Protesty rolników: od pola do boju

Zielony Ład jest przedstawiany jako czarny sen polskiego rolnika, więc coraz bardziej realny staje się upadek unijnej reformy. I to dopiero może być katastrofa.
Czyta się kilka minut
Ogólnopolski protest rolników. Kraków, 20 lutego 2024 r. / Fot. Klaudia Radecka / Forum
Ogólnopolski protest rolników. Kraków, 20 lutego 2024 r. / Fot. Klaudia Radecka / Forum

Gdy francuscy rolnicy oblewali urzędy gnojówką, w Polsce jeszcze było spokojnie. Gdy ich belgijscy koledzy obrzucali kamieniami i jajkami Parlament Europejski, u nas dopiero palono pierwsze opony. Gdy holenderscy rolnicy blokowali port w Antwerpii, u nas skala problemu kończyła się na korku ulicznym w Krakowie. Choć protesty eskalują na całym kontynencie (ostatnio demonstranci wtargnęli na targi rolnicze w Paryżu), to w temperaturze sporu szybko dogoniliśmy europejską czołówkę.

W Kotomierzu 25 lutego „nieznani sprawcy” wysypali z pociągu około 160 ton kukurydzy, która rzekomo miała z Ukrainy trafić na polski rynek. Rzekomo, bo od prawie roku mamy embargo na zboża i rzepak z Ukrainy (pisałem o tym na powszech.net/zbozezukrainy). Nie ma też żadnych dowodów na to, by skala przemytu chwiała rynkiem rolnym w 38-milionowym kraju, jak twierdzą rolnicy. Michał Kołodziejczak, wiceminister rolnictwa, przyznał: „Nie potwierdziły się doniesienia, że mimo embarga ukraińskie zboże pozostaje w Polsce”.

To już piąty atak na transporty z ukraińskim zbożem i w żadnym z tych przypadków nie potwierdzono, że miało ono trafić na polski rynek. Od tygodni fakty przegrywają z emocjami. Czasami spektakularnie, jak na proteście w Gorzyczkach, gdzie zobaczyliśmy traktor przyozdobiony flagą ZSRR i transparentem „Putin, zrób porządek z Ukrainą, Brukselą i naszymi rządzącymi” (zarzuty już postawiono). Druga strona nie pozostaje jednak dłużna, zbyt często grając kartą wojenną. W sobotę Ołeksandr Kubrakow, wicepremier Ukrainy, nazwał akcję naszych rolników „dywersją” i napisał: „Ukraina walczy i trwa, także dzięki naszemu zbożu. Ludzie, którzy popełnili te przestępstwa, nie chcą pokoju i zwycięstwa dla Ukrainy”.

Rolnicy może i szukają winnego w złym pociągu, ale problem jest realny. Po okresie szalonych zwyżek po rosyjskiej inwazji, ceny produktów rolnych wróciły do poziomu sprzed wojny, a koszty produkcji pozostały wysokie. Gdy piszę ten tekst, cena kukurydzy na giełdzie w Chicago spada poniżej 4 dolarów za buszel (najtaniej od prawie 4 lat), a temu nie jest już winna ani Unia, ani import z Ukrainy. Ceny na całym świecie w ciągu roku spadły średnio o 9 procent. Największy wpływ ma Rosja, która za pół darmo wyprzedaje na całym świecie ogromne nadwyżki zboża.

Zielony Ład – te słowa są dziś używane jak straszliwe zaklęcie (minister Kołodziejczak nazwał go ostatnio „czarnym snem dla Polski”), na które można odpowiedzieć jedynie „precz!”. Rolnicy zapominają o jednym: fakt, że z oburzeniem odejdą od stołu, nie oznacza, że negocjacje się zakończą. Po prostu odbędą się bez ich udziału. W Zielonym Ładzie jest dużo do poprawy i jeszcze więcej do ugrania. Zwłaszcza mali rolnicy mogą go potraktować jako szansę na tak bardzo potrzebną reformę.

