Premier zaprowadza pokój

Premier zaprowadza pokój

w cyklu STRONA ŚWIATA
11.10.2019
Czyta się kilka minut
Abiy Ahmed, najmłodszy, ledwie 43-letni, przywódca Afryki, otrzymał tegoroczną Pokojową Nagrodę Nobla. Pod jego trwającymi dopiero półtora roku rządami Etiopia przechodzi iście rewolucyjne zmiany.
Abiy Ahmed, premier Etiopii, przed spotkaniem z afrykańskimi przywódcami. Addis Abeba, styczeń 2019 r. / FOT. EDUARDO SOTERAS / AFP / EASTNEWS
J

Jego awans, wyniesienie na przywódcę, uznano w Etiopii za cud. Doszło do niego wiosną 2018 roku, kiedy w tym stumilionowym kraju trzeci rok trwały antyrządowe rozruchy, ginęli ludzie i obowiązywał stan wyjątkowy. Abiy Ahmed miał temu zaradzić.

Zanim dowiedzieli się, że rządząca partia wyznaczyła czterdziestolatka na nowego premiera kraju, Etiopczycy nigdy o nim wcześniej nie słyszeli. Był pomniejszym urzędnikiem i działaczem rządzącej partii, niczym szczególnym się nie wyróżniał. Na przywódcę został namaszczony, ponieważ był młody i wywodził się z Oromów, najliczniejszego z ludów zamieszkujących Etiopię, a mimo to nie mającego dotąd nic do powiedzenia w najważniejszych sprawach państwa, rządzonego zwykle przez Amharów, a ostatnio przez Tigrejczyków, stanowiących tam ledwie garstkę. Rozruchy, jakie zagrażały etiopskiemu państwu, wzniecali właśnie Oromo, narzekający, że rządzący na chińską modłę (dyktatura w polityce i państwowy kapitalizm w gospodarce) i uwłaszczający się dygnitarze rugują ich z rodowych ziem, spychają na margines.

Awans Abiya Ahmeda miał złagodzić gniew Oromów, a także przekonać młodzież, stanowiącą – jak w całej Afryce – dwie trzecie ludności, że młody przywódca jest jej przedstawicielem i rozumie ich problemy. Mówiąc krótko: Abiy Ahmed, syn chrześcijanki i muzułmanina, miał dokonać cudu – zaprowadzić w Etiopii pokój, tchnąć w młodych nadzieję i wiarę, a przy okazji przebudować i unowocześnić etiopskie państwo i gospodarkę.

Pokój w domu

Najlepiej poszło mu z zaprowadzaniem pokoju. Szybko przekonał swoich rodaków, Oromów, by zaprzestali antyrządowych buntów, grożących krajowi wojną domową i ucieczką zagranicznych inwestorów. Chętnie się zgodzili. Wielu postanowiło dać szansę nowemu premierowi, wierząc, że pod jego rządami Oromowie będą czerpać korzyści z władzy i będą mogli wziąć odwet za krzywdy, doznane z rąk Tigrejczyków czy Amharów.

Zaprowadziwszy spokój w kraju, Abiy Ahmed ruszył w świat godzić się z wrogami i sąsiadami. Podczas zagranicznych podróży spotykał się z przedstawicielami diaspory i politycznymi dysydentami, którzy musieli uciekać z Etiopii rządzonej przez kolejnych tyranów: najpierw przez króla królów, cesarza Hajle Sellasje (1930-36 i 1941-74), potem jego pogromcę, komunistycznego dyktatora, „czerwonego Negusa” Mengistu Hajle Mariama (1977-91), a w końcu zapatrzonych w Chińczyków partyzantów, którzy obalili Mengistu i przejęli władzę w Addis Abebie. Młody premier przekonywał swych rozmówców, by wracali do kraju, że położy kres tyranii, zaprowadzi wolności obywatelskie, wypuści z cel politycznych więźniów, przeprowadzi pierwsze wolne wybory (mają się odbyć za rok).

Pokój w sąsiedztwie

Godził się też z sąsiadami, z którymi Etiopia, regionalne mocarstwo i żandarm, pozostawała w nieprzyjaźni. Pogodził się przede wszystkim z odwieczną rywalką, Somalią. Potrzebował też zaledwie roku, by podpisać pokój z Erytreą, niegdysiejszą etiopską prowincją, która po 30-letniej wojnie secesyjnej w 1993 roku, za zgodą Etiopii, ogłosiła w końcu niepodległość. Przymierze, którego powodem była wspólna walka z reżimem Mengistu, szybko zostało jednak zerwane i na przełomie wieków między Etiopią a Erytreą doszło do granicznej wojny, w której – zanim została przerwana rozejmem – zginęło sto tysięcy ludzi i która spustoszyła państwowe skarbce w Addis Abebie i Asmarze.

