Reklama

Wybory na później

Wybory na później

w cyklu STRONA ŚWIATA
03.04.2020
Czyta się kilka minut
Etiopia, gdzie latem miało dojść do pierwszych w historii tego starożytnego państwa wolnych i uczciwych wyborów, odwołała je z powodu epidemii.
Na lotnisku Bole w Addis Abebie, 17 marca 2020 r. / FOT. EDUARDO SOTERAS/AFP/East News
P

Przewodniczący centralnej komisji wyborczej Birtukan Mideska, emerytowany sędzia i działacz politycznej opozycji, w ostatnim dniu marca ogłosił, że z powodu epidemii wyznaczonej na 29 sierpnia elekcji prezydenckiej i parlamentarnej nie będzie w stanie przygotować jak należy. Powiedział, że wybory trzeba będzie przełożyć na później, a nowy termin zostanie ustalony i podany, kiedy skończy się epidemia.

Z decyzją Birtukana zgodziły się zarówno etiopskie władze, jak i opozycja. Pogodził się z nią także premier Abiy Ahmed Ali, najmłodszy z przywódców w całej Afryce. Kiedy przed dwoma laty, 2 kwietnia obejmował urząd szefa rządu (w Etiopii prezydent tylko panuje, a rządzi premier), skończył ledwie 40 lat. Wybory miały być pierwszym, prawdziwym sprawdzianem poparcia, jakim cieszy się wśród ponad stu milionów rodaków (Etiopia jest drugim po 200-milionowej Nigerii najludniejszym krajem w Afryce). Wybory miały też dowieść, czy głoszona przez Abiya etiopska wersja „pierestrojki” i „głasnosti” jest jedynie rzuconą publicznie obietnicą, której, jak to polityk, nie zamierza dotrzymać, czy też programem rzeczywistych reform, które zamierza wdrażać.

Komunistyczny dyktator i nawrócony rewolucjonista

Sierpniowe wybory miały być pierwszą wolną elekcją w całej, liczącej dwa tysiąclecia historii Etiopii, rządzonej przez królów i cesarzy, a potem dwóch, zapatrzonych w komunizm dyktatorów. Pierwszy, Mengistu Hajle Mariam (1977-91), zanim samodzielnie objął rządy w Addis Abebie, należał do grupy młodych oficerów, którzy w 1974 roku obalili ostatniego cesarza Hajle Sellasje, a monarchię zastąpili satrapią, wzorowaną na komunistycznym Wschodzie. Do upadku Mengistu przyczynił się kres zimnej wojny między komunistycznym Wschodem i kapitalistycznym Zachodem. Pozbawiony wsparcia Wschodu, „czerwony negus” nie był w stanie dłużej przeciwstawiać się partyzantom, którzy przez całe lata prowadzili przeciwko niemu zbrojne powstanie.

Następcą Mengistu, który uciekł z Etiopii do Zimbabwe (wciąż tam żyje), został przywódca zwycięskiej partyzantki Meles Zenawi, podobnie jak Mengistu zapatrzony w komunistyczny Wschód. O ile jednak Mengistu, jako tyran, wierzył w komunistyczną dyktaturę, Meles, jako przywódca powstania, wierzył w komunistyczną rewolucję. Wystarczyło jednak, że objął władzę w Addis Abebie, a wyrzekł się bez żalu rewolucyjnej wiary i chętnie przeszedł na nowe wyznanie – wolnorynkowego kapitalizmu na wzór chiński.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Rządzona przez niego twardą ręką nawróconego rewolucjonisty Etiopia z państwa upadłego, uosobienia afrykańskich klęsk tyranii, głodu i wojny przerodziła się w kontynentalne mocarstwo z rozwijającą się w iście chińskim tempie i stylu gospodarką. Oświecony dyktator Meles Zenawi niespodziewanie umarł jednak w 2012 roku, nie dożywszy sześćdziesiątki, a uwolniona spod jego bezwzględnych rządów Etiopia zaczęła pogrążać się w bratobójczych sporach, które coraz częściej przeradzały się w rozruchy i zbrojne konflikty. Najbardziej buntowali się Oromo, dawni koczownicy i pasterze, najliczniejsi w kraju (jedna trzecia ludności). Od zawsze traktowani byli jako obywatele gorszej kategorii, zarówno przez tylko nieco mniej licznych Amharów, z których wywodzili się etiopscy królowie (Amharą był także ojciec Mengistu), jak Tigrajczyków z północy, którzy choć stanowili tylko nieco ponad 6 proc. ludności, rządzili Etiopią pod przywództwem ich rodaka Melesa Zenawiego.