Rolnictwo wytwarza dziś 1,5 proc. PKB, zarazem emitując 10 proc. gazów cieplarnianych w Unii. Rolnicy są też w czołówce, jeśli chodzi o świadomość konsekwencji zmian klimatycznych, bo sami ich doświadczają. Przedłużające się susze w UE i Wielkiej Brytanii powodują 9 mld euro rocznych strat.

Ze wszystkich części Zielonego Ładu rolników dotyczą głównie dwie: strategia bioróżnorodności oraz „od pola do stołu”. Tę pierwszą cudem przegłosowano w zeszłym roku, ale dopiero po wykreśleniu większości zapisów dotyczących rolnictwa. O tę drugą spór się toczy: według założeń Komisji Europejskiej do 2030 roku 25 proc. upraw powinno być ekologicznych (dzisiaj w Polsce to około 3,5 proc.). Rolnicy powinni też zredukować zużycie pestycydów o połowę i nawozów sztucznych o 20 proc., by zapobiec degradacji gleby. Dodatkowo rolnik (jeśli chce mieć dotacje), musiałby zostawić 4 proc. ziemi odłogiem – znów, w trosce o glebę i bioróżnorodność (przez ostatnie 40 lat populacja ptaków na terenach rolniczych spadła o połowę).

Dlaczego rolnicy tak boją się tych zmian? Po pierwsze: Unia fatalnie je komunikuje, a rolnicy nie mają na stole konkretnej oferty wsparcia w tej transformacji. Po drugie: ograniczenia w stosowaniu pestycydów i nawozów powinny różnić się w krajach o odmiennych profilach rolnictwa (jak np. Polska i Holandia). Po trzecie: status quo broni wielki biznes.

Wspólna polityka rolna UE pochłania jedną trzecią unijnego budżetu. Do 2027 r. z naszych podatków pójdzie na ten cel jeszcze ponad 300 mld euro. I od dekad funkcjonuje to na zasadzie: „większy dostaje więcej”, a to zabójcze dla rolników i środowiska. Od 2005 do 2020 r. liczba gospodarstw w UE zmniejszyła się o 40 proc., a z branży wypadło ponad 5 mln ludzi. Organizacje rolnicze, takie jak Copa Cogeca, wykorzystują małych rolników, by bronić interesów wielkich agroholdingów. Według ustaleń dziennikarzy DeSmog przez ponad trzy lata, gdy w Brukseli dyskutowano o Zielonym Ładzie, lobbyści z branży spotykali się z szóstką europosłów średnio... dwa razy na tydzień (ponad 400 spotkań). W tym czasie producenci pestycydów wydali na lobbing w PE ponad 35 mln euro.

Można się bać, że ograniczenia obniżą konkurencyjność europejskiego rolnictwa. Tyle że ich brak oznacza dalszy dyktat wielkiego agrobiznesu i prowadzi nas do katastrofy, nie tylko ekologicznej. Przez ostatnie 60 lat produktywność rolnictwa na świecie (pomimo rozwoju kolejnych technologii) spadła o 21 proc. Według raportu Europejskiej Agencji Środowiska, jeśli nie ograniczymy emisji, to plony nienawadnianych upraw, np. pszenicy, kukurydzy i buraków cukrowych, spadną w południowej Europie do roku 2050 nawet o połowę.

Wszystkie argumenty przegrywają z jednym: idą wybory. Protesty rolników od Rzymu po Warszawę to polityczne żniwa dla populistycznych partii, a Komisja Europejska w popłochu wycofuje się z kolejnych zapisów. Ograniczenia pestycydowe na razie wylądowały w koszu, wymóg odłogowania ziemi odłożono o rok, a w najnowszym harmonogramie reform – rolnictwo prawie zupełnie wycięto. Realny staje się upadek Zielonego Ładu w nowej kadencji Parlamentu Europejskiego. Polski rolnik za kilkanaście lat słono za to zapłaci.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Od pola do boju