Rząd prawdziwy, rząd oficjalny. Zaczyna się performens Morawieckiego

Mamy od poniedziałku władzę, która jest widmem, i prawdziwy rząd tkwiący w cieniu. Byłoby to może i zabawne, gdyby chodziło o jakąś małą społeczność, a nie o 38-milionowe państwo z wojną u bram.
Czyta się kilka minut
Mateusz Morawiecki na 1. posiedzeniu Sejmu X kadencji, Warszawa, 13 listopada 2023 r. / Fot. Andrzej Iwańczuk / REPORTER
Mateusz Morawiecki na 1. posiedzeniu Sejmu X kadencji, Warszawa, 13 listopada 2023 r. / Fot. Andrzej Iwańczuk / REPORTER

Nazwiska członków rzeczywistego rządu Polski na najbliższe miesiące, a może i lata, poznawaliśmy sukcesywnie przez ostatnie dwa tygodnie i właściwie pozostała w nim tylko jedna niewiadoma. Sprawy poszły gładko, jak na koalicję sięgającą od konserwatystów z PSL po Lewicę, której radykalne skrzydło ostatecznie pozostanie poza gabinetem Donalda Tuska. Rozwodu jednak nie będzie, co najwyżej separacja pomiędzy Włodzimierzem Czarzastym a Adrianem Zandbergiem i Magdaleną Biejat, która przyjęła przecież stanowisko wicemarszałkini Senatu.

Oficjalnie powstał jednak rząd zupełnie inny, którego nazwiska ukrywano przed nami do samego końca, jakby tworzono go w konspiracji i bano się aresztowań w przypadku przedwczesnego ujawnienia personaliów. Ale może to i dobrze, bo skrócono do minimum okres, w którym nowi ministrowie będą bohaterami ironicznych komentarzy i memów. Wiadomo bowiem, że gabinet Mateusza Morawieckiego, promowany jako rząd z dużym udziałem kobiet i ekspertów, mający być „wspólnym mianownikiem najważniejszych punktów programowych, które zaczerpnięto także z programów innych partii” – to tylko performens, który zakończy się po dwóch tygodniach klęską podczas głosowania nad wotum zaufania albo wcześniejszą rezygnacją Morawieckiego dla uniknięcia upokorzenia w Sejmie.

Ustępująca władza wyobrażała sobie tę operację jako część nowego otwarcia dla PiS, ale nie przysporzy ona zwolenników temu ugrupowaniu, tylko udowodni kolejny raz, że analiza wyborczej porażki skłoniła Jarosława Kaczyńskiego jedynie do wzmocnienia przekazu z kampanii – a dzięki niemu można się co najwyżej głębiej zakopać w twardym elektoracie, ale nie da się nikogo nakłonić do współpracy. „Sami przeciwko wszystkim” – to hasło dobre dla szeryfa w opanowanym przez bandytów mieście na Dzikim Zachodzie, ale nie dla mieszkańców państwa, które już 34 lata temu wyzwoliło się z komunizmu (cały system trwał w Polsce 44 lata), a od dwóch dekad jest członkiem UE, gdzie zaliczyło skok cywilizacyjny niespotykany poza Irlandią.

Ważną częścią tego okresu są oczywiście rządy PiS, które w kwestiach ustrojowych oznaczały ogromny regres, ale w sprawach gospodarczych – mimo licznych afer z wykorzystywaniem środków publicznych do partyjnych celów oraz osobliwej polityki NBP – przyniosły dalszy rozwój. Kłopot w tym, że zbiorowa mentalność partii Kaczyńskiego, przypisywanie sobie ojcostwa wszystkich sukcesów oraz oskarżanie dosłownie całej klasy politycznej o głupotę i zdradę narodowych interesów, zaprowadziła Zjednoczoną Prawicę na margines. Choć jest on duży i komfortowy, to naznaczony w przyszłości komisjami śledczymi, które zajmą się m.in. Jackiem Sasinem i jego wyborami kopertowymi.

Misja Morawieckiego wokół „dekalogu polskich spraw” nawet w PiS była przyjmowana bez wiary, a niechętna wobec premiera większość działaczy, którzy wciąż mają go za obce ciało, zaczęła nazywać go „Mojżeszem”. Ale takim, z którym nikt nie wybiera się w podróż do ziemi obiecanej. Wizja szefa rządu, który siedzi pół dnia w biurze, czekając bez skutku na zaproszonych gości do rozmów koalicyjnych – dopełnia obrazu klęski. Na spotkanie z nim wybrał się jedynie Krzysztof Bosak z Grzegorzem Braunem (Sławomir Mentzen odmówił), ale tylko po to, by Konfederacja mogła łowić wyborców na prawicy i przypominać premierowi, że zamiast klecić coś, czego sklecić się nie da, powinien zająć się rozwiązaniem kryzysu wokół protestu firm transportowych na granicy z Ukrainą.

Za chwilę cała ta rządowa hucpa będzie czasem przeszłym, jeśli nie liczyć sowitych odpraw dla „ministrów”. Potem przeżyjemy następną wojenkę o datę powołania rządu Donalda Tuska, którego Andrzej Duda z racji swych planów wyjazdowych zaprosi do siebie zapewne dopiero 13 grudnia. Dzięki temu prawicowi publicyści zaczną snuć symboliczne paralele z wprowadzeniem stanu wojennego, a Tusk – pojedzie kolejnego dnia na szczyt UE do Brukseli już jako szef rządu. Jego wicepremierami zostaną Władysław Kosiniak-Kamysz i Krzysztof Gawkowski, a cały skład z grubsza będzie odzwierciedlał podział mandatów, z czego najmniej skorzysta Lewica – jest dziś zbyt słaba, by realizować swe ambitne plany, choćby wobec aborcji. Na osłodę pokieruje resortem nauki i szkolnictwa wyższego, ministerstwem rodziny oraz cyfryzacją. Więcej wpływów będzie miała Trzecia Droga. PSL otrzyma MON (Kosiniak), rolnictwo (Czesław Sekierski), resort infrastruktury i ministerstwo rozwoju; Polska 2050 – klimat oraz fundusze europejskie (Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz).

Pierwsze skrzypce grać będzie jednak KO (11 ministerstw). Edukacją pokieruje dawna działaczka lewicy Barbara Nowacka, a resortem sprawiedliwości Adam Bodnar; Marcin Kierwiński dostanie MSWiA, Tomasz Siemoniak służby specjalne, Andrzej Domański finanse (kurs raczej na przedsiębiorców niż pracowników, ale z zachowaniem programów społecznych PiS). Bardzo trudną ochroną zdrowia dowodzić ma polonistka Izabela Leszczyna, znana z dość sprzecznych opinii na tematy gospodarcze i podatkowe.

Z uwagi na konieczność przeprowadzenia szybkiej rewolucji w TVP, kulturą zarządzać ma znany ze zdecydowanego charakteru, związany z Tuskiem Bartłomiej Sienkiewicz, a MSZ – Radosław Sikorski. Ten ostatni jest dość „gruboskórny”, więc zapewne poradzi sobie z nieustającymi atakami PiS, z drugiej jednak strony, znając jego skłonność do obraźliwych uwag pod adresem oponentów, można wątpić, iż celem przyszłego rządu okaże się wygaszanie wojny polsko-polskiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Bardzo długie przesilenie