Pierwszy Oromo i Partia Dobrobytu

Następca Melesa, Hajle Mariam Desalegn, pierwszy premier z południa kraju, nie radził sobie z rządzeniem i gdy narodowościowe i regionalne spory zaczęły grozić Etiopii wojną domową, wiosną 2018 roku na szefa rządu wybrany został wywodzący się z Oromów Abiy Ahmed Ali. W ten sposób został pierwszym Oromo wyniesionym na przywódcę Etiopii.

W zamyśle rządzących Tigrajczyków awans Abiya miał jedynie uspokoić Oromów i pozostawić wszystko po staremu. Młody premier wywołał jednak w starożytnym królestwie rewolucję. Wypuścił na wolność więźniów politycznych, podjął dialog z ledwie tolerowaną dotąd opozycją, powoli, ale konsekwentnie pozbywał się z rządu dawnych partyzanckich komendantów i zastępował ich podobnymi sobie technokratami i rówieśnikami. Pogodził się ze wszystkimi sąsiadami, w tym z Erytreą, byłą etiopską prowincją, która w 1993 roku, po 30-letniej wojnie secesyjnej, ogłosiła niepodległość. W listopadzie zeszłego roku rozwiązał rządzący dotąd Etiopski Ludowo-Rewolucyjny Front Demokratyczny, dawną partyzantkę, i zastąpił go nową partią, Partią Dobrobytu. Weszły do niej trzy spośród czterech narodowościowych frakcji Frontu – Oromów, Amharów i ludów Południa, a także kilka pomniejszych partii regionalnych. Urażeni odsunięciem od władzy Tigrajczycy postanowili działać samodzielnie.

Abiy obiecał też pierwsze w historii Etiopii wolne i uczciwe wybory (tylko raz, w 2005 roku, wybory przeprowadzone zostały w sposób wolny, ale ich wynik sfałszowali potem rządzący), Jego Partia Dobrobytu zamierzała w nich uprawomocnić swoje rządy oraz zyskać polityczny mandat i przyzwolenie na reformowanie etiopskiego państwa. Wybory, gdyby się rzeczywiście udało przeprowadzić w sposób uczciwy i wolny (przewodniczenie komisji wyborczej już jesienią 2018 roku powierzył dysydentowi Birtukanowi Midesce) i których wyniku nikt by nie kwestionował, mogłoby też posłużyć za dowód, że pod opieką młodego premiera demokracja zaczęła zapuszczać w Etiopii korzenie, a Etiopczyk rzeczywiście zasłużył na zeszłoroczną Pokojową Nagrodę Nobla.


CZYTAJ TAKŻE

PREMIER ZAPROWADZA POKÓJ: Abiy Ahmed Ali, najmłodszy, ledwie 43-letni, przywódca Afryki, otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Pod jego trwającymi dopiero półtora roku rządami Etiopia przechodzi iście rewolucyjne zmiany >>>


Przełożone wybory w służbie demokracji

Epidemia zniweczyła jednak te plany i historyczna elekcja w Etiopii została przełożona na później. Nie protestowały ani władze, które chciałyby się jak najszybciej, zwłaszcza w sytuacji epidemii, poddać wyborczej weryfikacji, ani opozycja. Ta od dawna kwestionowała sierpniowy termin wyborów jako niefortunny, bo wypadające w czas pory deszczowej. Twierdziła też, że w niektórych regionach kraju, głównie na zachodnich ziemiach Oromów, uczciwych wyborów nie da się przeprowadzić, gdyż wciąż dochodzi tam do antyrządowych rozruchów (wielu Oromów rozczarowało się młodym premierem, ponieważ liczyło, że pod rządami rodaka w stolicy ich sytuacja poprawi się znaczniej i szybciej), a policja i wojsko, dowodzone przez oficerów-Tigrajczyków, po staremu prześladują opozycję i rozpędzają jej wiece.