Objąwszy władzę w Addis Abebie, Abiy Ahmed postanowił wybrać się do Asmary zaproponować Erytrejczykom pokój i zgodę. Erytrejski prezydent Isaias Afewerki (panuje od 1993 roku), któremu „zimna wojna” z Etiopią ułatwiała dyktatorskie rządy i powoływanie poddanych do bezterminowej służby wojskowej, zaskoczony sąsiedzką wizytą zgodził się na pokój, za który Etiopczykowi przyznano właśnie noblowską nagrodę.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Ale podczas półtorarocznego panowania Abiy Ahmed, jako chętny i uczynny pośrednik, przyczynił się także do przerwania wojny domowej w Południowym Sudanie oraz rozruchów w Sudanie, które groziły krwawą rozprawą z antyrządowymi demonstracjami, a zakończyły się pokojową transformacją i odsunięciem wojska od władzy. Etiopskiemu premierowi nie udało się pojednać tylko z Egiptem, skłóconym z Etiopią o podział wód Nilu. O Etiopczyku zrobiło się głośno w świecie, a zagraniczne gazety zaczęły porównywać go do Michaiła Gorbaczowa i Nelsona Mandeli.

Parytety i drzewa

W kraju odwołał stan wyjątkowy, zniósł cenzurę i zakaz działalności partii politycznych, kazał wypuścić na wolność więźniów politycznych i dziennikarzy, a wtrącić do cel prześladowców i katów. Zaczął też stopniowo odsuwać od władzy wszechwładne wojsko oraz jawną i tajną policję, odbierać im synekury, prywatyzować gospodarkę, także te jej sektory, nad którymi kontrolę zazdrośnie sprawowało dotąd państwo: energetykę, telekomunikację, transport morski i lotniczy. Etiopia, uchodząca w zeszłym wieku za uosobienie wszelkich możliwych afrykańskich nieszczęść, w obecnym stuleciu wybiła się na potęgę i symbol sukcesu, a jej gospodarka rozwija się w dwucyfrowym tempie.

Aby dowieść rodakom, że zamierza rządzić oszczędnie, zmniejszył o jedną trzecią liczbę ministrów, a połowę stanowisk w rządzie – w tym resort obrony, skarbu, przemysłu, handlu i kultury – powierzył kobietom. Kobiety zostały prezydentem kraju, przewodniczącą parlamentu i prezeską Sądu Najwyższego.

Zachwyt zachodnich obrońców środowiska Abiy Ahmed wzbudził, gdy kazał sadzić w kraju miliony drzew, by w ten sposób wspomóc walkę ze zmianami klimatycznymi.

Parweniusz czy uzurpator

Zważywszy, że rządzi dopiero półtora roku, lista osiągnięć i zasług etiopskiego premiera jest imponująca. Nie brakuje mu jednak również wrogów, problemów i wyzwań. Starsze pokolenie dygnitarzy z rządzącej partii uważa go za zdrajcę i niebezpiecznego szaleńca, który zaprzedał się zachodnim imperialistom i pozwala się im szarogęsić w Addis Abebie.

Rządząca partia, dawne polityczne skrzydło partyzantki, rozpada się na narodowościowe frakcje, co stawia pod znakiem zapytania jej wygraną – a więc panowanie Abiya Ahmeda – w przyszłorocznych, wolnych wyborach. Ustrojowa transformacja, liberalizacja i decentralizacja państwa nasiliły konflikty regionalne i etniczne. Przeciwnicy premiera twierdzą, że próbując przerobić Etiopię na federację czy nawet konfederację, doprowadzi do faktycznego rozpadu państwa i wojny. Dumni Amharowie uważają go za parweniusza, a Tigrejczycy, przywykli do tego, że sprawują władzę – za uzurpatora. W czerwcu 2018 roku, gdy wciąż przyzwyczajał się do fotela premiera, podczas wiecu w Addis Abebie dokonano na niego nieudanego zamachu bombowego. W czerwcu 2019 roku grupie wojskowych nie powiodła się próba zbrojnego puczu.

Erytrejski prezydent Afewerki, w obawie, że poddani pouciekają mu z kraju, kazał w tym roku znów zamknąć granicę z Etiopią. Konflikt z Etiopczykami potrzebny mu był, by zamknąć Erytrejczyków w koszarach i rządzić nimi jak kapral. Nie przypadkiem noblowskiej nagrody za pokój między Etiopią i Erytreą nie przyznano wspólnie Abiyowi Ahmedowi i Afewerkiemu, jak kiedyś podzielono ją między Nelsona Mandelę i Fredericka de Klerka za likwidację apartheidu, Anwara Sadata i Menachema Begina czy Jasera Arafata, Icchaka Rabina i Szimona Peresa za wysiłki na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie.

Nie od razu Rzym zbudowano

Krytycy etiopskiego premiera twierdzą, że władza i popularność uderzyły mu do głowy, że jest cynikiem i populistą, i przekonany o własnej nieomylności nikogo nie słucha. Że niczego, tak naprawdę, jeszcze nie osiągnął, a noblowska nagroda tylko jeszcze bardziej rozbudzi jego miłość własną.

„Niektórzy uważają, że tegoroczną nagrodę przyznaliśmy przedwcześnie – przyznała przewodnicząca Komitetu Noblowskiego pani Berit Reiss-Andersen. – Premier Abiy Ahmed działa jednak na rzecz pojednania, solidarności i sprawiedliwości społecznej. Wiele wyzwań wciąż przed nim, ale nie od razu Rzym zbudowano”.

Pokojowa Nagroda Nobla po raz drugi z rzędu trafia w ręce Afrykanina. W zeszłym roku – do spółki z Jazydką Nadią Murad, zdobył ją kongijski lekarz Denis Mukwege, zajmujący się pomocą dla kobiet, ofiar gwałtów.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]