prostytucję. Nie można go pomijać ani mówić, że nie istnieje.

Wykład, podczas którego Dziuban podważała ten fakt, został wygłoszony w ramach Festiwalu Seksualności 2022, zorganizowanego przez Koło Naukowe Seksuologii Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. W lutym tego roku został opublikowany na stronach projektu Strefa Psyche Uniwersytetu SWPS i wzbudził duże kontrowersje – zarzucano uczelni, że normalizuje czy wręcz promuje prostytucję.

W końcu SWPS obiecała zorganizowanie debaty eksperckiej. We wrześniu rzeczniczka prasowa SWPS, Renata Czeladko, zapewniała „Tygodnik”, że Strefa Psyche nie normalizuje prostytucji, a w debacie zostaną zaprezentowane różne, także odmienne stanowiska. Tak się jednak nie stało.

Debatę zorganizowano w październiku, oprócz Dziuban wzięły w niej udział dr pedagogiki Joanna Dec-Pietrowska (Uniwersytet Zielonogórski), dr psychologii Katarzyna Grunt-Mejer (SWPS) i Magdalena Smaś-Myszczyszyn (SWPS, przedstawiana jako dr nauk hum., choć doktoratu nie ma, i jako doktorantka Instytutu Psychiatrii i Neurologii, co również nie jest prawdą). Żadna z nich nie miała odmiennego stanowiska niż Dziuban, której wypowiedzi zajęły prawie połowę spotkania.

Równie kontrowersyjne są poglądy założycielki Sex Work Polska na temat handlu ludźmi w celu eksploatacji seksualnej. Dziuban, powołując się na rządowe raporty (ukazujące wyłącznie przypadki wykryte przez służby), bagatelizuje ten problem. W jednym z wywiadów stwierdziła wręcz, że to „raczej mityczna figura” i że ona w ciągu 12 lat badań „nie spotkała się z sytuacjami, w których [osoby] były bezpośrednio przymuszane do świadczenia usług seksualnych”. Tymczasem w internecie można znaleźć liczne doniesienia o przemocy stosowanej wobec prostytutek w Polsce, m.in. o tatuowaniu ich przez „właścicieli”.

Zmiana narracji

– Od dawna bronię stanowiska, że nie można zrównywać pracy seksualnej z handlem ludźmi, ale też nie mogę się zgodzić na marginalizowanie tego problemu i publiczne używanie określenia „mityczna figura” – mówi prof. Zbigniew Lasocik, kierownik Ośrodka Badań Handlu Ludźmi Uniwersytetu Warszawskiego. – Handel ludźmi to już raczej nie są przypadki kobiet porywanych z ulicy, bitych i gwałconych. Teraz to często subtelna gra groźnych i bezwzględnych przestępców na emocjach kobiet w sytuacjach przymusowych. Według ostatnich szacunków międzynarodowych w Polsce jest 200 tys. ofiar różnych form zniewolenia. Zasadnicza część to ofiary pracy przymusowej, ale badacze sugerują, że cały czas są wśród nich także ofiary eksploatacji seksualnej.

W lutym dwie publikacje Agory (pt. „Praca jak każda inna. Bardzo bym sobie życzyła, aby oddemonizować ten sex work w Polsce” i „Postanowiła zostać prostytutką. Wolałam pracować w burdelu niż dziesięć godzin na kasie”) zostały zgłoszone – jako propagujące prostytucję – do Rady Etyki Mediów, która jednak stwierdziła, że „nie ma uzasadnienia dla zarzutów naruszenia którejkolwiek z zasad zapisanych w Karcie Etycznej Mediów”.

Można się jednak zastanawiać, czy przedstawianie prostytucji jako zwyczajnej pracy, zawsze z wolnego wyboru, w dodatku leczącej z traum, nie łamie „zasady pierwszeństwa dobra odbiorcy” (oznaczającej, że „podstawowe prawa czytelników, widzów, słuchaczy są nadrzędne wobec interesów redakcji, dziennikarzy, wydawców, producentów i nadawców”). Na pewno jednak, niestety, jest to zgodne z tendencjami panującymi w zachodnim świecie i promowanymi m.in. przez George’a Sorosa. Jego fundacja Open Society Foundation od dawna postuluje „zmianę narracji” na temat prostytucji (m.in. rezygnację z używania tego terminu) i finansuje działania „na rzecz pracowników seksualnych”, również w Polsce (wspierając m.in. Fundusz Feministyczny).

– Jestem feministką z krwi i kości, ale feminizm nie uwalnia od myślenia – mówi prof. Beisert. – Pozytywna tendencja społeczeństw demokratycznych do niewykluczania i niestygmatyzowania ludzi nie powinna prowadzić do przymykania oczu na patologię i normalizowania zjawisk szkodliwych w wymiarze jednostkowym i społecznym. Określanie prostytucji mianem „pracy seksualnej” zaciera ważną rzecz: traktowanie człowieka jako przedmiotu zaspokojenia potrzeb innej osoby, który jest cechą definicyjną tego zjawiska i patologią. To Orwellowska zmiana znaczeń.

Nieliczne polskie feministki, które publicznie sprzeciwiają się normalizowaniu prostytucji – np. Magdalena Grzyb, Urszula Kuczyńska czy Kaya Szulczewska – są określane mianem SWERF (ang. Sex Worker-Exclusionary Radical Feminist, radykalna feministka wykluczająca osoby pracujące seksualnie) i usuwane ze środowiska. Stowarzyszenie Bez, które wspiera osoby wychodzące z seksbiznesu, nie otrzymało grantu z Funduszu Feministycznego, a w tym roku zostało wyrzucone z Miasteczka Równości. Także organizator Parady Równości cofnął zaproszenie pod wpływem protestów części aktywistów, według których prostytucja zawsze była częścią kultury queerowej.

Jednak prostytucja zawsze była też częścią kultury patriarchalnej i – jak czytamy w „Rezolucji Parlamentu Europejskiego z dnia 5 lipca 2022 r. w sprawie ubóstwa kobiet w Europie” – „poważną formą przemocy i wykorzystywania, dotykającą głównie kobiet i dzieci”. 

14 września Parlament Europejski znów o tym przypomniał, przyjmując „Rezolucję w sprawie regulacji dotyczących prostytucji w UE: jej skutków transgranicznych oraz wpływu na równouprawnienie płci i prawa kobiet”. Zachęca w niej państwa członkowskie do wprowadzenia tzw. modelu nordyckiego. Model ten, obowiązujący m.in. w Szwecji i Francji, zakłada dekryminalizację osób w prostytucji i oferowanie im wsparcia w wyjściu z branży, za to karanie wszystkich, którzy czerpią korzyści z wykorzystywania ich. W tym mężczyzn wciąż określanych mianem „klientów”, choć to właściwie „sprawcy prostytucji”.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Inicjatorka kampanii „Kocham. Nie daję klapsów” i akcji „Książki nie do bicia”, specjalizuje się w tematyce praw dziecka. Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie nauki o kulturze i religii. Doktorat o udziale dzieci w programach reality show obroniony w… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Seks na pełen etat