Według przedstawicieli ośrodka analitycznego International Crises Group przełożenie wyborów może się dobrze przysłużyć sprawie demokracji w Etiopii. Boczące się na siebie władze i opozycja muszą podjąć rozmowy w sprawie ustalenia nowego kalendarza wyborczego, a także postanowić coś w sprawie wygasających w październiku mandatów dzisiejszych posłów. „A przy okazji przedstawiciele władz i opozycji mogą zgłosić swoje pretensje i skargi, przedyskutować inne sprawy – kwestię pojednania narodowego czy też utrzymania bądź reformy federalnego modelu państwa” – uważa William Davinson z ICG. Także jeden z przywódców opozycji Jawar Mohammed uważa, że nowy termin wyborów trzeba wspólnie uzgodnić, a władze nie mogą w tej sprawie podejmować jednostronnych decyzji.

Kogo nie powstrzymała epidemia

Etiopia jako pierwsza, i jak do tej pory jedyna z afrykańskich państw, odwołała wyznaczone na ten rok wybory z powodu epidemii. W Mali, w ostatnią niedzielę marca, wybory parlamentarne przeprowadzono mimo epidemii, wojny domowej i dżihadystów panoszących się po pustynnej północy kraju. Władze przekonywały, że odłożyć wyborów po prostu się już nie da, bo i tak zostały już opóźnione. Zgodnie z kalendarzem powinny się odbyć jeszcze pod koniec 2018 roku. Odraczano je jednak z powodu trwającej w kraju wojny domowej i dżihadystów. Posłów więc wybrano, choć ćwierć miliona wyborców nie mogło zagłosować, bo w wyniku wojny domowej stracili dach nad głową i wylądowali w obozach uchodźców. Podczas skróconej kampanii wyborczej doszło do porwań (pod Timbuktu uprowadzony został przywódca głównej partii opozycyjnej Soumaila Cisse), zamachów bombowych i zasadzek na głównych drogach, w których wyniku zginęło kilkanaście osób. W przedwyborczą sobotę zmarła w Mali pierwsza osoba zarażona wirusem SARS-CoV-2. Jeśli okaże się, że w niedzielę nie udało się wybrać wszystkich 147 posłów (do wygranej w pierwszej rundzie potrzebna jest ponad połowa oddanych głosów), 19 kwietnia Malijczycy będą musieli pójść głosować ponownie.

Epidemia nie powstrzymała również władz Gwinei przed przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych i plebiscytu w sprawie zmiany konstytucji, która umożliwiłaby 82-letniemu prezydentowi Alphie Conde dalsze rządy. Druga i ostatnia kadencja kończy mu się w tym roku, ale poparcie Gwinejczyków, by konstytucję poprawić, umożliwi Conde ponowne ubieganie się o prezydenturę, a jeśli ją wygra – co do czego nie ma wątpliwości – liczenie kadencji od nowa i przedłużenie rządów o kolejnych 12 lat.

Afrykę, kontynent, na który epidemia COVID-19 dotarła najpóźniej, czekały w tym roku co najmniej dwa tuziny rozmaitych elekcji – prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych. Poza odwołanymi wyborami w Etiopii i przeprowadzonymi mimo epidemii w Mali i Gwinei, elekcje lub decyzje o ich przełożeniu czekają jeszcze m.in. Burundi, Czad, Egipt, Gabon, Ghanę, Namibię, Niger, Republikę Środkowoafrykańską, Senegal, Seszele, Somalię, Tanzanię i Wybrzeże Kości Słoniowej.


POLECAMY TAKŻE: SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]