Jak zostać czarnym pisarzem. Oglądamy „Amerykańską fikcję”

W czasach, kiedy słowa „reprezentacja” i „dywersyfikacja” stały się fetyszami politycznej poprawności, film Jeffersona podejmuje z nimi grę.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Erika Alexander i Jeffrey Wright w filmie „Amerykańska fikcja”. / Fot. Claire Folger/Orion Releasing LLC / materiały prasowe
Erika Alexander i Jeffrey Wright w filmie „Amerykańska fikcja”. / Fot. Claire Folger/Orion Releasing LLC / materiały prasowe
  • „AMERYKAŃSKA FIKCJA” – reż. Cord Jefferson. USA 2023. Prime Video

Łatwo dopatrzyć się w tym niezamierzonej ironii: oto film, który traktuje o modzie na tożsamościowe narracje, w tym przypadku związane z rasą, dostaje aż pięć nominacji do Oscara. Również dla najlepszego filmu, mimo że z pewnością nie zalicza się do najwybitniejszych tytułów minionego roku. Zapewne pomogły mu nowe kryteria, zmierzające do większej inkluzywności grup wcześniej niedoreprezentowanych: kobiet, osób LGBT+ czy o innym niż biały kolorze skóry. Tymczasem „Amerykańska fikcja”, jako opowieść o afroamerykańskim pisarzu, który był „zbyt biały”, ażeby odnieść sukces, dworuje sobie z podobnych mechanizmów.

Bohater filmu, Thelonious Ellison, nazywany jest „Monkiem” na cześć słynnego jazzmana i nie pasuje do stereotypu „czarnego”: pochodzi z lekarskiej rodziny, wykłada na uniwersytecie, pisze książki. Tyle, że mało kto je czyta. „Monk” myśli zrazu, iż są „zbyt czarne” – w jednej z zabawniejszych scen znajduje swoje dzieła w księgarni, na półce z napisem „Afroamerican”, i poirytowany własnoręcznie przenosi je na bardziej eksponowane miejsce.

Ale dziś to nie uniwersalność najbardziej się opłaca. Kiedy bohater powraca do rodzinnego Bostonu i tam, po nagłej śmierci siostry, musi zająć się chorą na alzheimera matką, nie starcza mu nawet na prąd. Zaczyna więc pisać powieść zupełnie inną od tego, czym dotychczas się zajmował. Zamiast wyrafinowanej literatury stawia na „brudną” relację prosto z czarnego getta. Choć w zamierzeniu miała to być literacka gra publikowana pod pseudonimem, odnosi niespodziewany sukces.

Sterling K. Brown w filmie „Amerykańska fikcja”. / Fot. Claire Folger/Orion Releasing LLC / materiały prasowe

Powściągliwy w swojej kreacji Jeffrey Wright, znany choćby z serialu „Anioły w Ameryce”, tworzy skomplikowaną postać człowieka, który za każdym razem udaje kogoś, kim nie jest. Kiedyś odciął się od swoich korzeni, by robić pisarską karierę w Los Angeles, a teraz, ukrywając swą twarz i prawdziwą tożsamość, odgrywa rolę „prawdziwka” w stylu gangsta. I co z tego, że czytelnicy i krytycy to kupują, skoro po drodze musi oszukiwać. Między innymi swoją nową partnerkę, jedną z nielicznych dotychczasowych czytelniczek jego prozy. Film zapętla tę sytuację do granic absurdu, albowiem „Monk” sprzedając ostro przyprawioną pulpę, sprzeniewierza się przede wszystkim sobie. Swoją nową twórczość buduje dokładnie z tego, czym sam zawsze najbardziej pogardzał, a mianowicie z rasowych klisz, bo takie właśnie są oczekiwania białego czytelnika. Tylko jak długo da się pociągnąć tę szytą grubymi nićmi mistyfikację?

W sowizdrzalskim tonie „Amerykańska fikcja” mierzy się ze zjawiskiem, które spokojnie można rozciągnąć poza problematykę rasową, wstawiając na to miejsce każdą, dotąd nieuprzywilejowaną grupę społeczną. Szkoda, że debiutujący jako scenarzysta i reżyser Cord Jefferson, dokonawszy adaptacji powieści „Erasure” Percivala Everetta, nie posiada jeszcze na tyle pewnej ręki, by ogarnąć i w pełni wyzyskać podwojoną osobowość swojego bohatera, jak i wielopoziomową ironię tej opowieści. Najlepiej widać ją w scenie, gdy „Monk” zmuszony jest publicznie zdyskredytować własny sukces – czy robi to bardziej w obronie literatury i „czarnej” godności, czy po prostu ratuje siebie przed zdemaskowaniem? W pewnym momencie film wkracza zresztą na własne poletko, czyli do Hollywood, i – przynajmniej potencjalnie – robi się jeszcze ciekawiej.

Tracee Ellis Ross i Leslie Uggams w filmie „Amerykańska fikcja”. / Fot. Claire Folger/Orion Releasing LLC / materiały prasowe

Mnożąc paradoksy i cudzysłowy, tak naprawdę twórcy filmu dążą do normalizacji tematu, jakim jest bycie dzisiaj czarnym twórcą w USA. Pokazują to przez pryzmat afroamerykańskiej rodziny – mocno niedoskonałej, ale za to należącej do nieźle sytuowanej klasy średniej, zapewniającej solidne wykształcenie swoim dzieciom i zatrudniającej czarną gosposię (traktowaną zresztą jak część tej rodziny). Niezależnie od życiowego prawdopodobieństwa „Amerykańska fikcja” pozostaje sympatyczną fantazją z kilkoma potencjalnymi zakończeniami. Próbuje uciec od rasowych stereotypów i jednocześnie całkiem zgrabnie wpisać się w nowy trend.   

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”